(Oto wykaz wszystkich
stron z TEGO serwera, w zestawieniu językowym - w 8 językach.
Wybierz interesującą Cię stronę manipulując suwakami, potem kliknij
na nią aby ją uruchomić:)
(Ten sam wykaz daje się też wyświetlić
z "Menu 1" poprzez kliknięcie tam na pozycję
"Menu 2".)
Oto wykaz wszystkich moich stron
ze wszystkich serwerów. Strony te najpierw zestawione są językami
(tj. jako strony po polsku,
angielsku, niemiecku,
francusku, hiszpańsku,
włosku, grecku, oraz
rosyjsku.) Dla każdego zaś języka strony zestawione
są przedmiotowo.
Wybierz interesującą Cię stronę manipulując suwakami, potem kliknij
na nią aby ją uruchomić:
(Ten sam wykaz daje się też wyświetlić
z "Menu 1" poprzez kliknięcie tam na pozycję
"Menu 4".)
Motto:
"Pojawił się człowiek
posłany przez Boga -
Jan mu było na imię.
Przyszedł on na świadectwo,
aby zaświadczyć o światłości,
by wszyscy uwierzyli przez niego.
Nie był on światłością,
lecz [posłanym], aby zaświadczyć o światłości.
Była światłość prawdziwa,
która oświeca każdego człowieka,
gdy na świat przychodzi.
Na świecie było [Słowo],
a świat stał się przez Nie,
lecz świat Go nie poznał.
Przyszło do swojej własności,
a swoi Go nie przyjęli.
Wszystkim tym jednak, którzy Je przyjęli,
dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi,
tym, którzy wierzą w imię Jego -
którzy ani z krwi,
ani z żądzy ciała,
ani z woli męża,
ale z Boga się narodzili.
A Słowo stało się ciałem ..."
(Cytowanie z bibilijnej
Ew. Św. Jana 1:6-14.)
Mam na imię Jan i witam na
mojej stronie autobiograficznej
prezentującej najważniejsze
fakty na temat mojego życia.
Na przekór że w swoim życiu
opracowałem już ponad setkę
odmiennych stron internetowych,
najtrudniej z nich wszystkich
przychodzi mi poszerzanie
i aktualizacja tej właśnie
strony. Aby dać czytelnikowi
jakiś pogląd o poziomie
oporów wewnętrznych które
zmuszony byłem przełamywać
aby podjąć aktualizację tej
strony, to od pierwszego
marca 2007 roku doświadczyłem
honoru zostania zaproszonym
na okres 10 miesięcy
na pozycję pełnego profesora
przez jeden z wiodących
universytetów ze Wschodniej Azji.
Taka zaś pełna profesura na
szeroko znanym uniwersytecie
w jednym z technicznie najbardziej
obecnie zaawansowanych krajów
świata, to ogromny zaszczyt
i wyraz uznania dla mojego dorobku
naukowego.
Na przekór tego,
ja miałem tak poważne opory
przed ujawnieniem owego
wyróżnienia na niniejszej
stronie, że stronę tą utrzymywałem
w nieaktualnym stanie i chodziłem
dookoła sprawy jej aktualizowania
jak przysłowiowy "pies chodzi
dookoła jeża" aż do dnia
12 maja 2007 roku - kiedy
to w końcu zmogłem się aby
wprowadzić do niej informację
o zaszczytnej pozycji którą wówczas
zajmowałem.
Część A:
Informacje wprowadzające do tej strony:
#A1.
Dlaczego najtrudniej jest mi pisać o sobie samym:
Motto:
"Prawda zraża. Prawda zawsze jest bolesna. Prawda w oczy kole."
Ci z czytelników którzy znają mój
dorobek naukowy doskonale zapewne
wiedzą, że sporo krytykantów uważa
się za grzecznych i dyplomatycznych
jeśli opisuje ten dorobek wyrazem
kontrowersyjny. Nie jest
też niczym niezwykłym napotkanie
w internecie anonimowych wypowiedzi
używających najróżniejszych mniej
wybrednych nazw. Powodem zaś takiej
kampanii prześladowania tego dorobku
jest jedno odkrycie naukowe które
zresztą siłą wmusili we mnie ci co
obecnie tak zawzięcie prześladują
to co odkryłem. Mianowicie, jest
to odkrycie istnienia sekretnej
okupacji naszej planety
przez szatańskie istoty ogromnie
podobne do ludzi. Przez ostatnie
tysiąclecia istoty te były nazywane
z użyciem wielu odmiennych nazw.
Moim jednak zdaniem, najodpowiedniejsza
ich nazwa to
podmieńcy.
(Odnotuj że wszystkie słowa niniejszej
strony, które wyróżnione są kolorem
zielonym z podkreśleniem,
faktycznie są linkami do oddzielnych
stron internetowych w całości poświęconych
danemu tematowi. Wystarczy więc kliknąć
na dany link aby przenieść się na taką
odrębną tematycznie stronę i zapoznać
szerzej z tą tematyką.)
Nazwa podmieńcy nadana została tym
istotom przez folklor ludowy aż kilku
krajów. Wynika ona z ich brzydkiego
zwyczaju, że jeśli podmieńcy ci zechcą
zająć stanowisko jakiegoś wpływowego
człowieka, wówczas przechodzą operację
plastyczną aby do niego się upodobnić,
poczym pod niego się podmieniają.
Pełniejsze wyjaśnienie kim właściwie
są owe szatańskie istoty, jak inaczej
też je nazywamy, oraz jakie
są ich działania na Ziemi, zawarłem
aż na kilku odrębnych stronach
internetowych, np. na stronie o
pochodzeniu zła.
Tutaj jedynie wspomnę że (a) są
one najbliższymi krewniakami ludzi,
że (b) wyglądają one niemal identycznie
jak ludzie - a stąd mogą zajmować
kluczowe pozycje administracyjne
w najróżniejszych ludzkich instytucjach
bez zostania rozpoznanymi przez ludzi,
że (c) właśnie w obecnych czasach
istoty te usiłują zniszczyć naszą
cywilizację, oraz że (d) o istnieniu
i sekretnym działaniu tych istot
na Ziemi ostrzega nas nawet treść
Biblii. Stąd moje naukowe ujawnienie
istnienia i działalności tych
"podmieńców", znacząco utrudnia
im np. wysyłanie niewinnych ludzi
na wojny i uzasadnianie dlaczego
jedni ludzie powinni strzelać do
innych. To jedno moje odkrycie
skierowało więc na mnie całą
szatańską furię sekretnej organizacji
owych zbrodniczych istot.
Z upływem czasu także kolejne następne
moje odkrycia naukowe i wynalazki
techniczne też zaczęły działać
przeciwko machinacjom tych szatańskich
istot. Przykładowo, tak właśnie działa
mój wynalazek statku kosmicznego z
napędem magnetycznym, nazywanego
magnokraftem,
a także wynalazek pędnika dla magnokraftu -
czyli urządzenia technicznego zwanego
komorą oscylacyjną.
Wszakże szerokie rozpopularyzowanie
magnokraftu i komory oscylacyjnej
okropnie utrudnia życie tym z owych
"podmieńców", którzy zdołali powkręcać
się do zarządów takich instytucji jak
NASA czy Europejska Agencja Kosmiczna,
aby od wewnątrz sabotażować działania
tychże istytucji. Wszakże w obliczu
coraz szerszej znajomości magnokraftu
i komory oscylacyjnej wśród ludzi,
coraz trudniej owym "podmieńcom" z
tamtych instytucji przekonywać swoich
mocodawców dlaczego powinni wydawać
miliony na rozwijanie prymitywnego
napędu rakietowego, jednocześnie zaś
zupełnie ignorować napęd magnetyczny.
Podobnie ma się sprawa mojego odkrycia
naukowego, że istnieje zjawisko będące
dokładną odwrotnością tarcia. Zjawisko
to spontanicznie absorbuje energię
cieplną oraz generuje energię ruchu.
(Jak pamiętamy tarcie spontanicznie
absorbuje energię ruchu oraz generuje
energię cieplną.) Ja nazywam to zjawisko
efektem telekinetycznym.
Jego cechą jest, że pozwala ono na
budowanie relatywnie prostych generatorów
elektryczości, które spontanicznie
absorbują ciepło z otoczenia oraz
generują przepływ elektronów w
przewodnikach - czyli generują prąd
elektryczny. Generatory te działają
więc podobnie jak odwrotność tzw.
"pomp ciepła" o sprawności ponad
100%. Ich popularna nazwa to
telekinetyczne generatory darmowej energii.
Oczywiście, moje publikacje o możności
zbudowania takich generatorów oraz o
ich zasadzie działania dokumentnie
mieszają w kwitach wszystkim tym
"podmieńcom" którzy sabotażując ziemskie
korporacje energetyczne wydają miliony
z portfeli podatników na rozwijanie
szkodliwych dla zdrowia ludzi i dla
naturalnego środowiska sposobów
generowania energii, jednocześnie
zaś blokują wszelkie próby wydania
choćby jednego centa na badania
nad darmową energią.
Jeszcze inne wyniki moich badań
naukowych podobnie efektywnie
utrudniają bezkarną działalność owych
"podmieńców" w dalszych instytucjach
ziemskich. Przykładowo, rozważmy
moje opracowanie teorii naukowej zwanej
Konceptem Dipolarnej Grawitacji -
która reprezentuje przez wieki
poszukiwaną tzw. Teorię Wszystkiego,
a także odkrycie faktu
naturalnej ewolucji Boga.
Te dwa osiągnięcia ogromnie utrudniły
skrytą działalność tych "podmieńców"
którzy dotychczas bezkarnie kierowali
na manowce naukę ziemską oraz posunięcia
kościoła. Jakże bowiem przykładowo
nadal wciskać ciemnotę ludziskom,
kiedy owe ustalenia dokładnie wyjaśniają
co naprawdę jest grane. Albo rozważmy
takie coś jak internet. "Podmieńcy"
usilnie promują go na Ziemi, ponieważ
z jego pomocą łatwiej im zniewalać
i kontrolować ludzi. Jednocześnie
jednak ten sam internet ja wykorzystuję
aby popularyzować po świecie wiedzę
na temat owych podmieńców i ich
niecnej działalności. (Np. istniały
czasy, kiedy po wpisaniu mojego
nazwiska np. do
Google,
na ekranie ukazywała się większa lista
powołań na moje wypowiedzi niż np. po
wpisaniu nazwiska "głowy politycznej"
ze sporej liczby państw - w tym głowy
państwa w jakim aktualnie mieszkałem.
Obecnie jednak Google jest silnie
sabotażowane przez tą samą zbrodniczą
organizację okupacyjną, której istnienie
na Ziemi ja zdemaskowałem. Stąd liczba
Googlowskich powołań na moje prace
i badania ostatnio raptownie spada.)
Nic dziwnego, że moja obecność w
internecie jest sabotażowana przez
tych "podmieńców" najbardziej intensywnie.
Problem z owymi "podmieńcami" jest taki,
że jest ich bardzo dużo na Ziemi, a także
że bez wiedzy ludzi zajmują oni wiele
kluczowych pozycji administracyjnych
w ludzkich instytucjach. Stąd to od
ich decyzji często zależą moje losy.
Z kolei wiadomo, że życie tych co narazili
się komuś potężnemu i wpływowemu nie jest
usłane różami. Jak zaś to wyjaśniłem
powyżej, moje wyniki badań stąpnęły
na odciski bardzo wpływowych "podmieńców"
sabotażujących obecnie praktycznie każdy
obszar życia na Ziemi. Nic więc dziwnego,
że to co ja publikuję, jest bez przerwy
sekretnie sabotażowane. Z kolei ja
sam nie mogę utrzymać się w jednej
pracy średnio przez dłużej niż dwa
lata. Kiedy zaś ponownie wysyłany
jestem na bezrobotne, zawsze przez
jakiś dziwny "zbieg okoliczności"
właśnie w mocy są jakieś przepisy
które uniemożliwiają mi otrzymywanie
zasiłku dla bezrobotnych w danym
okresie czasu. Aczkolwiek zwykle
przepisy te zostają znoszone w
terminie późniejszym, mi nikt już
potem nie przywraca zasiłków które
przez nie zostałem pozbawiony, ani nie
przeprasza za napięcie i niepewność
jutra które wprowadziły one przedtem
do mojego życia.
Pisanie o sobie w takiej sytuacji jest
ogromnie trudne. Jeśli bowiem napiszę
prawdę co faktycznie ze mną się dzieje,
doleję tym tylko "oliwy" do i tak już
silnie buszującego przysłowiowego "ognia".
Gdybym zaś przemilczał rzeczywistość
i udawał że wszystko jest OK, wówczas
mijałbym się z prawdą i ułatwiał zadanie
swoim prześladowcom. Nic więc dziwnego
że w tej sytuacji długo chodziłem naokoło
sprawy aktualizowania niniejszej strony
"podobnie jak pies chodzi naokoło jeża".
Aż do 2007 roku trzymałem się zasady,
że żyję moralnie i nie mam nic do ukrycia.
Na swoich stronach prezentowałem więc
otwarcie z czego żyję i gdzie dokładnie
pracuję. Niestety, owi moi liczni wrogowie
wykorzystywali tą moją otwartość i
zasypywali moich aktualnych pracodawców
całym oceanem paszkwili oraz oskarżeń
wysuwanych pod moim adresem. To zaś
zawsze z czasem kończyło się utratą
pracy. Dlatego począwszy od roku 2007
zdecydowałem się zmienić swoje zasady
działania. Mianowicie postanowiłem
nadal otwarcie ujawniać swój dorobek,
sytuację, oraz zajmowaną pozycję.
Jednak dane o swoich pracodawcach
zamierzałem ujawniać dopiero w przyszłości.
Znaczy postanowiłem że dane o swoich
aktualnych pracodawcach ujawnię dopiero
kiedy będę miał pewność, że moi wrogowie
nie będą już w stanie wykorzystać tych
informacji ani dla utrudnienia mi pracy,
badań, czy życia, ani dla napytania
kłopotów instytucjom które okazały
się na tyle postępowe i doceniające
twórcze myślenie aby mieć odwagę
mnie zatrudnić. Niestety, w swoich
zamiarach nie uwzględniłem szatańskich
zwyczajów owej zbrodniczej organizacji
okupacyjnej, której sekretne istnienie
na Ziemi to ja zdemaskowałem, a stąd
która w ramach zemsty teraz bez przerwy
mnie prześladuje. W miejscu mojej
profesury z 2007 roku organizacja
ta zaczęła sabotażować moją działalność
już od pierwszego dnia kiedy do podjęcia
tej profesury się stawiłem, tj. już
od 1 marca 2007 roku. Z kolei już
wkrótce po moim zaktualizowaniu tej
strony, w dniu 28 czerwca 2007 roku
wszystkie fora dyskusyjne i strony
internetowe w Polsce prowadzone przez
ową zbrodniczą organizację sekretnych
okupantów Ziemi opublikowały dokładne
informacje w jakim kraju, mieście,
oraz na jakim Uniwersytecie zajmuję
opisywaną tu pozycę pełnego profesora.
#A2.
Jakie są cele tej strony:
Motto:
"Ja jestem kolejnym chodzącym przykładem, że wysiłki jednego człowieka są jednak w stanie uczynić różnicę.
Niestety, jak każdy z poprzednich przykładów, też muszę płacić za to słoną cenę."
Kiedy ktoś ma tak wielu i tak wpływowych
wrogów, nie jest niczym niezwykłym
że na temat takiego kogoś zaczynają
być szerzone najróżniejsze pogrążające
go opinie i celowo dezinformujące kłamstwa.
Jednym więc z podstawowych celów niniejszej
strony jest otwarcie czytelnikowi
dostępu do faktów, a w ten sposób
ukrócenie swobody działania tych
moich wrogów którzy szerzą nieprawdziwe
informacje na temat mojej osoby, badań
które prowadzę, oraz idei które upowszechniam.
Niezależnie od owego celu podstawowego,
niniejsza strona wypełnia również i kilka
dodatkowych funkcji. Przykładowo, ukazuje
ona że poza wynikami moich badań kryje
się zwykły człowiek, taki jak każdy inny
mieszkaniec Ziemi, znaczy człowiek który
też ma swoje kłopoty i osiągnięcia,
wzloty i upadki, a także miejsce
urodzenia, przeszłość, oraz rodzinę.
Na dodatek ten człowiek urodził się
w najzwyklejszej polskiej wsi. Ja
nadal pamiętam czasy, kiedy wieś
ta była określana mianami
"zabita deskami"
oraz "tam gdzie diabeł mówi dobranoc".
(To właśnie dlatego od jakiegoś już
czasu staram się zmienić tą opinię
poprzez umożliwienie lepszego poznania
owej wsi przez cały świat z pomocą
moich stron w rodzaju tej o
Wszewilkach jutra.)
Pochodząc zaś z takiej wsi jest samo
przez się zrozumiałym, że zanim
zacząłem projektować
statki kosmiczne z napędem magnetycznym,
wyjaśniać
mechanizm działania czasu, oraz
odkrywać jak przebiegała ewolucja Boga,
był taki okres w moim życiu że biegałem
w krótkich spodenkach wypasając mamine
krowy nad brzegami
podmilickiej
rzeczółki zwanej
Baryczą.
To zaś skłania do utrzymywania skromności.
Strona ta ujawnia także, że istnieje takie
coś jak uniwersalna sprawiedliwość.
Wszakże na przekór że mam tylu potężnych
wrogów, oraz że moje badania i publikacje
są tak zawzięcie zwalczane i sabotażowane,
ja nieustannie podnoszę się z upadków
i kontynuuję swoje działania. Ponadto
strona ta ma na celu napawać optymizmem.
Wszakże ujawnia ona że jeden człowiek
może i powinien uczynić różnicę.
Znaczy może i powinien postawić się przeciwko
niemoralności, krzywdzie, zakłamaniu i
prześladowaniom, bez względu na to jak
potężne siły za nimi się kryją oraz
bez względu na to jak wielkie zagrożenie
dla życia i przyżycia wprowadza uparte
popularyzowanie moralności, sprawiedliwości,
prawdy i pokoju.
#A3.
Pisząc o takich "kontrowersyjnych" sprawach, ja jednocześnie głęboko wierzę w prawdę tego co wyjaśniam:
Motto:
"W wyniki praktycznych eksperymentów naukowych wierzą wszyscy - poza tym który eksperymenty te wykonał.
W wyniki dociekań teoretycznych nikt nie wierzy - poza tym kto dociekań tych dokonał."
Ja bez przerwy otrzymuję emaile zadające
mi podchwytliwe pytania usiłujące wybadać
"czy ja naprawdę wierzę w to co piszę".
Moja odpowiedź na te emaile i zapytania
zawsze też jest taka sama - tj.
pisanie i publikowanie tego co wynika
z moich badań wprowadza do mojego życia
tyle zgrożeń, tyle dodatkowych przeszkód
do pokonania, tyle utrudnień codziennego
życia, oraz tyle wyrzeczeń i poświęceń
które zmuszony jestem bez przerwy podejmować,
że nigdy nie pisałbym ani nie publikowałbym
tego co piszę i co publikuję gdybym nie
był dogłębnie przekonany, że każde słowo
jakie piszę wyraża absolutną prawdę - tak
jak dane mi było prawdę tą poznać.
Rozważając tzw. "kontrowersyjność" mojego
dorobku naukowego warto też pamętać, jak
przyszłe pokolenia zwykle potem oceniają
takich "kontrowersyjnych" badaczy, oraz
jak oceniają tych im współczesnych którzy
zabawiali się w ich prześladowców i
piętnujących.
Część B:
Skrótowy opis przebiegu mojego życia:
#B1.
Przebieg mojego życia:
Urodziłem się w 1946 roku
w maleńkiej wioseczce jaka przez najdłuższy okres czasu nazywała się
Wszewilki
(wioska ta często
zmieniała nazwę). Jest ona zlokalizowana w południowo-zachodnim obszarze
Polski (tj. niedaleko do Niemiec i Czech). Mój ojciec był mechanikiem
o tzw. "złotych rękach" - znaczy naprawiał wszystko co się popsuło w
promieniu dziesiątków kilometrów od naszego domu, zaczynając od
zegarków i zegarów, poprzez rowery i różne maszyny, a skończywszy
na ogromnych silnikach gazowych jakie napędzały pompy w miejscowych
wodociągach. (Faktycznie to był on nawet zatrudniony przez gazownię w
Miliczu
aby utrzymywał owe wodociągi miejskie w stanie działającym). Obecnie się
zastanawiam, jak on właściwie mógł mnie tolerować, jako że cokolwiek
zreperował jednego wieczora, natychmiast ja rozmontowywałem to następnego
dnia kiedy on był w pracy, aby zobaczyć jak to działa. Oczywiście,
nie zawsze też zdołałem potem to poskładać z powrotem tak aby działało
jak powinno. (Szczególnie trudnymi do poskładania tak aby potem
działały okazywały się małe zegarki. Po tym więc jak doświadczyłem
kilkakrotnie jak mój ojciec reaguje na widok rozmontowanych
zegarków które on naprawił jedynie noc wcześniej, zwolna nauczyłem
się powstrzymywać swoją ciekawość dowiedzenia się co właściwie
powoduje że owe zegarki tykają.) Moja matka była gospodynią
domową - skromny geniusz matematyczny.
Była ona w stanie liczyć w pamięci niemal tak samo szybko jak to
czynią dzisiejsze komputery. Jej zdolności obliczeniowe zawsze
szokowały sprzedawców w sklepach, dostarczając wiele uciechy mi
i mojej siostrze z którą często towarzyszyliśmy mamie w wyprawach
na zakupy. Moja edukacja podążała typowym kursem komunistycznej
Polski. Najpierw (w 1953 roku) zacząłem uczęszczać do szkoły
podstawowej w pobliskim
Miliczu
(w owym czasie mającym około 6000 mieszkańców). Ukończyłem
ową podstawówkę w 1960 roku. Potem
zacząłem uczęszczać do szkoły średniej (od 1960 do 1964), którą
było Liceum Ogólnokształcące w Miliczu. Maturę zdałem w 1964 roku.
Świadectwo maturalne upoważniało mnie do wstępu na wyższe uczelnie.
Wybrałem studia na
Politechnice Wrocławskiej,
która w owym czasie
była jedną z najbardziej renomowanych uczelni w Polsce. (Na bazie
swojej obecnej znajmości poziomu nauczania w innych uniwersytetach
świata, ja osobiście wierzę, że w owym czasie była ona najlepszą
uczelnią w Polsce, a jednocześnie jedną z najlepszych uczelni na
świecie.) Przypadało wówczas około 12 kandydatów na każde wolne
miejsce z owej Politechniki, stąd jedynie zdanie egzaminów wstępnych
okazało się ogromnym sukcesem. Studiowałem tam od 1964 roku do
1970 roku. Po otrzymaniu dyplomu owej politechniki, w 1970 roku
zostałem przez nią zatrudniony najpierw jako assystent stażysta,
potem jako asystent, dalej jako starszy asystent, zaś po obronie
pracy doktorskiej w 1974 roku - jako adiunkt ("adiunkt" w Polsce
jest odpowiednikiem dla tzw. "Reader" z angielskich uniwersytetów).
Potem tornado zmian politycznych zmiotło Polskę. Zostałem członkiem
Solidarności, zaś kiedy Solidarność została utopiona, ja utonąłem
wraz z nią. "Polowanie na czarownice" zostało rozpoczęte. Jak to było
z każdym byłym działaczem Solidarności, moje życie znalazło się wówczas
w niebezpieczeństwie. Któregoś dnia byłem nawet ścigany i niemal
postrzelony przez policję. Z pomocą dobrych przyjaciół zdołałem
opuścić Polskę i wyemigrować do Nowej Zelandii - zanim reżymowi
udało się mnie złapać i wysłać na Syberię. Wylądowałem w Nowej
Zelandii w 1982 roku. Moja pierwsza praca była tam na
Canterbury University
w Christchurch. Potem pracowałem w
Southland Polytechnic
z Invercargill. Następnie na
Otago University
w Dunedin. Tuż przed tym kiedy pierwsze
oznaki depresji ekonomicznej uderzyły
Nową Zelandię, w 1990 roku straciłem
pracę na Otago University. Przez następne
2 lata byłem bezrobotnym. Były to najbardziej
przygnębiające i przepełnione niepewnością
jutra dwa lata w całym moim dotychczasowym
życiu. Proszę sobie wyobrazić jak ja wówczas
się czułem. Żyłem wtedy samotnie w ciągle
jeszcze dosyć obcym mi kraju. Nie miałem
pracy ani źródła dochodu. Przez niemal dwa
lata nie otrzymywałem zasiłku dla bezrobotnych.
Moje oszczędności szybko topniały. Najbliższe
życzliwe mi dusze które mogły by mi pomóc gdybym
wpadł w jakieś kłopoty znajdowały się na
odwrotnej półkuli, czyli w Polsce.
A na
domiar złego wokoło siebie obserwowałem
walenie się w gruzy systemu społecznego
dla którego niedawno narażałem swe życie
jako aktywista Solidarniości.
(Nowa Zelandia przechodziła
wówczas bardzo brutalną zamianę dbałości
o człowieka na dbałość o dochód i kapitał.)
W końcu, w 1992 roku zdecydowałem się
opuścić Nową Zelandię oraz szukać chleba
poza jej granicami. Kiedy miałem już
zakupione bilety lotnicze zaczęto wypłacać
mi zasiłek dla bezrobotnych. Zostałem więc
postawiony w sytuacji, że po kilku tygodniach
brania tego iluzorycznego zasiłku musiałem z
niego sam dobrowolnie zrezygnować. Zdecydowałem
się bowiem że już nie zmienię swoich planów
tułaczki w poszukiwaniu chleba. Po opuszczeniu
Nowej Zelandii podpisałem trzy klejne kontrakty
na profesury uniwersyteckie najpierw na
Eastern Mediterranean University
z miasta Famagusta na Północnym Cyprze, potem na
University Malaya
w Kuala Lumpur, Malazja, w końcu zaś na
University of Malaysia Sarawak
z miasta Kuching na tropikalnej Wyspie Borneo. Po tym jednak jak "Kryzys Azjatycki"
obezwładnił także i Malazję w 1998 roku, poczynając od 1999 roku udało
mi się zabezpieczyć dla siebie pracę w Nowej Zelandii. Niestety nastąpiło
to za słoną cenę. Wszakże rolniczo nastawiona Nowa Zelandia nie potrzebuje
ludzi z moją ekspertyzą techniczną. Stąd oddawała mi wielką przysługę
że wogóle miała jakieś zatrudnienie dla mnie. Wylądowałem więc na
najniższej pozycji akademickiej jaka była dostępna na maleńkiej
Aoraki Politechnice
z miasteczka Timaru. Niestety, pod koniec 2000 roku zostałem
zwolniony z nawet owej najniższej pozycji. Powodem zwolnienia
jaki wówczas mi zakomunikowano, był raptowny i niespodziewany
spadek liczby studentów na owej politechnice. Od dnia 12 lutego 2001
roku zacząłem pracować jako akademik (po angielsku: "academic
staff member") w
Wellington Institute of Technology
zlokalizowanym na przedmieściu stolicy Nowej Zelandii, czyli w Petone
pod Wellington - także będąc zatrudniony na najniższej pozycji
akademickiej jaka była tam dostępna. W Wellington pracowałem aż
do 23 września 2005 roku, kiedy to zwolniono mnie z pracy z wyjaśnieniem
że liczba studentów tej uczelni raptownie spadła. Faktycznie też ów
spadek był tak znaczny, że stał się łatwym do odnotowania nawet
gołym okiem - od początka 2005 roku uczelnia ta stała się niemal
zupełnie pusta. Po tej utracie pracy zajmowałem się szukaniem
swojej następnej pracy. Jak chciałem aby w idealnym przypadku
ona wyglądała, wyjaśniłem to na stronie internetowej
"poszukuję pracy"
dostępnej poprzez "Menu 2" oraz
"Menu 4".
Bezrobotnym pozostawałem w okresie od 23
września 2005 roku aż do 28 lutego 2007
roku. Podobnie też jak podczas poprzedniego
długiego okresu mojego bezrobocia,
ponownie znalazły się jakieś przepisy
(tym razem inne) według których zasiłek
dla bezrobotnych też mi się nie należał.
Najwyraźniej
podmieńcy
ustanawiają sobie przepisy jak tylko im
najlepiej przychodzi "urządzać" ich ofiary -
znaczy bez zwracania uwagi np. na moralność,
fairness, dobro społeczne, konsystencję, itp.
Ponownie więc zmuszony byłem
żyć z oszczędności. Na szczęście
dla mnie, począwszy od 1 marca 2007
roku, zostałem zaproszony przez jeden
z renomowanych uniwersytetów na zajęcie
tam stanowiska pełnego profesora przez
okres 10 miesięcy. Moja pełna profesura
kończy się jednak dnia 31 grudnia 2007
roku. Co uczynię po tym terminie (poza
powrotem na bezzasiłkowe bezrobocie i
ponowne życie z oszczędności) tego w
tej chwili nie wiem.
Jedno tylko jest pewne, że bez względu
na to co dalej ze mną się stanie, teraz
na zawsze pozostanę już byłym pełnym
profesorem uniwersyteckim. Wszakże z
byciem profesorem jest jak z byciem
generałem - znaczy raz profesor,
zawsze już profesor.
#B2.
Zaciekła wojna o moje tytuły:
Motto:
"Jeśli napotkasz gdzieś notatkę na mój temat, sprawdź jak jej
autor mnie tytułuje, a natychmiast będziesz wiedział do którego
obozu autor ten przynależy oraz jaką wiadomość dana notatka zawiera."
Ponieważ sekretna okupacja Ziemi trwa
już od zarania dziejów, co jakiś czas
pojawiali się ludzcy prekursorzy którzy
wprowadzali jakieś niebezpieczeństwo
dla okupantów. Przykładowo prekursorzy
ci albo usiłowali zdemaskować tą okupację
i wyprowadzić ludzkość do światła,
albo też usiłowali coś wynaleźć czy
uczynić dla ludzkości co cywilizacyjnie
wywindowałoty ją szybciej do góry.
Typowym działaniem podejmowanym
wówczas przez
podmieńców
zaczajonych na takich ludzi w najróżniejszych
ziemskich władzach, było wyeliminowanie
owych prekursorów ze społeczeństwa. W
najdawniejszych więc czasach prekursorzy
tacy albo przybijani byli do krzyża, albo
też rzucani lwom na pożarcie. We wiekach
średnich jeden podmieniec oskarżał takich
prekursorów o czary, inni zaś podmieńcy
zaczajeni na nich w kościelnej inkwizycji
palili ich usłużnie na stosie. W ostatnich
zaś czasach prekursorów takich oskarża
się że są wariatami i albo zamyka w domach
wariatów, albo też histerycznie podburza
sąsiadów i pracodawców aby od nich się
izolowali. (W taki właśnie sposób przykładowo
tylko w maleńkiej Nowej Zelandii "załatwionych"
zostało przez podmieńców aż dwóch wybitnych
prekursorów. Jednym był niejaki
Richard Pearse -
budowniczy jednego z pierwszych samolotów na Ziemi.
Umarł on w domu wariatów. Innym był Ernest
Rutherford - twórca nowoczesnego modelu
atomu. Rutherford zdołał jednak uciec
przed prześladowaniami z rodzinnej Nowej
Zelandii do Anglii, gdzie ludzie którzy
niemal go nie znali pozwolili mu zapracować
na nagrodę Nobla.)
Kiedy więc również i moje prace zaczęły
okupantom bruździć w kwitach, tej samej
taktyki co dawniej próbowali oni użyć
i na mojej osobie. Pechowo dla nich,
w moim przypadku przeszkodą nie do
pokonania przez owych podmieńców okazały
się właśnie moje tytuły.
Najbardziej korzystny dla sprawy którą
ja sobą reprezentuję, jest właśnie tytuł
profesora jaki otrzymałem w dniu 1 marca
2007 roku, po wygraniu z wyraźną pomocą
Boga zaciekłej bitwy z podmieńcami.
(Bitwa o ten tytuł opisana jest częściowo
w punkcie #A4 strony internetowej o
Wszewilkach jutra.)
Zwolennicy moich teorii pedantycznie
tytułują mnie profesorem już od czasów
kiedy zostałem "Associate Professorem",
czyli od 1992 roku. Jednak "podmieńcy"
wynajdują najróżniejsze wymówki aby
moje tytuły ignorować. Jakże bowiem
wyglądałyby ich ataki na moją osobę,
oraz na badania które prowadzę, kiedy
atakujący nie jest w stanie wykazać
się posiadaniem nawet najmniejszego
tytułu, jednak atakuje on profesora.
Obecnie jednak kiedy oficjalnie uzyskałem
tytuł pełnego profesora, do referowania
do mnie owym tytułem są formalnie
zobowiązani nawet owi zawzięci wrogowie -
którzy tak niestrudzenie krytykują
i obrzucają mnie błotem. Oczywiście,
wcale to nie zmienia faktu, że dla
owych wrogów mojej osoby i ludzkości
tytułowanie mnie profesorem jest jak
dla dawnych diabłów było przysłowiowe
"wykąpanie się w święconej wodzie".
(Na przekór pozorów jest więcej zasadności
w powyższym porównywaniu moich tytułow
do święconej wody zaś moich wrogów
do diabłów, niż na pierwszy rzut oka
może się to wydawać.) Wrogowie ci po
prostu nie są w stanie wewnętrznie
się przełamać aby tytułować mnie
profesorem. Nawet jednak kiedy
odmawiają oni używania tego tytułu,
ciągle wynika z tego określona
korzyść. Źródłem tej korzyści
jest strategia ataków owych
wrogów. W swoich atakach nie
są przecież w stanie nic konkretnego zarzucić
wynikom moich badań - wszakże
to co ja odkrywam jest absolutną
prawdą którą każdy racjonalnie
myślący człowiek sam może sobie
potwierdzić. W swoich atakach
wrogowie ci posługują się więc
kłamstwem, wykręcaniem i przeinaczaniem
moich stwierdzeń, czepianiem się
słówek, pisowni, gramatyki, osobistymi
obelgami - słowem starają się obrzydzić
to co odkrywam na bazie wszystkiego
innego poza faktycznym meritem sprawy.
Oczywiście, zwolennicy moich teorii
nie chcą już więcej czytać takich
bzdur. Stąd wiedząc, że ich negatywnych
wypocin nikt już nie chce ani czytać
ani poznawać, najczęściej wrogowie ci
podszywają się teraz właśnie pod
zwolenników moich teorii. Po przykuciu
zaś tym uwagi czytelników, zręcznie
choć w sposób zakamuflowany teorie
te potem krytykują i opluwają, oraz
podstępnie podrywają mój autorytet.
W rezultacie wielu naiwnych niezorientowanych
daje sobie obrzydzić w ten przewrotny sposób
prawdy jakich popularyzowaniem ja się zajmuję.
Jednak obecnie tych podmieńców daje się natychmiast
rozpoznać i odróżnić od faktycznych
zwolenników totalizmu i moich teorii.
Wszakże zwolennicy totalizmu i moich
teorii pedantycznie i zawsze tytułują
mnie "Profesor". Natomiast wrogowie
nie są w stanie do tego tytułowania się
zmusić. Dlatego nawet i teraz w najlepszym
przypadku wrogowie ci referują do mnie
jako do "doktora", najczęściej zaś
zupełnie ignorują wszystkie moje tytuły.
Z kolei po ignorowaniu moich tytułów
natychmiast teraz daje się rozpoznać
kto należy do wrogów idei jakie upowszechniam.
Nawet więc kiedy mój obecny pełny
tytuł profesorski jest uparcie ignorowany
przez owych wrogów, ciągle przynosi
to wymierne korzyści moralnemu ruchowi
który zapoczątkowały badania jakie prowadzę.
Pozwala bowiem temu ruchowi natychmiast
rozpoznawać kto jest kim i "po której
stronie barykady on faktycznie walczy".
Bóg czasami działa w tajemniczy sposób!
Część C:
Moja tułaczka po świecie:
#C1.
Wykładanie w wielu zakątkach świata:
W Polsce lat 1970-tych używane było
powiedzenie "życzę ci abyś żył w interesujących czasach". (Miało ono jakoby
pochodzić z Chin, jednak ja spędziłem wiele czasu wśród Chińczykow
i żaden z nich nigdy o nim nie słyszał.) Było ono grzeczną formą
naubliżania komuś. Zamiast bowiem kogoś przeklinać, czy wysyłać
go do piekła, Polacy w owych czasach zwykli grzecznie mu życzyć
aby "żył w interesujących czasach". Otóż moje życie okazuje się być
właśnie takim. Ja "żyję w interesujących czasach", a także mam
"interesujące życie". Chociaż nigdy o nie się nie prosiłem, los
dał mi okazję życia, zarabiania na siebie, oraz dokonywania badań
naukowych pośród wielu interesujących ludzi i w wielu interesujących
krajach świata, jakie są zlokalizowane w odległych obszarach naszej
planety. Także moje życie okazało się pełne przygód, ciągłych zmian,
wydarzeń, itp. I tak, przez okres nie krótszy od jednego roku żyłem,
prowadziłem badania, oraz wykładałem w Polsce, Nowej Zelandii,
Północnym Cyprze, lądowej Malezji, na malezyjskim Borneo, oraz
ponownie w Nowej Zelandii (po powrocie do Nowej Zelandii w 1999 roku,
filozoficznie i ekonomicznie okazała się ona być już zupełnie innym krajem,
niż ten jaki opuściłem w 1992 roku w poszukiwaniu chleba). Ponadto
wizytowałem naukowo Niemcy Wschodnie
(przez 2 miesiące), Bułgarię (przez 1 miesiąc), oraz Czechosłowację
(przez 2 tygodnie). Oczywiście, musimy tutaj pamiętać, że zarabianie
na życie w jakimkolwiek kraju dostarcza całkowicie odmiennych
doświadczeń niż zwykłe odwiedzenie tego kraju jako turysta.
* * *
Powyższe interesujące życie wędrownego
wykładowcy jest uzupełniane równie interesującą pracą w przemyśle. Przez wiele
lat byłem doradcą naukowym w największym polskim zakładzie produkującym
komputery, mianowicie w MERA-ELWRO (to właśnie stamtąd wywodzi się moja
ekspertyza komputerowa). Faktycznie, kiedy zaczynałem tam pracować,
MERA-ELWRO była też największą fabryką komputerów we Wschodniej Europie.
Niestety, potem zakład ten został zlikwidowany - nie mogę więc obecnie
podać tutaj linku do jego strony internetowej. Jedyne co po nim przetrwało
to miniaturowy zakład usługowy który nosi nieco podobną nazwę
Elwro-System,
jednak który wcale nie reprezentuje tradycji oryginalnego Mera-Elwro.
Potem byłem konsultantem naukowym w ogromnej fabryce produkującej
autobusy i ciężarówki, również zlokalizowanej w Polsce a nazywającej
się wówczas
POLMO-JELCZ.
Zatrudniała ona wtedy około 12 000 pracowników. Faktycznie też, kiedy
oglądam się teraz do tyłu, wówczas widzę że większość mojego życia
spędziłem na przenoszeniu się z miejsca na miejsce i na zmienianiu
pracy (ale nie z własnej woli). Istnieje powiedzenie "zmiana jest
przyprawą życia" (po angielsku: "variety is a spice of life").
Jednak jak wiele przypraw człowiek jest w stanie przełknąć.
#C2.
Album zdjęć:
Zauważ że można zobaczyć powiększenie
każdej fotografii z niniejszej strony internetowej, poprzez zwykłe kliknięcie
na tą fotografię. Ponadto większość browserów jakie obecnie są w użyciu, włączając
w to także popularny "Internet Explorer", pozwala także na
załadowanie każdej ilustracji do swojego
własnego komputera, gdzie można jej się do woli przyglądać, gdzie daje się ją
redukować lub powiększać, a także drukować, za pomocą posiadanego przez siebie
software graficznego.
Fot. #1: Oto moje najnowsze zdjęcie. Wykonałem je w dniu 19 lipca 2004 roku dla
dowodu osobistego. Odzwierciedla ono dosyć dobrze jak obecnie wyglądam.
Fot. #2: Oto ja (Dr Jan Pająk) w tzw.
"moście po niebie" (tj. "sky bridge")
z 42 piętra KLCC.
Sfotografowany 30 grudnia 2002 roku. Nazwa KLCC używana jest dla dwóch
drapaczy chmur skonstruowanych jako "bliźniaki" (tj. "twin towers") w centrum
Kuala Lumpur, Malaysia. Są one jedynymi "bliźniakami" na świecie które
ciągle stoją, a które należą do ekskluzywnego klubu najwyższych budynków
świata. Ów "most po niebie" łączy ze sobą te dwa drapacze chmur na nieco mniej
niż połowa ich wysokości. Pozycja owego "mostu po niebie" jaki łączy obie
wieże jest lepiej widoczna na następującym zdjęciu pokazującym całe KLCC.
Fot. #3: Tak wyglądają owe bliźniacze
wieże KLCC z Kuala Lumpur w Malezji.
Obecnie są to jedyne w świecie
bliźniacze wieże drapaczy chmur
które nadal stają.
Słynny "most po niebie" widoczny
jest na tym zdjęciu jak spina obie
wieże w mniej niż połowie ich
wysokości.
* * *
Tak na marginesie, to KLCC jest jednym
z cudów technicznych dzisiejszego świata.
(Inne cuda techniczne tego świata omawiam
na stronie o
Nowej Zelandii.)
Dlatego jeśli ktoś jest już w tropikalnym
Kuala Lumpur, lub gdzieś blisko tej
metroplii, wówczas gorąco bym zachęcał
aby odwiedzić te drapacze chmur i
zobaczyć je na własne oczy.
Część D:
Karuzela zwana życiem:
#D1.
Powtarzalne wzloty i upadki:
Jeśli ktoś mógłby kiedykolwiek
zostać rozgrzeszony za posiadanie fatalistycznego spojrzenia na życie,
prawdopodobnie byłbym to ja. Wszakże całe moje życie składa się z niekończących
się cykli wzlotów i upadków. Jakikolwiek obszar mojego życia nie byłby
rozpatrywany, zawsze toczy się on zgodnie z tym samym wzorcem.
Mianowicie, najpierw wolno i pracowicie buduję jakieś osiągnięcia
w owym obszarze. Potem zaś przychodzi jakaś dziwna katastrofa
która rujnuje mi wszystko, tak że zmuszony jestem zaczynać ponownie
od samego początka, itd., itp. Faktycznie też wszystkio to wygląda tak
jakby niewidzialne "szatańskie istoty" zawsze podążały moimi śladami
przez całe moje życie i upewniały się że wszystko co mozolnie buduję
szybko ponownie się zawala. Rezultat jest taki, że jak dotychczas nigdy
nie posiadałem własnego domu, że większość czasu cały mój dorobek
życiowy musiał dawać się załadować do jednej walizki, że po
wyemigrowaniu z Polski średni okres mojego zatrudnienia w tej
samej instytucji nie przekracza 3 lat, a także że nigdy nie
wiedziałem, ani nie wiem, co przytrafi mi się już jutro.
Aby dostarczyć tutaj
przykład mechanizmu owych nieustannych wzlotów i upadków, przeglądnijmy
wspólnie historię moich zatrudnień, które (jak wszystko inne w
moim życiu) także im podlega. Najpierw miałem dającą dużo osobistej
satysfakcji pracę naukowca przecierającego nowe szlaki na Politechnice
Wrocławskiej (Polska). Szybko awansowałem po akademickiej drabinie,
zaczynając pracę jako młodszy asystent, zaś w przeciągu 4 lat osiągając
poziom adiunkta (tj. najwyższą pozycję którą bezpartyjni naukowcy
mogli zajmować w komunistycznej Polsce). Potem, kiedy czasy zaczęły
się stopniowo zmieniać, zaś możliwości dalszych promocji zwolna były
wypracowywane, zmuszony zostałem do uciekania z Polski, jako że mojemu
życiu zagroziło niebezpieczeństwo. W Nowej Zelandii ponownie więc
zacząłem od samego początka. Początkowo byłem tzw. "Post-Doctoral Fellow"
na University of Canterbury, potem zostałem starszym wychowawcą (po angielsku
Senior Tutor) na politechnice w Southland, potem zostałem "Senior Lecturer"
na University of Otago. Kiedy jednak zaczęły się dla mnie otwierać szanse
na osiągnięcie nawet wyższej pozycji w Nowej Zelandii, nagle zostałem
wyrzucony z pracy (za badania eksplozji Tapanui) i zostałem
bezrobotnym. Z czasem zmuszony też byłem uciekać z Nowej Zelandii dla
znalezienia chleba. Podpisałem trzy kolejne kontrakty na pozycje
profesora nadzwyczajnego (po angielsku: Associate Professor). Kiedy
jednak w 1998 roku złożyłem podanie na pozycję profesora zwyczajnego,
oraz właśnie miałem pozycję tą otrzymać, nagle tzw. "kryzys azjatycki"
(po angielsku "Asian Crisis") uderzył, zaś możliwości dalszego zatrudnienia
w kraju jaki faktycznie potrzebował kogoś z moim rodzajem ekspertyzy
akademickiej natychmiast zniknęły. Wróciłem więc do Nowej Zelandii
i zacząłem wszystko od początku od najniższej pozycji akademickiej
jaka w owym czasie istniała w Nowej Zelandii.
W ten sposób, w obszarze
zawodowym do dzisiaj już trzykrotnie wpinałem się do góry po drabinie
akademickiej i trzykrotnie spadałem na samo dno. Oczywiście, nie jestem
wykonany ze stali, dlatego każdy upadek odczuwam dosyć boleśnie.
W moim pierwszym wspinaniu się po tej drabinie zdołałem dotrzeć do
około jej połowy, zanim zniszczenie oryginalnej wersji "Solidarnosci" w Polsce
zrzuciło mnie ponownie do początkowego poziomu. W drugim wspinaniu
się osiągnąłem około ćwierć wysokości tej drabiny, zanim zostałem
bezrobotnym w Nowej Zelandii. Trzecie wspinanie się po tej drabinie
akademickiej wyniosło mnie niemal do jej szczytu, jednak trzeci
upadek jaki po nim następował zepchnął mnie do obecnej najniższej
pozycji całego mojego życia. Stoję więc obecnie na poziomie zerowym
owej drabiny akademickiej, patrzę w górę ze zgrozą, oraz filozoficznie
deliberuję co powinienem uczynić dalej. Czy powinienem przewartościować
swoje cele życiowe i filozofię, zapomnieć o zmaganiu, oraz w pokoju
odczekiwać na emeryturę na obecnej najniższej pozycji akademickiej
mojego życia. Czy też powinienem podleczyć rany z poprzednich upadków,
odbudować swoją energię, zaś po rozpoczęciu ponownego wspinania się
zaryzykować czwarty upadek w moim życiu. Co ty czytelniku uczyniłbyś
na moim miejscu?
Na szczęście istnieje też
dobra strona w owych wszystkich moich nieustannych wzlotach i upadkach.
Jest nią moja ekspertyza, jaka nieustannie się powiększa. (Chociaż mój
ojciec zwykł powiadać, że "uczymy się całe życie, a i tak umieramy
głupcami".) Zaś owo podnoszenie się mojej ekspertyzy wcale nie
podlega okresowym upadkom, jak tamte materialne aspekty życia
to czynią. Stąd, jeśli kiedyś mam pozostawić na Ziemi jakiś ślad
po sobie, najprawdopodobniej śladem tym będzie coś, co wynika z
mojego niezwykłego przebiegu życia, jakiego bez przerwy doświadczam.
#D2.
Doświadczenie wielu odmiennych kultur:
Podczas mojej interesujacej
kariery zawodowej miałem okazję pracować w wielu odmiennych krajach,
jakie reprezentują cały szereg odmiennych kultur. To z kolei
pozwoliło mi zgromadzić prawdziwie wielokulturowe doświadczenia.
Znacząca proporcja tych doświadczeń została osiągnięta w krajach
Azjatyckich oraz w kulturach Orientu. Wszakże moje doświadczenie
zawodowe obejmuje zatrudnienie na uniwersytetach (lub na innych
uczelniach wyższych) Polski (przez 12 lat), Nowej Zelandii (przez
15 lat), Północnego Cypru - tj. Tureckiego (przez 1 rok), Malezji (przez 3 lata),
oraz Malezyjskiej części Wyspy Borneo (przez 2 lata). Podczas owego
zawodowego wędrowania po świecie zawsze starałem się brać udział
we wszelkich wielorasowych obchodach i obrządkach, szczególnie w
egzotycznej Malezji. W rezultacie, zdołałem zgromadzić ogromną
pulę obserwacji na temat zwyczajów i kultur odmiennych narodów,
ich postaw filozoficznych, zasad zachowania się, obszarów czułości,
postępowania, wierzeń, religii, przesądów, zwyczajów, itp.
Gromadziłem także przysłowia, mity, przesądy, oraz zwyczaje
ludowe najróżniejszych narodów. Faktycznie też druga książka
jaką w 2003 roku razem z moim bratem zdołaliśmy opublikować w Polsce
w dwóch językach pod tytułem "Przysłowia Wschodu oraz z innych
stron świata - Proverbs of the Orient and from other corners
of the world", Poznań (Adres wydawcy: "Wydawnictwo Poznańskie",
Ul. Fredry 8, 61-701 Poznań), 2003 rok, ISBN 83-7177-273-4,
551 stron; zawiera kolekcję około 2700 przysłów zaprezentowanych
w dwóch językach - mianowicie po angielsku i po polsku. Owe
przysłowia zdołałem zakumulować podczas ostatnich 12 lat moich
prac zawodowych w najróżniejszych krajach. Znacząca ich liczba
wywodzi się z kultur Orientu i Azji, włączając w to: Japonię,
Koreę, Chiny, Malezję, Dayaków z Borneo, oraz cały szereg innych.
Fot. #4: Oto jak wygląda okładka
naszej książki o przysłowiach.
Razem z moim bratem opublikowaliśmy
tą książkę w Polsce w 2003 roku.
Zawiera ona około 2700 przysłów.
Każde przysłowie jest zaprezentowane
w dwóch wersjach językowych,
mianowicie polskojęzycznej i
angielskojęzycznej.
Część E:
Moja kariera zawodowa:
#E1.
Profesury w dwóch odmiennych dyscyplinach:
Prawdopodobnie nie istnieje
wielu uczonych, którzy zdołali zgromadzić
aż tak ogromny zasób doświadczenia zawodowego jaki ja zakumulowałem.
Aby podać tutaj konkretny przykład, to zdołałem osiągnąć poziom
akademicki profesora nadzwyczajnego (po angielsku: Associate
Professor) w dwóch całkowicie odmiennych dyscyplinach zawodowych,
mianowicie w naukach komputerowych oraz w inżynierii mechanicznej.
Także mój doktorat (jestem przecież doktorem nauk technicznych)
został wypracowany w owych dwóch dyscyplinach jednocześnie. Gdybym
przygotował wykaz wszystkich przedmiotów jakie kiedykolwiek wykładałem
w swoim życiu, niemal z całą pewnością wystarczyłoby to na stworzenie
niewielkiej politechniki. Faktycznie też wierzę, że pracowałem na
jednej takiej maleńkiej politechnice (mianowicie w Timaru, Nowa
Zelandia) w jakiej całkowita ilość przedmiotów wykładanych była
mniejsza od liczby przedmiotów jakie ja wykładałem w całym swoim
życiu.
#E2.
Honory, stopnie, tytuły:
Typowy przebieg studiów na Politechnice Wrocławskiej
jakie ja ukończyłem zajmuje 6 lat dla mojej specjalizacji. Po tym jak
ukończyłem owe studia, otrzymałem dwa stopnie, mianowicie Magistra i
Inżyniera (Mgr, inż.).
* * *
Podczas ostatniego roku studiów
przyznano mi tzw. "Stypendium naukowe", jakie na Politechnice Wrocławskiej
było zarezerwowane dla najbardziej wyróżniających się studentów.
Owo stypendium posiadało wpisany w siebie warunek, że po zakończeniu
studiów Politechnika Wrocławska rezerwuje sobie prawo do zatrudnienia mnie
jako pracownika dydaktycznego. Stąd natychmiast po ukończeniu studiów
zacząłem badania nad swoją pracą doktorską. Pracę tą ukończyłem już
po 4 latach, broniąc swego doktoratu w dniu 6 czerwca 1974 roku.
Doktorat dał mi tytuł naukowy "Doktora Nauk Technicznych". Przez następne
4 miesiące po obronie swego doktoratu byłem najmłodszym doktorem na
Politechnice Wrocławskiej. Oczywiście, po obronie pracy doktorskiej
ciągle kontynuowałem swoje badania i wykłady. W owym czasie moi
studenci przyznali mi tytul "wykładowcy roku". Tytuł ten otrzymałem
od nich w dwóch kolejnych latach tuż przed wyemigrowaniem z Polski.
* * *
Niezależnie od doktoratu, posiadam także
cały szereg innych tytułów i stopni, jakie wyglądają dosyć ładnie opisane w życiorysie.
Jeden z nich jest wynikiem obowiązkowej w ówczesnej Polsce służby wojskowej.
Początkowo zacząłem ową służbę jako saper. Z kolei głównym zajęciem saperów
jest budowanie mostów, dróg, lotnisk, układanie pól minowych oraz późniejsze
rozbrajanie ich, wysadzanie w powietrze wszelkich przeszkód na drodze,
niszczenie starych bomb i pocisków, oraz wiele więcej. Kiedy dana armia
atakuje, saperzy idą przed jej czołem, aby przygotować drogę dla ciężkiego
sprzętu wojennego. (Stąd saperom zwykle się obrywa z obu walczących stron -
są bici ogniem wroga jak i zasypywani "przyjacielskimi kulami" od swoich.)
Saperzy są właśnie tymi wojskowymi o których popularne powiedzenie stwierdza,
że jakoby "popełniają oni tylko jeden błąd w całym życiu". (Dzieje się tak
ponieważ duża część ich obowiązków obejmuje rozbrajanie bomb, zaś niemal
nikt nie przeżywa popełnienia błędu z bombą.) Stąd różni sarkastyczni saperzy
dodawali do owego powiedzenia, że owym jedynym błędem jaki popełnili w
życiu było zostanie saperami. To właśnie podczas służby w saperach poznałem
prawdziwe znaczenie angielskiego przysłowia "kiedy praca jest warta wykonania,
wówczas jest też warta aby wykonać ją dobrze" (po angielsku: "when a work is
worth being done, it is worth being done well"). Było tak ponieważ w owym
czasie wśród polskich saperów panowała długa tradycja, że jeśli dana jednostka
żołnierzy zbudowała most, wówczas wszyscy żołnierze szli pod ów most
kiedy pierwszy czołg po nim się przetaczał. (Ciekawe czy owa tradycja
przetrwała aż do dzisiejszych czasów demokracji i wolności wypowiadania
się.) Osobiście wierzę, że niezapomniane uczucia jakich się doświadcza
kiedy czołg przetacza się po moście jaki właśnie się zbudowało, jaki
nie był jeszcze testowany, a pod jakim właśnie się stoi razem w innymi
żolnierzami, okazałyby się bezcenne dla tych wszystkich młodych ludzi
którzy nie są w stanie wykrzesać z siebie żadnych motywacji do działania.
W późniejszym stadium mojej służby wojskowej
w Polskiej armii, moje wysokie zdolności techniczne zostały docenione
i zostałem przeniesiony do "inżynierii uzbrojenia", znaczy do służby
która działa jako wielko-skalowi zbrojmistrze, zajmując się naprawą
i utrzymywaniem w ruchu wszelkiego sprzętu używanego przez innych
żołnierzy (jak czołgi, działa, broń, środki transportowe, itp.).
Podczas owej obowiązkowej służby wojskowej w Polskiej armii zostałem
promowany do stopnia oficerskiego, tak że w czasie opuszczania Polski
byłem już podporucznikiem.
* * *
Poza Polską także dorobiłem się
najróżniejszych zaszczytów poprzez studiowanie, badania, oraz promocje
zawodowe. Dwa najbardziej istotne z nich były kiedy podczas swojej kariery
zawodowej osiągnąłem poziom Profesora Nadzwyczajnego (po angielsku:
Associate Professor) w dwóch odmiennych dyscyplinach. Stąd moje
honory obejmują także między innymi tytuły byłego profesora
nadzwyczajnego w inżynierii mechanicznej, oraz byłego profesora
nadzwyczajnego w naukach komputerowych.
* * *
Oczywiście szczytem mojej kariery
zawodowej jest pozycja pełnego
profesora na renomowanym uniwersytecie
na jaką zostałem zaproszony na okres
od 1 marca 2007 roku, do 31 grudnia
2007 roku.
Część F:
Moje badania:
#F1.
Jak to wszystko się zaczęło:
W czasie kiedy wszystko to się zaczynało
byłem starszym asystentem na Politechnice
Wrocławskiej. Zachorowałem wówczas na paskudną
grypę jednego z owych zaganianych tygodni
1972roku i przez kilka dni zostałem
unieruchomiony w łóżku. Tymczasem natychmiast
po powrocie ze zwolnienia lekarskiego
miałem wykład na temat "wybranych zagadnień
systemów napędowych", którego treść zamierzałem
dopiero przygotować. Z braku w domu
podręczników akademickich z których mógłbym
opracować treść tego wykładu, zastanawiałem
się leżąc w łóżku, co zaprezentować
studentom aby było to ciekawe, na temat,
oraz dało się opracować z pamięci,
w domu i to bez pomocy jakiegokolwiek
podręcznika. Postanowiłem więc, że
powinna to być klasyfikacja systemów
napędowych. Najlepiej zaś abym spróbował
ją uszeregować na kształt Tablicy
Mendelejewa. W ten sposób omawiana
grypa spowodowała narodzenie się tzw.
"tablicy cykliczności" której przykłady
w monografii [1/4] pokazane zostały
jako tablice B1 i K1. Dowiodła ona
też po raz któryś tam z rzędu iż
"nie ma takiego złego co by na dobre
nie wyszło".
Tablica cykliczności przyjmuje formę
bardzo podobną do Tablicy Mendelejewa.
Tyle, że zamiast zestawiania w sobie
pierwiastków chemicznych, zawiera ona
zestawienie urządzeń napędowych.
Esencja ogromnego znaczenia owej
"tablicy cykliczności" polega na
ujawnieniu, że w ludzkiej wynalazczości
istnieje powtarzalny wzór, albo klucz,
jaki cyklicznie powtarza się we wszystkich
wynalazkach. Jeśli więc poznamy ów
cykliczny wzór, albo klucz, wówczas
na bazie tego co dotychczas zostało
już wynalezione, jesteśmy w stanie
dokładnie przewidzieć to co ciągle
jeszcze oczekuje wynalezienia.
W sposób bardzo podobny do tego
jak czyniła to Tablica Mendelejewa
z pierwiastkami chemicznymi, moja
pierwsza "tablica cykliczności"
zestawiała sobą wszystkie podstawowe
rodzaje urządzeń napędowych jakie
ludzkość zbudowała dotychczas.
Potem na bazie owych urządzeń już
wynalezionych, wskazywała ona
jakie będą następne urządzenia
napędowe ciągle czekające swego
wynalezienia.
Najbardziej obiecujący z tych nowych
urządzeń napędowych ciągle oczekujących
wynalezienia okazał sę "magnokraft".
Magnokraft jest to poruszający się
bezgłośnie statek kosmiczny napędzany
pulsującym polem magnetycznym. W świetle
"tablicy cykliczności" jest on "bratem"
albo lustrzanym odbiciem czy symetryczną
analogią dla silników elektrycznych.
Faktycznie to tablica cykliczności
nawet dokładnie nam wskazała jak
magnokraft będzie wyglądał i jaka
będzie jego zasada działania. Jak
bowiem z niej wynika, budowa i
zasada działania magnokraftu jest
symetryczną analogią budowy i
zasady działania asynchronicznych
silników elektrycznych. Tyle tylko,
że zamiast stojana używanego przez
asynchroniczne silniki elektryczne,
magnokraft wykorzystuje w tym samym
celu naturalne pole magnetyczne Ziemi,
Słońca, lub Galaktyki. Budowę i
zasadę działania magnokraftu w
skrócie omówiam już w podrozdziale
A2 monografii [1/4], zaś dokładnie
wyjaśniam tam w rozdziale F - całkowicie
poświęconym opisowi tego statku
kosmicznego. Zgodnie z "tablicą
cykliczności" magnokraft powinien
zostać zbudowany na Ziemi nie później
niż do 2036 roku - patrz tablica B1
i rysunek A1 w monografii
[1/4].
Kiedy tamten mój wykład wyjaśniający
tablicę cykliczności i ideę magnokraftu
został zaprezentowany studentom,
wzbudził on ich entuzjazm i głośne
owacje. (Jego treść odpowiadała mniej
więcej treści początkowej części
rozdziału B i podrozdziału A2 monografii
[1/4].) Po jego zakończeniu, ktoś na
sali wyraził głośno następującą opinię,
ku niewypowiedzianemu ubawieniu pozostałych
studentów i mnie: "gdyby każda Pańska
grypa wynikła w opracowaniu teorii
naukowych podobnych do tej którą nam
Pan właśnie zaprezentował, wtedy powinniśmy
serdecznie życzyć Panu aby bez przerwy
miał Pan grypę". Jak okazało się potem,
w metaforycznym sensie to jego życzenie
zostało wypełnione z niewielką zamianą
przyczyn i skutków: to moje liczne
rewolucyjne teorie i ich następstwa
okazały się bowiem tymi co przynosiły
mi niezliczone bóle głowy i kłopoty
przez cały czas. W taki oto sposób,
wszystko co opisane na tej stronie
i w monografii [1/4], od samego
początku wymagało wkładania w siebie
ogromnego bólu, trudu, wysiłku,
wyrzeczeń, itp.
#F2.
Ktoś zawsze czuwał nad moim losem:
Wiem, że może to zabrzmieć nieco
niezwykle, jednakjestem całkowicie
świadomy, że moje życie jest
nieustannie osłaniane i kierowane
przez jakaś "niewidzialną rękę".
Kiedykolwiek usiłowałem uczynić
coś, co mogłoby zmienić kierunek,
w jakim podążam, ręka ta delikatnie,
aczkolwiek zdecydowanie, przywracała
mnie na właściwą drogę. Jednocześnie,
kiedykolwiek ktoś chciał mi uczynić
trwałą krzywdę, ręka ta osłaniała
mnie przed nieszczęściem. Przykładowo,
pierwszym wspomnieniem z dzieciństwa
jakie zapamiętałem, to kiedy jako
maleńki chłopiec podjechałem
trzykołowym rowerkiem do skraju
dołu po byłej żwirowni w pobliżu
domu rodziców. Dno tego dołu
ogrodzone było gęstym płotem
kolczastym. Jakiś nieznany mi
mężczyzna ubrany na czarno
pojawił się jakby znikąd i
zepchnął mnie wraz z rowerkiem
w dół wprost na ów płot. Ostre
szpikulce drutu kolczastego wbiły
się w moje czoło na wysokości
brwi. Za sprawą jednak owej
niewidzialnej ręki, nie wbiły
się one w oczy, od których
dzieliło je jedynie kilka
milimetrów. Na płocie tym
wisiałem przez bardzo długi
czas, nie mogąc się samemu
zerwać z drutu powbijanego
w moje czoło. Potem w życiu
co jakiś czas miewałem
najróżniejsze wypadki. Chociaż
było ich nietypowo dużo,
zawsze jednak wychodziłem
jakoś z nich cały, chociaż
czasami wysoce poturbowany.
Jednym z dowodów owej niewidzialnej
osłony jest, że jak to odkryłem
dopiero relatywnie niedawno,
oraz dokładniej opisałem w
specjalnie zadedykowanemu
zamachom na życie kamieniu
milowym z podrozdziału A4
monografii [1/4], a także
w podrozdziale E10 monografii
[8], rozdziale V monografii
[1/3], oraz podrozdziale A4
traktatu [7/2], potrafię
przypomnieć sobie niemal 30
przypadków, kiedy dosłownie
ocierałem się o śmierć i,
kiedy wychodziłem z życiem
tylko dzięki jakiemuś cudownemu
"zbiegowi okoliczności".
Niezależnie od owego
podrozdziału A4 z [1/4],
scenariusze kilku z owych
30 zamachów prezentuję też
w podrozdziale VB4.5.1 monografii
[1/4].
Jednym z następstw nieustannej opieki
ze strony owej niewidzialnej ręki jest,
że kiedykolwiek w moim życiu zachodzi
coś, co zagraża zboczeniem z drogi,
jaką podążam, ręka ta niestrudzenie
przywraca mnie na właściwy kierunek.
Aby wyjaśnić, o jakie zbaczanie z
drogi tutaj chodzi, przytoczę dwa
reprezentacyjne przykłady z całej
listy wielu podobnych zdarzeń, jakie
miały miejsce w moim życiu. Jedno
z nich polegało na tym, że o mało
nie zostałem muzykiem, zamiast
zgłębiać nauki ścisłe. Gdybym zaś
faktycznie został wówczas muzykiem,
zamiast obecnie wykuwać lepszą
przyszłość dla ludzkości, zapewne
nosiłbym kilka kolczyków w nosie,
zaś dla zdobycia chleba nocami
zabawiałbym pijaną gawiedź w knajpach.
Od najmłodszych lat posiadałem
bowiem muzyczne uzdolnienia, których
jednak nigdy nie miałem możliwości
rozwijać. W szkole średniej zdołałem
jednak zorganizować własny zespół
muzyczny złożony z kilku ogromnie
uzdolnionych przyjaciół. Z miejscowego
domu kultury wypożyczyłem instrumenty,
na których trenowaliśmy zawzięcie.
Działacz z wojewódzkiego zarządu
Związku Młodzieży Wiejskiej (ZMW),
który raz przysłuchiwał się nam
podczas próby, stwierdził, że
jesteśmy już najlepszym zespołem
młodzieżowym w całym województwie.
Niestety, w jednej próbie nie
byłem w stanie osobiście wziąć
udziału, upoważniłem więc swego
zastępcę, aby poprowadził trening.
Z powodu jednak mojej nieobecności,
pozostali członkowie zespołu zamiast
trenować, zaczęli się wygłupiać.
Jeden z nich stanął na rękach na
krześle, zaś po utracie równowagi
upadł tak nieszczęśliwie, że
nogami wybił dziurę w największym
bębnie naszej perkusji (na której
notabene to ja zazwyczaj grałem).
Instrumenty były drogie i na dodatek
własnością domu kultury w Miliczu.
Po tak jawnym dowodzie naszego
braku odpowiedzialności, nie
pozwolono nam już więcej z nich
korzystać. W taki oto sposób
zamiast muzykiem, zostałem
mechanikiem. Gdyby wówczas owa
niewidzialna ręka nie przywróciła
mnie na obecną drogę ścisłości
i mozolnego wypracowywania, liczne
odkrycia i wynalazki składające
się na niniejszą stronę i monografię
[1/4] nigdy nie mógłyby zostać
sformułowane.
Jako młody człowiek lubiłem brać udział
we wszystkim, co tłumne, a więc w paradach,
pokazach, zgromadzeniach, odpustach, itp.
Często też maszerowałem w pochodach
pierwszomajowych, szczególnie w wieku
studenckim. Zawsze były one pokojowe
i zawsze miały na celu zwykłe
celebrowanie święta. Podczas jednego
takiego marszu we Wrocławiu, jaki
zaczynał się jak każdy typowy pochód -
niewinnie i na wesoło, jakieś sto
metrów przed dojściem do trybuny
dostrzegłem moją ówczesną dziewczynę
wśród widzów stojących na chodniku.
Odwołała mnie z pochodu, ponieważ
miała coś w planie, na co potrzebna
była moja obecność. Poszedłem chętnie,
bowiem był to tylko kolejny z licznych
marszów, w jakich brałem udział, zaś
nic nie zapowiadało, że okaże się on
odmienny od poprzednich. Jak jednak
potem się dowiedziałem, przed trybuną
moich współtowarzyszy jakby prowokatorzy
"podmieńcy" ich opętali czy zahipnotyzowali.
Bez wcześniejszego zaplanowania,
nagle zaczęli wykrzykiwać antyrządowe
hasła i "spontanicznie" przekształcili
ów marsz w demonstrację polityczną,
a potem w rozruchy uliczne. W rezultacie
wszyscy ci moi współtowarzysze, którzy
wzięli wówczas udział w tej "spontanicznej"
(czy raczej niedostrzegalnie wmanipulowanej
im przez niewidzialnych "podmieńców")
demonstracji i rozruchach ulicznych,
zostali sfotografowani przez tajną
policję i w ciągu następnych dni
wcieleni do wojska. Nikt z nich nie
zdołał ukończyć studiów. Gdybym wówczas
znalazł się wśród nich, moje odkrycia
i wynalazki nigdy nie mógłyby zostać
sformułowane. Ponownie więc owa niewidzialna
ręka zadbała, abym nie zboczył z drogi
ku swojemu przeznaczeniu, chociaż szatańscy
pasożyci zboczenie takie wówczas zamanipulowali.
Część G:
Przegląd najważniejszych osiągnięć naukowych mojego życia:
Motto:
"W odniesieniu do siebie samego nie daje się być równocześnie skromnym oraz obiektywnym."
W Malezji mają przysłowie, kura
znosi jedno jajko i cała wieś musi
zaraz o tym wiedzieć, żółw zaś znosi
tysiąc jaj i czyni to skromnie nocą
oraz zupełnie bez rozgłosu. W
oryginalnym języku "Bahasa Malaysia"
przysłowie to brzmi: "Penyu bertelur
seribu senyap, ayam sebiji riuh sekampung".
(Na użytek tych czytelników którzy
urodzili się w dużym mieście oraz
wierzą, że jajka które kupują w
sklepie produkowane są przez
zmyślny automat w nowoczesnej
fabryce chemicznej, powinienem
tu wyjaśnić owo przysłowie. Manowicie
jajka w 21 wieku ciągle znoszone
są przez krzykliwe kury. Kury te
znoszą nie więcej niż jedno jajko
na dobę. Po zniesieniu zaś jajka
gdakają one aż tak przeraźliwie,
że ich gdakanie typowo słychać w
promieniu około kilometra od ich
gniazda. Z kolei samica zółwia
za jednym razem znosi wszystkie
jajka danego sezonu do głębokiego
dołu który wykopuje na plaży.
Żyje też bardzo długo, ma więc
wiele takich sezonów. Znoszenia
dokonuje ona też w absolutnej
ciszy. Wszakże dookoła na plaży
czyhają najróżniejsi drapieżcy
którzy odkopują te jajka i je
niszczą. Dlatego z licznych jajek
które znosi żółw, tylko bardzo
nielicznym udaje się dać początek
nowemu życiu.) Muszę się przyznać,
że powyższe przysłowie z Malezji
dosyć dobrze opisuje sprawę mojego
dorobku naukowego. Analogia tego
dorobku do jaj znoszonych przez
żółwia idzie nawet dalej. Wszakże
podobnie jak jest z jajkami żółwia,
również i do mojego dorobku
nocami sekretnie podkradają
się anonimowi drapieżcy, którzy
starają się go dokumentnie zniszczyć
(patrz "serpent Pająka" z punktu #G12
poniżej). W rezultacie bardzo rzadko z tego
co wytworzę zdoła powstać jakiekolwiek
nowe życie. Osobiście wierzę, że
do mojego dorobku odnosi się wyjaśniony
w punkcie #E2 strony internetowej o
pochodzeniu zła na Ziemi
werset bibilijny z Księgi Rodzaju, 3:14-15: "Wtedy Pan Bóg rzekł do serpenta:
«Ponieważ to uczyniłeś, bądź przeklęty wśród wszystkich bestii domowych i polnych;
na brzuchu będziesz się czołgał i proch będziesz jadł po wszystkie dni twego istnienia.
Wprowadzam nieprzyjaźń między ciebie i niewiastę, pomiędzy potomstwo twoje a potomstwo jej:
ono zmiażdży ci głowę, a ty zmiażdżysz mu piętę.»"
Moje zanurzenie się w obecną problematykę,
jakie w konsekwencji wiodło do rozpracowania
wszystkich tematów opisywanych na moich
stronach internetowych i monografiach,
zainicjowane zostało odkryciem naukowym
z początka 1972 roku, czyli sprzed
ponad 30 lat temu. Jak to już opisałem
w podrozdziale A1 monografii [1/4] i w
punkcie #F1 powyżej, odkryłem wówczas
"tablicę cykliczności". Opublikowałem
ją potem w swoim artykule [1A4]:
"Teoria rozwoju napędów", z czasopisma
Astronautyka, numer 5/1976, strony 16-21.
Tablica ta wyznaczyła punkt startowy
dla całej mojej dzisiejszej wiedzy i
działalności. Była ona bowiem rodzajem
"Tablicy Mendelejewa", tyle że opracowanej
dla urządzeń napędowych zamiast dla
pierwiastków chemicznych. Podążanie
za jej wskazaniami kulminowało w 1980
roku opublikowaniem budowy i działania
statku kosmicznego z napędem magnetycznym,
nazywanego "magnokraftem", oraz 3 stycznia
1984 roku wynalezieniem "komory oscylacyjnej" -
która to komora stanowi urządzenie
napędowe dla owego magnokraftu. Faktycznie
też odkrycia te i wynalazki zainicjowały
naukowe zgłębianie tematyki, jaka w końcowym
efekcie doprowadziła nie tylko do odkrycia
pasożytniczej działalności niewidzialnych
UFOnautow na Ziemi, ale także do
sformułowania Konceptu Dipolarnej Grawitacji
i totalizmu, do odkrycia pasożytnictwa, do
zrozumienia motywacji za działaniami
"szatańskich pasożytów" z UFO, itp., itd.
Ponieważ tablica cykliczności, magnokraft
i komora oscylacyjna opisywane są dosyć
szczegółowo w rozdziałach B, C i F monografii
[1/4], ich omawianie nie będzie tutaj już
powtarzane.
Tablica Cykliczności została zilustrowana,
zaprezentowana i wyczerpująco opisana
na kilku odrębnych stronach internetowych,
włączając w to strony o
Magnokrafcie i o
Komorze Oscylacyjnej,
a także częściowo strony o
napędach,
Koncepcie Dipolarnej Grawitacji,
ludzkości, oraz o
monografii [1/4]
(w monografii [1/4] jest ona dokładnie
opisana w rozdziale B z tomu 2).
Jednym z następstw opracowania mojej
pierwszej "tablicy cykliczności" było,
iż postulowała ona niedalekie już
zbudowanie na Ziemi całej nowej rodziny
statków latających o napędzie magnetycznym.
Począwszy od 1972 roku zacząłem więc
rozpracowywać te statki. Budowa i
działanie pierwszego z nich opublikowanie
zostały już w 1980 roku - patrz mój
artykuł [2C2]. Wkrótce potem nazwałem
go "magnokraftem". Historia monografii
[1/4] w dużej części jest właśnie
historią magnokraftu (ta zaś w większej
liczbie szczegółów opisana zostanie w
podrozdziale C2 monograii [1/4]).
Tablica cykliczności sugerowała jednak,
że zbudowane zostaną aż trzy nowe statki
magnetyczne. Wszystkie trzy nazwałem
"magnokraftami". Pod względem wyglądu
zewnętrznego są one niemal identyczne,
jednak wykorzystują one trzy zupełnie
odmienne zasady działania. (Z kolei owe
trzy odmienne zasady działania powodują
trzy różne kształty ich komór oscylacyjnych -
patrz rysunki A1c i F3 w monografii [1/4].)
Aby więc rozróżnić pomiędzy nimi, nazwam
je: (1) magnokraftem pierwszej generacji,
albo po prostu magnokraftem (ten najprostrzy
z trzech magnokraftów, skrótowo opisany
w podrozdziale A2 zaś dokładnie w całym
rozdziale F monografii [1/4], używa
napędu czysto magnetycznego, poruszając
się na zasadzie magnetycznego przyciągania
i dopychania; jego komory oscylacyjne
są sześcienne, z kwadratowymi ściankami
wlotowymi, jak te pokazane na rysunkach
A1c i F3a z monografii [1/4]),
(2) magnokraftem drugiej generacji,
albo wehikułem telekinetycznym (ten
bardziej zaawansowany wehikuł używa
natychmiastowego napędu telekinetycznego
opisywanego w podrozdziale L1 monografii
[1/4]; jego komory oscylacyjne posiadają
ośmioboczne ścianki czołowe), oraz (3)
magnokraftem trzeciej generacji, nazywanym
także wehikułem czasu (ten najbardziej
zaawansowany magnokraft używa zasady
podróży w czasie opisywanej w podrozdziale
M1 monografii [1/4]; jego komory oscylacyjne
posiadają szesnastoboczne ścianki czołowe).
Magnokraft pierwszej generacji jest tym
jaki zgodnie z tablicą cykliczności
powinien być skompletowany na Ziemi
do roku 2036. Opisany on został w
podrozdziale A2 i w rozdziale F monografii
[1/4]. Przyjmuje on kształt dysku,
jaki w swoim centrum zawiera bardzo
silne źródło odpychającego pola
magnetycznego, nazywane "pędnikiem głównym",
podczas gdy na obrzeżu zawiera pierścień
"pędników bocznych" - patrz rysunek A1 (b)
w [1/4]. Kiedy dokonuje on lotu, jego
pędnik główny odpycha się od pola
magnetycznego Ziemi, Słońca, lub
galaktyki, wytwarzając w ten sposób
siłę nośną. Jednocześnie pędniki boczne
przyciągają się do pola ziemskiego,
słonecznego lub galaktycznego, w ten
sposób wytwarzając siły stabilizujące.
Pędniki boczne są też w stanie wytwarzać
wirujące pole magnetyczne, podobnie
jak to ma miejsce w silnikach elektrycznych
podczas formowania wiru magnetycznego.
Owo wirujące pole magnetyczne wytwarza
magnetyczny odpowiednik dla Efektu
Magnusa, napędzając w ten sposób magnokraft
poziomą siłą napędową. Ponadto wir
ten jonizuje powietrze, wywołując
jego jarzenie się. Wir magnetyczny
formuje też rodzaj wiru plazmowego
jaki jest zdolny do odparowania
skał i gleby. W ten sposób, kiedy
magnokraft leci pod ziemią, odparowywuje
on łatwo identyfikowalne szkliste
tunele opisywane w podrozdziale
F10.1.1 monografii [1/4] - patrz
tam rysunki F31 i P6. (Właśnie
taki wir plazmowy UFO spowodował
też odparowanie WTC - jak to opisane
w podrozdziale O8.1 monografii
[1/4] oraz na odrębnej stronie o
WTC.)
Magnokraft może latać pojedynczo,
lub też magnetycznie sprzęgać
się z innymi wehikułami fomując
w ten sposób najróżniejsze konfiguracje
latające - patrz rysunek C6 w
[1/4]. Pierwsze opisy magnokraftu
zostały opublikowane w artykule
[2A4] "Budowa i działanie statków
kosmicznych z napędem magnetycznym"
jaki ukazał się w czasopiśmie
"Przegląd Techniczny Innowacje",
nr 16/1980, strony 21-23. Bardziej
wyczerpujące opisy tego statku
zawarte są praktycznie w niemal
wszystkich monografiach i traktatach
wylistowanych w rozdziale Y monografii
[1/4], ze szczególnie wyczerpującym
opisem w rozdziale F monografii [1/4].
Należy tutaj podkreślić, że ja stałem
się pierwszym naukowcem na Ziemi,
który wynalazł statek o zasadzie
działania magnokraftu. Przed
opublikowaniem mojego wynalazku,
idea użycia napędu czysto magnetycznego
była całkowicie odrzucana z powodu
popularnego (aczkolwiek błędnego)
poglądu, że napęd taki nie będzie
w stanie zadziałać. Przykładowo,
kiedyś wierzono (a niektóre
osoby wierzą nawet i do dzisiaj),
że napęd czysto magnetyczny
powodował będzie tzw. efekt dźwigu
magnetycznego (tj. że przelatujący
statek z takim napędem jakoby
ma unosić w powietrze wszelkie
przedmioty ferromagnetyczne),
a także że ludzie nie potrafią
zbudować urządzenia zdolnego
pokonać tzw. "jednorodności"
ziemskiego pola magnetycznego.
Dopiero ja wykazałem teoretycznie,
że efekt dźwigu magnetycznego
niwelowany będzie składową
pulsującą pola statku (po
szczegóły patrz podrozdział
C7.3 i rysunek C12 w [1/4]).
Natomiast bariera "jednorodności"
pola ziemskiego pokonana będzie w
rezultacie ogromnej tzw. "długości
efektywnej" pola magnetycznego
wytwarzanego przez komory oscylacyjne
(po wyjaśnienia patrz podrozdział
F5.3 monografii [1/4]). W następstwie
owych panujących uprzednio błędnych
poglądów, przed opracowaniem magnokraftu,
z dwóch możliwych napędów polowych
postulowany był jedynie napęd
antygrawitacyjny (patrz jego
opisy w rozdziale G monografii [1/4]).
Jeśli zaś ktoś już postulował
jakieś użycie pola magnetycznego
do napędzania statków, zakładał
on tylko jego pośrednie wykorzystywanie
dla formowania jakiegoś drugorzędnego
efektu napędowego lub dla generowania
pola antygrawitacyjnego. W ten
sposób przykładowo w latach 1970-tych
niejaki J. Pierre Petit z Francji
wyjaśniał napęd UFO zjawiskiem
magneto-hydro-dynamicznym wzbudzanym
przez pole magnetyczne tych wehikułów.
Natomiast kilka dalszych osób (m.in.
słynny George Adamski), postulowało
poprzednio, że napęd UFO zawiera
jakieś urządzenia, które zamieniają
pole magnetyczne na zjawisko
antygrawitacji. Stąd, zgodnie
z tymi osobami, napęd UFO faktycznie
był napędem antygrawitacyjnym,
zaś użycie pola magnetycznego
sprowadzało się w nim tylko do
roli pośredniego dostawcy energii.
Dopiero moje teorie i badania
ujawniły niezbicie, że napęd
czysto magnetyczny będzie działał,
zaś jego zbudowanie na Ziemi
jest realne i już obecnie
technicznie możliwe.
Magnokraft opisany został wyczerpująco
na kilku odrębnych stronach internetowych.
Mianowicie jego opisy zawarte są na stronach o
Magnokrafcie i o
Komorze Oscylacyjnej,
a także częściowo na stronach o
napędach,
Koncepcie Dipolarnej Grawitacji,
ludzkości, oraz o
wehikułach czasu.
Aby magnokraft mógł się wznieść w
przestrzeń kosmiczną i ulecieć do
gwiazd, wydatek z jego pędników
magnetycznych musiał przekraczać
szczególną wartość progową, jaką
ja nazwałem "strumieniem startu".
Strumień ten stanowi magnetyczny
odpowiednik dla tzw. "pierwszej
prędkości kosmicznej". Wartość tego
magnetycznego "strumienia startu"
wyliczyłem i opublikowałem już
w artykule [1A4]. Niestety, w
chwili obecnej nie istnieje na
Ziemi urządzenie do wytwarzania
pól magnetycznych, jakiego wydatek
byłby w stanie przekroczyć ów
strumień startu. Stąd jednym
z zarzutów, jaki "przeciwnicy"
magnokraftu zaczęli wysuwać
przeciwko temu statkowi, było
twierdzenie, że nie jest mo
żliwe opracowanie urządzenia
technicznego, jakiego zasada
działania pozwalałaby wytworzyć
pole magnetyczne o wartości
przekraczającej ów strumień
startu. Aby więc udowodnić,
że osoby te się mylą, postanowiłem
osobiście wynaleźć takie urządzenie.
Po wielu latach przemyśliwań
i poszkiwań wymaganej zasady
jego działania, urządzenie to
skrystalizowało się w mojej
głowie nad rankiem 3 stycznia
1984 roku. Z uwagi na jego
kształt, konstrukcję i zasadę
działania nazwałem je "komorą
oscylacyjną". Okoliczności i
najważniejsze następstwa
wynalezienia tej komory opisane
są bardziej szczegółowo w
podrozdziale C2 monografii [1/4]
i w podrozdziale C2 monografii
[1/3]. Pierwsze opublikowanie
pełnej budowy i działania komory
oscylacyjnej miało miejsce w
monografii [8A4] o następującym
tytule i danych bibliograficznych:
Pająk Jan, "The Oscillatory Chamber - a
breakthrough in the principles
of magnetic field production",
pierwsze wydanie nowozelandzkie,
Invercargill, New Zealand, 31
stycznia 1985 roku, ISBN 0-9597698-2-X
(copyright receipt C 7433, date
31.1.85). Niemniej niewielka
wzmianka o tej komorze (jeden
krótki rozdział) publikowana
już była w monografii [4A4]
wspominanej poprzednio. Dla
moich badań wynalezienie
komory oscylacyjnej posiadało
przełomowe znaczenie, bowiem
udowadniało ono, że istnieje
zasada działania i realizujące
tą zasadę urządzenie techniczne,
jakie są w stanie wytworzyć
wymagany magnetyczny "strumień
startu", a stąd wznieść mój
magnokraft w przestrzeń kosmiczną.
Komora oscylacyjna ilustrowała
więc, że idea magnokraftu jest
całkiem realna i że statek ten
już wkrótce może być urzeczywistniony
przez naszą cywilizację - jeśli
tylko ktoś podejmie realizację
projektu jego budowy.
Z powyższego możemy podsumować, że
"komora oscylacyjna" jest to urządzenie
(mojego wynalazku) do produkcji niezwykle
silnych pól magnetycznych. Możnaby więc
powiedzieć, że jest ona rodzajem ogromnie
potężnego "magnesu" (tj. magnesu tak
potężnego, że komora ta sama jest w
stanie odepchnąć się od pola Ziemi
i ulecieć w przestrzeń, poprzez swe
odpychające oddziaływanie z ziemskim
polem magnetycznym). Jej działanie
oparte zostało na całkowicie nowej
zasadzie, nieznanej dotychczas na Ziemi,
szczegółowo opisanej w rozdziale C
monografii [1/4], a także opisanej
w monografiach [1/3], [1/2], [3/2],
[3] i [2]. Komora ta zwykle posiada
kształt przeźroczystej kostki sześciennej,
pustej w środku. Wewnątrz ścianek
bocznych tej kostki następują oscylacyjne
wyładowania elektryczne, które zmuszają
snopy iskier do rotowania po obwodzie
kwadratu. Kwadratowy obieg tych iskier
elektrycznych wytwarza silne pole
magnetyczne. Pojedyncza komora oscylacyjna
stanowi więc rodzaj niezwykle silnego
magnesu, którego pole jest w stanie
wznieść tą komorę w przestrzeń kosmiczną
(wraz z dołączoną do niej konstrukcją
statku kosmicznego), wyłącznie wskutek
jej odpychającego oddziaływania z
polem magnetycznym Ziemi, Słońca,
lub Galaktyki. Aby takie wyniesienie
się w przestrzeń było możliwe, wydatek
komory musi przekraczać wartość stałej
magnetycznej zwanej "strumień startu".
Strumień ten zdefiniowany jest jako
"najmniejsza wydajność jakiegoś źródła
pola magnetycznego odniesiona do jednostki
jego masy, która przy jego odpychającym
zorientowaniu względem ziemskiego pola
magnetycznego spowoduje pokonanie
przyciągania grawitacyjnego i wyniesienie
tego źródła pola w przestrzeń kosmiczną".
Wartość strumienia startu w monografii
[1/4] wyznaczono w podrozdziale F5.1.
Jest ona także wyznaczona w monografiach
[1/3], [1/2] i [1]. Dla obszaru Polski
wynosi ona Fs=3.45 [Wb/kg].
Budowa i działanie komory Oscylacyjnej
została też opisana wyczerpująco aż na
kilku odrębnych stronach internetowych.
Przykładowo, jej opisy zawarte są nie
tylko na stronach o samej
Komorze Oscylacyjnej,
ale także na stronach o
Magnokrafcie,
napędach,
zniszczeniowych użyciach wehikułów UFO,
Tapanui,
ludzkości, oraz o
wehikułach czasu.
#G4.
Formalny dowód naukowy na istnienie
wehikułów UFO, oraz odkrycie faktu
sekretnej okupacji Ziemi
przez moralnie upadłych UFOnautów
trwające już od zarania dziejów:
Motto:
"Ostrym mieczem uczynił me usta, w cieniu swej ręki mnie ukrył. Uczynił ze mnie strzałę zaostrzoną, utaił mnie w swoim kołczanie."
(Biblia, Księga Izajasza, 49:2)
Po tym jak pierwsze opisy magnokraftu
zostały opublikowane, oraz po tym
jak udokumentowały one naukowo, że
zbudowanie magnokraftu będzie naturalną
konsekwencją ewolucji ziemskiej techniki,
wehikuł ten zaczął być bardzo sławny
w Polsce. Pojawiły się liczne artykuły
komentujące w różnych gazetach i
czasopismach. Także szereg programów
telewizyjnych zostało przygotowanych,
jakie pokazywały obrazy, opisy, oraz
dyskusje o tym wehikule kosmicznym.
Jedna idea, jaka powtarzalnie zaczęła
się wyłaniać ze wszystkich tych dyskusji,
to że magnokraft jest bardzo podobny
w wyglądzie i własnościach do tajemniczych
wehikułów, jakie ludzie znają pod
nazwą UFO. Aczkolwiek sugestie, że
UFO są podobne do mojego magnokraftu,
pochodziły nie odemnie samego, a od
czytelników moich publikacji, ciągle
zacząłem je badać. W ich wyniku
rozpracowałem i potem opublikowałem,
formalny dowód naukowy jaki stwierdzał
że "UFO to już zbudowany przez kogoś
magnokraft". Dowód ten po raz pierwszy
opublikowany został w artykule [3A4]
"Konstrukcja prosto z nieba" z czasopisma
Przegląd Techniczny Innowacje, nr 13/1981,
strony 21-23. Najnowsza prezentacja
tego dowodu zawarta jest w podrozdziale
P2 monografii [1/4], oraz w rozdziale
O monografii [1/3]. Ów formalny dowód
oparty został na bardzo starej i
niezawodnej metodologii naukowej
nazywanej "metoda dopasowywania atrybutów",
jaka często jest używana do identyfikowania
nieznanych obiektów, w śledztwie
kryminalnym, oraz w rozpoznaniu
wojskowym. W jej zastosowaniu dla
udowodnienia że UFO to magnokrafty,
metoda ta wyróżnia 12 klas atrybutów,
jakie są unikalne dla magnokraftu
(przykładowo jego wygląd zewnętrzny,
obecność pędnika głównego i pędników
bocznych, używanie sił magnetycznych
dla celów napędowych, formowanie latających
połączeń, latanie w trzech trybach
działania, itp.). Następnie udowadnia
on na przykładach obiektywnych dowodów
fotograficznych, że wszystkie te 12
klas atrybutów są także obecne i
udokumentowane u UFO.
Formalne udowodnienie że "UFO to magnokrafty -
tyle że już zbudowane przez jakieś
technicznie bardziej od nas zaawansowane
cywilizacje kosmiczne" z kolei doprowadziło
do sformułowania tzw. "postulatu zamienności
UFO i magnokraftów" - po szczegóły patrz
podrozdział P2.15 w monografii [1/4],
lub podrozdział O2.15 w monografii [1/3].
Generalnie rzecz biorąc postulat ten
podaje, że wszystkie stwierdzenia
Teorii Magnokraftu odnoszą się też do UFO,
natomiast wszystkie fakty zaobserwowane
na UFO muszą odnosić się również i do Teorii
Magnokraftu. Praktyczne wykorzystanie
tego postulatu pozwala na szybsze
rozwikłanie tajemnic UFO poprzez
zastosowanie do nich wszelkich ustaleń
dotyczących magnokraftu, a także na
szybszy postęp w budowie magnokraftu,
poprzez wykorzystywanie do niego gotowych
rozwiązań technicznych jakie
zaobserwowane zostały na UFO.
Formalny dowód naukowy na istnienie UFO
został potem zatwierdzony jako oficjalne
stanowisko UFOlogów polskich za pośrednictwem
specjalnej uchwały podjętej przez
uczestników internetowej listy dyskusyjnej
totalizmu. Z treścią owej uchwały można
się zapoznać na całym szeregu stron totalizmu,
np. na stronach o
UFOnautach,
wehikułach czasu,
Antychryście, itp.
Prawo moralne w podrozdziale I4.1.1
monografii [1/4] opisane tam pod nazwą
"prawa obusieczności" powoduje, że
każdy niefortunny zwrot wydarzeń
przynosi sobą także i pożądane wyniki
(ta konsekwencja dyskutowanego prawa
moralnego wyrażana jest w popularnym
powiedzeniu, że "nie ma takiego złego
co by na dobre nie wyszło"). Stąd fakt
że kiedyś zostalem surowo ukarany przez
usunięcie mnie z uczelni za wykonanie
badań miejsca eksplozji UFO koło
Tapanui
w Nowej Zelandii - które to badania
były przecież moim obowiązkiem jako
naukowca i które były ogromnie potrzebne
bowiem Nowa Zelandia przelewała się
najróżniejszymi zagadkami, podczas
gdy lokalni ortodoksyjni naukowcy
odmawiali ich przebadania, przyniósł
także i pozytywne wyniki. Zmusił on
mnie bowiem do zadania sobie pytania
"dlaczego wszelkie badania dotyczące
UFO muszą być prowadzone w konspiracji".
Badania te przecież nikogo nie krzywdzą,
a ponadto biorąc pod uwagę kontrowersję
jaka je otacza, są one ogromnie
potrzebne naszej cywilizacji.
Z czasów kiedy byłem aktywistą
oryginalnej Solidarności, ciągle
pamiętam podstawową zasadę, że
kiedykolwiek
zachodzi konieczność uciekania się
do konspiracji, zawsze istnieć musi
jakiś rodzaj okupanta który prześladuje
owych ludzi zmuszonych do uciekania
się do konspiracji.
Stąd następnym moim pytaniem było:
"kto jest owym niewidzialnym okupantem,
jaki prześladuje wszystkich badaczy
którzy dokonują rzeczowych badań UFO".
Jak to doskonale już wiadomo, sukces
badań naukowych głównie polega na
zadawaniu właściwych pytań i potem
znajdowaniu dla nich poprawnych
odpowiedzi. W tym przypadku zapytanie
"kto jest owym niewidzialnym okupantem"
okazało się tym właściwym zapytaniem,
które dostarczyło mi lawinowej odpowiedzi.
Tak się stało, ponieważ poprawna
odpowiedź na to pytanie brzmi owym
niewidzialnym okupantem jaki prześladuje
badania UFO, są sami UFOnauci,
którzy wcale nie chcą aby ludzie
dowiedzieli się o ich niszczycielskich
działaniach na Ziemi i dlatego
którzy za pośrednictwem swoich agentów -
przez folklor ludowy zwanych
podmieńcami,
niszczą każdego kto bada ich zbyt
dociekliwie. Tak samo jak owa
odpowiedź szokuje, doskonale ona
pasuje do wszelkich znaków zapytania
dotyczących UFO. Wyjaśnia ona
bowiem dlaczego istnieje tak
wiele przeciwieństw i kontrowersji
w naszym odbiorze zjawiska UFO,
dlaczego ludzie reagują histerycznie
na każdą wzmiankę słowa UFO,
dlaczego istnieje cała ta oficjalna
wrogość w odniesieniu do badań UFO,
dlaczego każdy kto rzeczowo bada
UFO zawsze dotknięty zostaje
najróżniejszymi problemami i karami,
dlaczego poprawne i racjonalne
teorie i wyjaśnienia dotyczące
UFO są zawsze krytykowane, podczas
gdy najróżniejsze zwariowane teorie
są rozmnażane w nieskończoność i
upowszechniane bez najmniejszego
oporu ani krytycyzmu, dlaczego
wszelki materiał dowodowy jaki
mógł będzie ujawnić okupację
Ziemi przez UFO zawsze znika
zanim ktokolwiek ma czas aby
go dokładnie przebadać, itp.
Fakt skrytej okupacji Ziemi przez szatańskich
UFOnautów wyglądających identycznie jak
ludzie najbardziej perspektywicznie
wyjaśniony jest na stronie internetowej o
pochodzeniu zła.
Z kolei poszczególne następstwa tej
skrytej i wysoce niszczycielskiej
okupacji manifestujące się systematycznym
wyniszczaniem naszej cywilizacji
opisane jest na całym szeregu
stron, przykładowo na stronach o
UFOnautach,
zniszczeniowych użyciach wehikułów UFO,
dowodach działalności UFO na Ziemi,
UFOnautach-podmieńcach,
26tym dniu,
ludobójcach,
WTC,
obsuwiskach ziemi i błota,
huraganach,
tornadach,
huraganie Katrina,
Tapanui,
Katowicach, itp.
Spektakularne znalezienie klucza do
Konceptu Dipolarnej Grawitacji miało
miejsce w 1985 roku. Po uświadomieniu
sobie nieadekwatności obecnie wyznawanego
konceptu monopolarnej grawitacji,
starałem się znaleźć błąd w jego
sformułowaniu, jaki powoduje,
że jest on sprzeczny z naturalnym
porządkiem rzeczy. Czytałem w tym
celu wiele opracowań dotyczących
grawitacji. Wielokrotnie przemyśliwałem
też jej istniejące sformułowanie.
Jednego niezwykle pogodnego popołudnia,
wiosną 1985 roku (najprawdopodobniej
było to w okresie nowozelandzkiej
przerwy wakacyjnej w połowie sierpnia
1985 roku), spacerowałem po wyjątkowo
pięknym wówczas parku w Invercargill -
w owym czasie całym zapełnionym oceanem
wiosennych kwiatów, z naturą budzącą
się do życia oraz powietrzem wypełnionym
rodzajem szczęśliwości. Nagle klucz
do rozwiązania problemu grawitacji
skrystalizował się w mojej głowie.
Był to bardzo spektakularny moment
w moim życiu, bowiem w owym majestatycznym
dniu i niezwykle pięknym otoczeniu,
uderzył on moją świadomość jak piorun
i w mgnieniu oka wywrócił do góry
nogami całe moje dotychczasowe
zrozumienie wszechświata. Kluczem
do zrozumienia grawitacji okazał
się fakt, że stary koncept monopolarnej
grawitacji, uznawany przez dotychczasową
naukę ortodoksyjną na Ziemi, przyjmuje
"a priori" że grawitacja jest polem
monopolarnym. Tymczasem koniecznym
jest też rozważenie, czy przypadkiem
grawitacja nie wykazuje charakteru
pola dipolarnego (podobnego do charakteru
pola magnetycznego). Po znalezieniu
tego klucza możliwe się stało rozpracowanie
zrębów nowego Konceptu Dipolarnej
Grawitacji, którego jedna z
najwcześniejszych prezentacji
najpierw ukazała się w polskojęzycznej
monografii [1] (tej właśnie, której
wartość naukowa została zignorowana
przez Radę Naukową Instytutu TBM
Politechniki Wrocławskiej), zaś
najnowsza prezentacja zawarta jest
w rozdziałach H i I monografii [1/4].
Koncept Dipolarnej Grawitacji opisany został
wyczerpująco aż na kilku odrębnych stronach
internetowych. Przykładowo, jego opisy
zawarte są nie tylko na stronach o nim samym - czyli o
Koncepcie Dipolarnej Grawitacji,
ale także na stronach o
ludzkości,
wehikułach czasu,
Magnokrafcie,
telekinezie,
telepatii,
zniszczeniowych użyciach wehikułów UFO,
totaliźmie,
pasożytnictwie, oraz
nirwanie.
Dipolarna interpretacja czasu rozpracowana
została już w 1986 roku podczas poszerzania
tablicy cykliczności o stwierdzenia
wynikające z nowego Konceptu Dipolarnej
Grawitacji. Jej rozpracowanie umożliwiło
z kolei przewidzenie takich zjawisk
jak "stan zawieszonego filmu", "podróż
w jedną stronę", "efekt dublowania czasu",
itp. - po szczegóły patrz podrozdział M1
monografii [1/4], lub podrozdział M1
z monografii [1/3]. Pierwsze prezentacje
tych zjawisk zawarte były w moich
publikacjach począwszy już od 1987 roku.
Rozpracowanie podstawowych zjawisk
związanych z podróżami w czasie prowadziło
do stopniowego uświadomienia i rozpracowania
atrybutów, możliwości i ograniczeń
podróżowania w czasie. Z kolei
uświadomienie sobie owych możliwości
i atrybutów wiodło do rozpracowania
wehikułów czasu i do stopniowego
gromadzenia informacji, że takie
wehikuły czasu już obecnie używane
są przez UFOnautów. Pierwsze bardziej
szczegółowe opracowania budowy i
działania wehikułów czasu opublikowane
zostały w 1990 roku w monografii [1e].
Wehikuły czasu oraz podróże w czasie
opisane są relatywnie wyczerpująco aż
na kilku odrębnych stronach internetowych,
włączając w to strony o
wehikułach czasu,
a także strony o
Koncepcie Dipolarnej Grawitacji,
Bogu i o
ewolucji.
#G7.
Telepatia
oraz działanie urządzeń telepatycznych:
W piątek, dnia 11 listopada 1994 roku,
podczas przerwy na lunch, zdecydowałem
się uciec przed piętrzącymi się problemami
i stresem zaczynającego się wkrótce
drugiego semestru, poprzez zjedzenie
miejscowego posiłku. Jednak danie nabyte
w pobliskiej stołówce "Rumah Universiti",
niestety tego dnia okazało się bardziej
niejadalne niż zazwyczaj. Dla odwrócenia
więc uwagi od utykającego w gardle posmaku,
zająłem swój umysł moimi ulubionymi
problemami mechanizmów działania
wszechświata. Gdy więc tak bez
entuzjazmu starałem się dobrnąć do
końca posiłku (zgodnie z totalizmem,
który wówczas już zdecydowanie wyznawałem,
marnowanie jakiejkolwiek żywności
w obecnej sytuacji naszej planety
jest poważnym grzechem), niespodziewanie
w mojej głowie poskładało się w jedną
całość rozwiązanie dla zasad i mechanizmu
telepatii.
Bóg
czasami wykazuje wysokie poczucie
humoru i w tym przypadku znajomość
telepatii zawdzięczać będziemy
beznadziejnemu gotowaniu jakiejś
anonimowej kucharki. Podobnie jak
to kiedyś stało się w odniesieniu
do magnokraftu i komory oscylacyjnej
(patrz podrozdział F2 w monografiach:
[3], [3/2] i [1/2]; a także podrozdział
C2 w monografii [1/4] i [1/3]),
tym razem dla telepatii również
od dłuższego już czasu przemyśliwałem
nad jej mechanizmem i stąd posiadałem
już uprzednio zgromadzone w swej
głowie wszystkie elementy wymaganej
układanki (np. już w czasie swego
pobytu na Cyprze ustaliłem, że sygnały
telepatyczne muszą propagować się
poprzez przeciw-materię, że ich
wzbudzanie musi następować przez
wibracje magnetyczne, że istnieje
rodzaj uniwersalnego języka, w
podrozdziałach I5.4 i JA3.1 monografii
[1/4] nazywanego ULT - od "Universal
Language of Thoughts", w którym wszystkie
istoty żyjące z całego wszechświata
mogą komunikować się ze sobą za
pośrednictwem telepatii, itp.).
Jedyną rzeczą jakiej wówczas ciągle
nie wiedziałem, to fizyczna natura
telepatii oraz mechanizm fizyczny
na jakim zjawisko to bazuje. Dlatego
też podczas owego pamiętnego lunchu
szokująca myśl błysnęła w moim umyśle.
Myśl ta stwierdzała, że "fale telepatyczne
to po prostu dźwięko-podobne wibracje
przeciw-materii, które podobnie jak
dźwięki w naszym świecie posiadają
swój ton, melodię, barwę, częstość,
itp.; podczas gdy łączność telepatyczna
jest to po prostu rozmowa następująca
w uniwersalnym języku ULT z użyciem
owych dźwięko-podobnych wibracji".
(Zauważ, że zgodnie z Konceptem Dipolarnej
Grawitacji, wszystkie rodzaje ruchów
przeciw-materii, w naszym świecie
manifestują się m.in. jako pole
magnetyczne, dlatego fale telepatyczne
mogą w przybliżeniu być też zdefiniowane
jako "modulowane wibracje pola magnetycznego".)
Po tym jak owa myśl przyszła mi do
głowy, wszystko co poprzednio
wiedziałem na temat telepatii
zaczęło nabierać sensu i stało
się zrozumiałe. Znalezione wówczas
rozwiązanie dla mechanizmu rozprzestrzeniania
się fal telepatycznych wkrótce
zostało wyrażone na piśmie i opublikowane,
początkowo dnia 9 stycznia 1996 roku
w monografii [3] (patrz podrozdział D13 w [3]),
w 1997 roku było ono powtórzone w
monografii [3/2], zaś później (w 1998 roku)
także opublikowane w monografiach [1/2] i [1/3].
W 2000 telepatia była podstawą dla
sformułowania traktatu [7/2] - patrz
podrozdział D2.1.1 w traktacie [7/2].
W monografii [1/4] telepatię opisano
w podrozdziale H7.1.
Najbardziej bezpośrednie opisy telepatii
oraz urządzeń telepatycznych zaprezentowane
zostały na odrębnej stronie internetowej o
telepatii.
Ponadto telepatyczne urządzenie do zdalnego
wykrywania nadchodzących trzęsień ziemi
opisane jest na odrębnej stronie internetowej o
seismografie Zhang Henga.
Warto odnotować, że na przekór iż urządzenie
to jest w stanie uratować tysiące istnień
ludzkich oraz nieopisaną wartość mienia,
oraz na przekór że jest ono relatywnie
proste w budowie i zasadzie działania,
faktycznie to nikt nie ma odwagi podjąć
jego budowy tylko dlatego że działa ono
na zasadzie odbioru i interpretowania
fal telepatycznych.
Do podjęcia zagadnień ewolucji zmusiły
mnie obecne spory pomiędzy tzw. "kreacjonistami"
oraz "ewolucjonistami". Usiłując zabierać
głos w tych sporach odkryłem, że żadna
ze stron nie zważa na logiczną argumentację.
Czyli faktycznie spory te prowadzone
są tylko po to aby ukryć prawdę, a nie ją
odnaleźć. Postanowiłem więc wybadać jaka
to prawda jest tak straszna dla "podmieńców",
że aż wymaga tak rozbudowanego ukrywania.
Wynikiem zaś było odkrycie ewolucji Boga.
Odkrycia tego dokonałem na początku 2007
roku.
Ewolucja Boga oraz proces stworzenia
najpierw świata fizycznego, a później człowieka,
opisane są relatywnie wyczerpująco aż
na kilku odrębnych stronach internetowych,
mianowicie na stronie o
ewolucji
(szczególnie patrz tam punkt #B6.2), a także
na stronach o
Bogu (punkt #B3),
mechaniźmie czasu,
oraz w "części I" odrębnej strony internetowej o
Koncepcie Dipolarnej Grawitacji.
Już w okresie swej szkoły średniej
odnotowałem, że losami ludzkimi
rządzą jakieś dziwne regularności.
Regularności te nie mają prawa
zaistnieć, jeśli naszym życiem - j
ak to powszechnie się uważa i
twierdzi - rządzi głównie tzw.
"przypadkowy zbieg okoliczności".
Z regularności tych najbardziej
wówczas w oczy rzucały mi się
przypadki odwzajemniania negatywnych
uczuć. Przykładowo, jeśli - jak
to naturalnie czynią kilkunastoletnie
osoby, spontanicznie i bez powodu
kogoś nie lubiłem, zawsze się potem
okazywało, że ten ktoś również
spontanicznie i bez powodu mnie
nie lubił. Regularności rządzące
losami ludzkimi jeszcze wyraźniej
się ujawniły podczas studiów na
Politechnice Wrocławskiej, często
zresztą stanowiąc przedmiot moich
dyskusji z innymi studentami.
Jedna z obserwacji z tamtego okresu
dotyczyła równoczesności zaistnienia
u obu zainteresowanych stron tak
samo niesprzyjających okoliczności.
Przykładowo, jeśli umówiłem się
na randkę lub spotkanie, jednak
w międzyczasie coś mi niespodziewanie
wyskoczyło, tak że nie mogłem
na nią się stawić, potem się okazywało,
że również po drugiej stronie
wystąpiły podobne niespodziewane
przeszkody, tak że i ta druga strona
nie mogła przybyć na ową randkę
czy spotkanie (takie sytuacje
stawały się szczególnie odnotowywalne,
gdy na przekór niesprzyjających
okoliczności stawałem na głowie
i pomimo wszystko przybywałem
na spotkanie, tylko po to aby
stwierdzić, że druga strona nie
była w stanie wywiązać się ze
swoich obligacji). Ponieważ
jednak nie wszyscy studenci
dokonywali podobnych obserwacji,
na owym etapie doszedłem do wniosku,
że być może niektórzy ludzie przez
szczególny "zbieg okoliczności"
bardziej od innych dotykani są
zdarzeniami wykazującymi regularność
i logikę (nie wpadło mi wówczas
do głowy, że wszyscy dotykani
mogą nimi być w takim samym stopniu,
jednak nie wszyscy posiadają
wymaganą spostrzegawczość i z
dolność zaobserwowania, że im
się to przytrafia). Zmianę poglądów
w tym zakresie spowodował dopiero
kolega z pracy, referujmy do
niego "Chimek". Podczas jednej
z dyskusji biurowych stwierdził
on, iż w swoim synie obserwuje
postawy i zachowania wobec siebie
samego, które są dokładnym odbiciem
jego własnych postaw i zachowań
w podobnym wieku wobec swojego
ojca. To oświadczenie kolegi
dokładnie pokrywało się z moimi
osobistymi spostrzeżeniami. Stąd
okazało się owym przełomowym
upewnieniem, że wszystko co ja
odnotowywałem przytrafia się
także innym ludziom, tyle tylko
że większość innych ludzi posiada
zbyt niską zdolność obserwacyjną,
aby to odnotować. Z kolei owo
upewnienie Chimka zainspirowało
mnie do dokonywania systematycznych
obserwacji w tym zakresie. Obserwacje
te wydały owoce, kiedy odkryłem
istnienie myślącej przeciw-materii
oraz wszechświatowego intelektu
(UI) - jak to opisano w podrozdziale
A4 monografii [1/4]. Złożenie
więc wszystkiego razem spowodowało
wyklarowanie się idei praw moralnych.
W 1985 roku jednoznacznie sformułowane
zostało i opublikowane pierwsze
z tych praw, które z uwagi na
sposób w jaki działa, nazwane
zostało "Prawem Bumerangu'. Od
chwili jego wyklarowania się,
nieustannie zacząłem też poszukiwać
innych praw moralnych, jak również
prostych i łatwych do zapamiętania
receptur na życie zgodne z ich
stwierdzeniami. Jeszcze w 1985 roku
poszukiwania te zaowocowały
zaproponowaniem nowej filozofii
zwanej "totalizm", zaś w 1996 roku -
sformułowaniem mechaniki totaliztycznej
opisanej w rozdziale JE monografii
[1/4].
Pole moralne i prawa moralne opisane są
dosyć wyczerpująco na kilku odrębnych
stronach internetowych, mianowicie na stronie o
moralności,
a także na stronach o
totalizmie,
nirwanie i o
Koncepcie Dipolarnej Grawitacji.
Naukowy Koncept Dipolarej Grawitacji
ujawnił najróżniejsze fakty,jakie
poprzednio pozostawały nieodnotowalne
dla instytucjonalnej nauki. M.in.
obejmowały one formalny dowód naukowy
potwierdzający istnienie wszechświatowego
intelektu (Boga), który zaprojektował
prawa, jakie rządzą naszym wszechświatem,
uświadomienie istnienia praw moralnych,
opisywanych w podrozdziale I4.1.1 monografii
[1/4], oraz faktu że owe prawa moralne
egzekwowane są na każdej osobie z iście
żelazną konsekwencją - tj. bez żadnego
wybaczania czy litości jakie dla przyczyn
politycznych zwodniczo oferowane były
przez dotychczasowe religie. Tak więc
z chwilą gdy naukowy Koncept Dipolarnej
Grawitacji ujawnił, że losami intelektów
muszą rządzić prawa moralne, narodziła
się też potrzeba opracowania nowej
filozofii, jaka wyjaśniłaby ludziom
jak stosować w życiu te ciężko-uderzające
każdego prawa moralne. W ten sposób
narodziła się filozofia totalizmu.
(Najnowsze sformułowanie totalizmu
zaprezentowane jest w rozdziale JA
monografii [1/4], podczas gdy poprzednie
pełne wydanie totalizmu zawarte jest
w rozdziale A monografii [8].) Pierwsze
sformułowanie totalizmu, oraz wybranie
dla niego nazwy, miało miejsce już
w 1985 roku. Formalny teorem fundujący
totalizmu, oraz jego pierwsze rekomendacje,
opublikowane jednak zostały dopiero
w 1986 roku. Natomiast we wszystkich
moich głównych monografiach filozofia
ta prezentowana była już systematycznie
począwszy od 1987 roku. Początkowo
najważniejszą częścią totalizmu była
kolekcja posłań, jakie zaobserwowałem
empirycznie i jakie zaprezentowałem
jako pozytywne przeciwieństwa doktryn
filozofii podążania po linii najmniejszego
oporu intelektualnego (tj. doktryn
"prymitywnego pasożytnictwa"). Jego
najważniejsze opisy były więc nieco
podobne do treści podrozdziału JB6 w
monografii [1/4] i podrozdziału I1
w monografii [8]. W wydaniu monografii
[1a] z 1990 roku, totalizm obejmował
sobą już 5 takich doktryn i odpowiadających
im posłań totaliztycznych. W owym
początkowym okresie filozofia ta zapewne
nie trafiła do przekonania zbyt wielu
czytelników. Niemniej uczuliła ona mnie
samego na wszelkie manifestacje totaliztycznego
postępowania oraz na oznaki postępowania
pasożytniczego - czyli zgodnego z linią
najmniejszego oporu intelektualnego.
To z kolei uczuliło moje zdolności
obserwacyjne i otwarło je na ustalenie
większej liczby szczegółów.
Istnienie i działanie praw moralnych posiada
tą konsekwencję, że poszczególni ludzie
mają w życiu tylko dwa wyjścia. Mianowicie
mogą albo wypełniać te prawa, albo też je
chronicznie łamać. Ci co w swoich działaniach
starają się wypełniać prawa moralne, np.
poprzez wysłuchiwanie głosu własnego sumienia,
faktycznie żyją w zgodzie z zasadami filozofii
totalizmu -
nawet jeśli tego faktu nie są świadomi.
Filozofia totalizmu posiada bowiem tylko
jedną zasadę, która stwierdza we wszystkim
co czynisz zawsze pedantycznie wypełniaj
prawa moralne. Ci zaś ludzie którzy
zagłuszają w sobie głos sumienia, a stąd
chronicznie łamią prawa moralne, żyją
według zasad filozofii będącej dokładną
odwrotnością totalizmu. Ta odwrotność
totalizmu nazywana jest filozofią
pasożytnictwa.
Zamienia ona bowiem swoich wyznawców
w rodzaj inteligentnych pasożytów.
Naczelną zasadą pasożytów jest
każde prawo wypełniaj tylko jeśli
zostałeś do tego jakoś przymuszony.
Najbardziej zaawansowaną formę owego
pasożytnictwa wyznają sekretni okupanci
Ziemi, czyli
UFOnauci.
Filozofie totalizmu i pasożytnictwa
wyjaśnione są relatywnie dobrze na dwóch
odrębnych stronach internetowych o nazwach
totalizm oraz
pasożytnictwo.
Motto:
"Skoro Bóg faktycznie istnieje trzeba być naiwnym lub głupcem aby zignorować ostrzeżenie iż 'Bóg nierychliwy ale sprawiedliwy'
i wierzyć że tak modne w dzisiejszych czasach plucie na Boga oraz odwracanie się tyłem do Boga naprawdę ujdzie komuś bezkarnie."
Jednym z konklusywnych osiągnięć mojego
życia jest opracowanie i opublikowanie
formalnego dowodu naukowego na fakt że
Bóg
rzeczywiście istnieje. Jak dotychczas
nikt też ani nie obalił ani nawet nie
podważył owego dowodu. Stąd formalnie
dowód ten pozostaje w mocy.
Mawiają, że zadawnie właściwych pytań
jest kluczem do wiedzy. Zamiast więc
wyjaśniać tu czytelnikowi znaczenie i
implikacje tego dowodu na istnienie
Boga, pozwolę sobie zadać kilka pytań,
na które proponuję czytelnikowi odpowiedzieć
samemu zgodnie ze wskazaniami jego
własnego sumienia. Oto owe pytania.
Czy dowód na isnienie Boga jest ważny
dla ludzi? Czy waga opracowania takiego
dowodu powinna być podkreślona wyznaczeniem
jakiejś międzynarodowej nagrody będącej
moralnie nieskażonym odpowiednikiem
niemoralnej nagrody Nobla? Czy fakt
że ani żadna religia na Ziemi, ani
nauka ziemska, nie starają się wyznaczyć
takiej nagrody, nie oznacza przypadkiem że ci
co kontrolują owe religie i naukę faktycznie
to nie chcą aby istnienie Boga zostało
udowodnione ponad wszelką wątpliwość?
Jeśli na Ziemi istnieją moce zainteresowane
w uniemożliwieniu ludziom poznania faktu
istnienia Boga, to czy logicznie jest
możliwym że istnienie takich mocy jest
jednym z dowodów na fakt że nasza planeta
jest jednak skrycie okupowana przez
moralnie upadłych krewniaków ludzkości kiedyś zwanych "diabłami", "smokami", "serpentami", itd., zaś dzisiaj zwanych "UFOnautami"?
Jeśli nasza planeta jest jednak skrycie
okupowana przez szatańskie istoty o
wyglądzie identycznym do ludzi,
to jak owa okupacja skończy się dla ludzkości?
Pełna prezentacja formalnego dowodu
naukowego na istnienie Boga przeprowadzonego
z użyciem metod logiki matematycznej zawarta
jest w podrozdziale I3.3.4 z tomu 5 monografii
[1/5],
zaś przeprowadzonego z użyciem metod fizyki -
w podrozdziałach I3.3.1 do I3.3.3 z tomu 5 monografii
[1/4],
a także w podrozdziale K3.3 z tomu 6 monografii
[8].
Ponadto dowód ten jest powtórzony w punkcie
#B3 na stronie internetowej o
Bogu,
wyjaśniony na innych przykładach na stronach
internetowych o
Koncepcie Dipolarnej Grawitacji (punkt #D3),
nirwanie (punkt #C1.1) i
ewolucji (punkt #B6.2),
zaś skrótowo opisany na stronach internetowych o
totaliźmie oraz o
telekinezie.
W dzisiejszych przełomowych czasach wielu
ludzi odwraca się tyłem do
Boga
i do religii. Powodem tego zachowania jest
celowo zniechęcająca działalność owych
podmieńców
o jakich pisałem w punkcie #A1 tej strony
(znaczy "serpentra Pająka" opisanego w
punkcie #G12 poniżej).
Podmieńcy owi (serpent) przez wieki zajmowali
bowiem kluczowe pozycje w ziemskich religiach
oraz w oficjalnej nauce. Tam zaś prowadzili
działalność sabotażującą te religie i naukę
od wewnątrz. W rezultacie, poprzez najróżniejsze
sabotażujące posunięcia religii, oraz poprzez
ustawienie nauki na konfrontacyjnej pozycji
wobec religii, owi podmieńcy zdołali doprowadzić
do sytuacji jaką widzimy wokół siebie dzisiaj.
Dla tych więc czytelników którzy należą
do grupy owych zniechęconych do religii,
mam tutaj następującą wiadomość: opieraj
swój stosunek do Boga na wiedzy którą
udostępnia Ci
Koncept Dipolarnej Grawitacji
oraz filozofia
totalizmu,
a nie na dogmatach w które nakazują Ci wierzyć
najróżniejsze religie. Wszakże religie
są instytucjami politycznymi, jakie oprócz
szerzenia wiary mają także najróżniejsze
inne mniej jawne cele. Bóg zaś jest rzeczywistością
która Cię otacza i którą można, oraz trzeba,
poznawać w naukowy sposób. Pamiętaj także
że zawsze można
przestać wierzyć, jednak nigdy nie przestaje
się wiedzieć. Stąd do religijnych
dogmatów daje się Cię zniechęcać na setki
różnych sposobów. Jednak do wiedzy poznanej
na temat Boga nic już Cię nie zniechęci.
Pamiętaj także że religia którą wyznajesz
jest częścią Twojej kultury, czyli i częścią
Ciebie samego. Pozostanie też częścią Ciebie
nawet jeśli jest celowo sabotażowana i nawet
jeśli niektóre jej posunięcia są rażąco błędne.
Sabotażom można bowiem z czasem nauczyć się
zapobiegać, a błędne posunięcia można naprawiać.
Jednak raz utraconej kultury nie daje się już
odzyskać. (Np. artystycznie bezcennych
ołtarzy pousuwanych niedawno z kościołów chrześcijańskich
tylko dlatego że imitowały one sobą urządzenia
sterownicze UFO, nigdy nie da się już odbudować.)
#G12.
Tzw. "serpent Pająka":
Motto:
"Jeśli coś zostawia nam ślady swego działania trzeba to tak nazwać aby być w stanie otwarcie o tym mówić."
Jeśli ktoś uważniej przyglądnie się
temu co z jednej strony stwierdza
oficjalana nauka ziemska, a co z
drugiej strony wyłania się z rzeczywistego
życia, wówczas uderzy go w oczy coraz
większa rozbieżność pomiędzy tymi dwoma.
Przykładowo, w poprzednim punkcie #D2.1
wyjaśniono, że życie, obserwacje empiryczne,
oraz logika dowodzą iż tzw. "przesunięcie
ku czerwieni" światła gwiazd jest kolejnym
dowodem na fakt że świat fizyczny stworzony
został przez Boga jako stabilny świat
stacjonarny. Jednak nauka ortodoksyjna
upiera się w kłamliwym twierdzeniu, że
to samo przesunięcie ku czerwieni światła
gwiazd jest dowodem na tzw. "Efekt Dopplera"
wywołany odśrodkową "ucieczką galaktyk".
Nauka upowszechnia też tzw. "Prawa Murphy’ego"
aby tłumaczyć nimi wiele dziwnych zdarzeń
i paradoksów, chociaż nie jest w stanie
przeprowadzić nawet jednego powtarzalnie
weryfikowalnego eksperymentu w którym
faktycznie by się ujawniło działanie
tych rzekomych "praw Murphy’ego".
Aby było jeszcze śmieszniej, nauka ani
nie stara sie, ani nawet nie szuka sposobu
aby udowodnić, że ESP faktycznie działa -
chociaż w rzeczywistynm życiu szacuje
się iż ponad 90% zasobów naturalnych
i wody pitnej odkryte zostało na Ziemi
właśnie dzięki użyciu różdżkarskiej lub
wahadlarskiej formy ESP. Nie wsopomnę
już tutaj stanowiska oficjalnej nauki
w sprawach UFO czy duchów – chociaż
niemal każda gazeta aż przelewa się
od informacji na ich temat.
Wszystkie powyższe paradoksy i niekonsekwencje
nauki daje się jednak dyplomatycznie i bezkolizyjnie wyjaśnić jeśli
nada się życie umownemu rodzajowi istnienia,
który proponuję nazwać "serpentem Pająka".
Wszakże naukowcy są już doskonale znani
z ignorowania "brzytwy Occama" i dawania
życia całej gamie naukowych stworzeń.
I tak przykładowo "Demon Maxwella"
pomaga adeptom fizyki zrozumieć że
tzw. "prawa termodynamiczne" to wcale
nie prawa, a jedynie statystyczne
prognozy które w normalnych warunkach
typowo się sprawdzają. Z kolei tzw.
"kot Schrodingera" pozwala fizykom
wytłumaczyć dlaczego obserwowanie
czegoś z użyciem ortodoksyjnych
technik naukowych zakłóca zachowanie
obserwowanego obiektu. (Niczego jednak
nie zakłóca np. obserwacja z użyciem
teleskopów telepatycznych opisanych
w podrozdziale N5.1 np. monografii [1/4] -
które odbierają informację wysyłaną
ciągle i w naturalny sposób przez
każdy obiekt wszechświata.) Trzymając
się więc powyższego "ducha nauki",
niniejszym powołuję do życia jeszcze
jedno "naukowe stworzenie" tego typu.
Stworzenie to nazywam "serpentem Pająka".
Okazuje się ono niezwykle pomocne
przy naukowym wyjaśnianiu najróżniejszych
paradoksów i niekonsekwencji które
nie spełniają poznanych i ustalonych
reguł czy praw, a także przy naukowym
dyskutowaniu najróżniejszych zjawisk
które istnieją obiektywnie jednak
których tradycyjnych nazw naukowcy
obawiają się wymawiać głośno bowiem
wzbudzają one niepożądane reakcje u
słuchaczy (w rodzaju: UFO, duchy,
dusza, aureola, itp.) Dodatkowo
wprowadzenie tego serpenta pozwala
na eliminowanie owych podwójnych
standardów, kiedy to nauka stwierdza
i praktykuje coś zupełnie odwrotnego
niż codzienne życie.
Nazwę "serpent" nadaję owemu istnieniu z
powodów wynikających z wyjaśnień w punkcie
#E2 strony internetowej o
pochodzeniu zła na Ziemi.
W mitologii (szczególnie chrześcijańskiej)
nazwa "serpent" przyporządkowana była
bowim do szczególnie złośliwych istot
nadprzyrodzonych. Odpowiada ona
staropolskiemu słowu gadzina,
np. z powiedzenia "ale z niego gadzina",
czy "gadzina z niego wyszła".
Istoty te były bardzo przebiegłe, okropnie
złośliwe, mściwe, o złych i wrogich
ludziom intencjach i działaniach, posiadały
nadprzyrodzone moce podobne do mocy
diabłów, oraz zachowywaly się jak dzisiejsi
UFOnauci (np. uprowadzały one i wyniszczały
ludzi). Dlatego owemu nowemu
stworzeniu zwanemu tu "serpentem Pająka"
nadaję wszystkie cechy którymi odznaczały
się tamte folklorystyczne "serpenty". Gdyby
cechy te zdefiniować naukowo, to "serpent
Pająka" jest to nieuchwytna istota powołana
do życia w celu ułatwiania naukowych
rozważań i wyjaśnień najróżniejszych
paradoksów i rozbieżności empiryki z
teoriami, która to istota odznacza
się zbiorem cech i możliwości jakie
są nielimitowanym negatywnym przeciwieństwem
cech i możliwości moralnego mieszkańca Ziemi".
Przykładowo "serpent Pająka" zawsze tylko
szkodzi wszystkim naokoło siebie, fałszuje
wyniki eksperymentów naukowych, uniemożliwia
podjęcie postępowych decyzji, żyje wiecznie,
ma wehikuł czasu - może więc cofać się
w czasie do tyłu lub przemieszczać się
do przyszłości, ma urządzenie do podsłuchu
naszych myśli, ma maszyny do natychmiastowego
hipnotyzowania ludzi, zawsze kłamie,
nigdy nie czyni tego co mówi że uczyni,
jest okropnie leniwe i praktykuje filozofię
pasożytnictwa,
nadal żyje w ustroju niewolniczym, nie
posiada "wolnej woli" - a jedynie czyni co mu nakazano,
itd., itp. Ponadto owo morze zła "serpent
Pająka" zasiewa na Ziemi wyłącznie z
materialistycznych pobudek najniższego
rodzaju. Przykładowo, jest okropnie
leniwe - aby więc uwolnić się od
konieczności pracy "porywa" ono ludzi
nocami zaś ze zrabowanej ludziom spermy
i ovule hoduje dla siebie rodzaj
niewolników które nazywa "biorobotami".
Ponieważ szkoda mu tracić czas na nocną
regenerację, podczas porwań wysysa z
ludzi energię życiową swoimi zaawansowanymi
urządzeniami a potem eliminuje swoją
senność regenerując się tą energią.
Ponieważ nie chce mu się wkładać
wysiłku w rozwinięcie komputerowej
"sztucznej inteligencji" wyłapuje
inteligentne dusze ludzkie i więzi
je w swoich komputerach w których
dusze te przez całe następne wieki
niewolniczą w rolach inteligentnych
sterowników. Itd., itp. - po szczegóły
jego "wyczynów" i "nawyków" patrz
opisy ze strony
memoriał.
Z użyciem "serpenta Pająka" który odznacza
się owymi cechami tak przeciwstawnymi
do ludzkich, bardzo łatwo wyjaśnić
wszelkie paradoksy i niekonsekwnecje
dzisiejszej nauki ziemskiej. Przykładowo,
przy braku możliwości naukowego wyjaśnienia
dlaczego ktoś napytał aż tyle zła nauce
ziemskiej i ludzkości poprzez wysunięcie
i promowanie tak niedorzecznej i tak
szkodliwej ateistycznej niby-teorii,
jak owo twierdzenie o "ekspansji wszechświata"
oraz o "wielkim wybuchu", podczas
gdy jedynym faktem obserwacyjnym
z którego ta ateistyczna niby-teoria
została wyinsynuowana jest owo
"przesunięciu ku czerwieni" światła gwiazd –
wyjaśnienie takie natychmiast wynika
z serpenta Pająka. Mianowicie, "wielki
wybuch" został nauce podsunięty i
wmuszony do rozgłaszania właśnie
przez owego "serpenta Pająka". Serpent
ten wyjaśnia też jak jest to możliwe
że tylko jedna owa "niby-teoria"
nawprowadzała aż tyle błędnych idei
do kosmologii i do życia, które
obecnie Koncept Dipolarnej Grawitacji
musi mozolnie prostować i naprawiać,
oraz dlaczego efekt który je wyjaśnia
poprawnie jest nadal ignorowany przez
oficjalną fizykę i znany tylko empirycznie
np. przez "surferów" morskich.
Z kolei jeśli ktoś się zastanawia
dlaczego działają tzw. "Prawa Murphy’ego" -
chciaż praw tych faktycznie nie ma,
wyjaśnienie jest proste – zdarzenia
opisane tymi prawami są po prostu
psikusami płatanymi ludziom przez
owego "serpenta Pająka". Jeśli ktoś się
zastanawia dlaczego ogromna większość surowców naturalnych odkrywana jest przez radiestetów, chociaż oficjalna nauka nie jest w stanie udowodnić istnienia i działania ESP – znowu wyjaśnienia dostarcza ów serpent. Serpent ten po prostu skrycie fałszuje wyniki oficjalnych eksperymentów na temat ESP, tak aby oficjalna nauka ludzka nigdy nie była w stanie udowodnić istnienia ESP. Itd., itp.
Oczywiście "serpent Pająka" ma zastosowanie
dla praktycznie wszystkich dziedzin nauki
i techniki, a nie tylko do fizyki czy
kosmologii. Gdziekolwiek bowiem istnieje
jakiś paradoks, niedorzeczność, czy
naginanie praw wszechświata, mogą one
być prosto wyjaśnione z pomocą "serpenta".
Przykładowo, w medycynie wyjaśnia ono
dlaczego tak duży procent mężczyzn ma
bóle kręgosłupa (serpent bierze na nich
za coś odwet i wyrywa im dyski podczas
nocnych "porwań"). Dlaczego tak duży
procent kobiet ma kandydozę czyli grzybicę
lub drożdżycę pochwy (po angielsku
"thrush") - na przekór że nie są aktywne
seksualnie (męskie serpenty je gwałcą pod
hipnozą i zarażają je kandydozą).
W biologii wyjaśnia ono kto i dlaczego
wprowadził teorię naturalnej ewolucji
której prawdziwości nie podpiera nawet
jeden fakt, podczas gdy ignoruje się
wiedzę o stworzeniu świata fizycznego
i człowieka przez Boga, na przekór że
jej poprawność podpiera całe morze
niepodważalnych faktów, część z których
opisana jest w podrozdziale I2.2 monografii
[1/5]. (Przykładowo, jednym z niepodważalnych
dowodów na stworzenie zwierząt i człowieka
przez Boga jest tzw.
kod genetyczny.
Tzw. "Teoria Informacji" naukowo bowiem
udowodniła, że każdy "kod" albo "język"
musi być opracowany przez kogoś posiadającego
inteligencję. Tylko zaś Bóg mógł opracować
kod genetyczny.) W fizyce ów serpent wyjaśnia
dlaczego tak dużej liczby praw i obserwacji
oficjalnie nie wolno ani badać oni opisywać
w publikacjach, na przekór że na ich temat
istnieje obszerny materiał dowodowy
(np. rozważ stanowisko fizyki w sprawie
UFO, duchów, duszy, aury, ESP, itp.).
W astronomii ów serpent wyjaśnia dlaczego
"życia w kosmosie" poszukuje się na
najodleglejszych gwiazdach, podczas gdy
ignoruje się wszelkie dowody że owo
"życie" skrycie przybywa na naszą planetę
w celach rabunkowych już od tysiącleci.
W sprawach wiary ów serpent wyjaśnia
dlaczego oficjalnie twierdzi się że
Boga nie ma, chociaż istnieje zarówno
formalny
dwód na istnienie Boga,
jak i zatrzęsienie matriału dowodowego
który istnienie to konsystentnie potwierdza
(ten materiał dowodowy faktycznie zapełnia
cały tom 5 monografii [1/5]). W socjologii
i polityce wyjaśnia ono dlaczego politycy
i coraz większa część społeczeństwa unika
mówienia prawdy. Itd., itp.
Rozważając operowanie "serpenta Pająka" trzeba
jednak pamiętać o jego atrybutach wymienionych
poprzednio, przykładowo że jest okropnie
leniwy, że serpent ten praktykuje filozofię
pasożytnictwa
która mu nakazuje aby zawsze czyniło tylko to do
czynienia czego zostało jakoś przymuszone,
oraz że posiada ono wehikuły czasu a stąd
ma wgląd do przyszłości i wie dokładnie które
dzisiejsze zdarzenia zadziałają w przyszłości
na jego niekorzyść. Dlatego owo "serpent Pająka"
nie każdemu i nie w każdym przypadku "płata
swoje figle". Jego działanie jest więc wybiorcze
i daje się odnotować tylko wtedy gdy dane
zdarzenie wywiera silny wpływ na to co
stanie się w przyszłości - zaś w interesie
owego serpenta leży aby wpływ ten wyeliminować.
Dlatego za działanie tegoż serpenta Pająka nie wolno
nam uznawać np. każdego upadku kromki chleba
masłem na dywan - szczególnie jeśli upadki
takie wypełniają prawa statystyki i fizyki.
Gdyby jednak zorganizowany był oficjalny
eksperyment sprawdzający, raportowany
potem w podręcznikach, zaś liczba kromek
upadłych masłem w dół przekroczyłaby tą
wynikajacą z obowiązujących praw, wówczas
już trzeba się liczyć że serpent kromkom tym
nieodnotowywalnie "dopomógł". Wyrażając
to innymi słowami "serpent Pająka" sabotażuje
tylko te zdarzenia które w wyniku tego sabotażu
wykazują potem rozbieżność pomiędzy tym
co typowo dzieje się w faktycznym życiu,
a tym co stwierdziła oficjalna nauka lub
w co nakazano ludziom wierzyć, a także
wice wersa - znaczy jego interwencje mają
miejsce wówczas gdy zdarzenia z codzinnego
życia nagle zaczynają odbiegać od typowego
działania praw wszechświata. Najbardziej
też na sabotaże tego serpenta wystawieni są
ludzie którzy dokonują czegoś, co silnie
zaciąży kiedyś na przyszłości ludzkości.
Filozofia
totalizmu
uczy nas, że do każdego ludzkiego słowa
przywiązany jest trzywymiarowy bagaż.
Tylko wymiar intelektualny tego bagażu
zawiera informację co dane słowo oznacza.
Natomiast jego wymiary fizykalny i
uczuciowy zawierają pozaintelektualne
przekazy których zadaniem jest wzbudzanie
w naszym umyśle określonych skojarzeń
i reakcji, zaś w naszych emocjach wzbudzanie
określonych uczuć, za każdym razem
kiedy z wyrazem tym się zetkniemy.
To właśnie z uwagi na ów bagaż fizykalny
i emocjonalny przywiązny do licznych
popularnych nazw dla tego co lekarze
nazywają "penis", "vargina", czy "bo"
("bowel open"), dyscypliny medyczne
zmuszone były powprowadzać swoje własne
nazwy które wzbudzają medycznie-pożądane
skojarzenia, reakcje i uczucia. Podobnie
sytuacja ma się z innymi obszarami życia
które nauka ma obowiązek badać i wyjaśniać,
jednak które niechwalebnie dla siebie
ignoruje ponieważ do ich popularnych
nazw przywiązany został nietolerowalny
dla nauki bagaż fizykalny i uczuciowy.
Aby więc włączyć i te inne pojęcia do
sfery zainteresowań nauki, a tym samym
aby skończyć ten nazewniczy impas,
konieczne jest nadanie tym dotychczas
ignorowanym pojęciom jakiejś ściśle
naukowej nazwy. Nazwa "serpent Pająka"
jest moją propozycją rozwiązania tego
nazewniczego problemu.
Powołanie do życia serpenta Pająka i powszechne
wprowadzenia go do naukowych rozważań stwarza
aż kilka zasadniczych punktów przewagi nad obecnym
sposobem rozprawiania się przez naukę z
prześladującymi ją paradoksami i niekonsekwencjami
(polegającym na "chowaniu głowy w piasek"
oraz udawaniu że dana sprawa nie istnieje).
Serpent ten pozwala bowiem na otwarte adresowanie
problemów i na omawianie ich bez wskazywania
na kogoś palcem ani bez nazywania ich
po imieniu. Stąd zaś jest już tylko jeden
krok do praktycznego odkrycia kim właściwie
jest ów "serpent Pająka", jakie są jego cele,
oraz jakimi metodami ono działa – czyli do
bezryzykowego wydobycia na światło ustaleń
opisywanych na totaliztycznych stronach
internetowych (włączając w to m.in. niniejszą stronę).
"Serpent Pająka" początkowo nazywany był
"lichem Pająka". Jednak po szerszym sprawdzeniu
okazało się że nazwa "serpent" jest efektywniejsza
w tym szczególnym jej zastosowaniu.
Niezależnie od niniejszej strony
opisy "serpenta Pająka" zawarte
są też m.in. w punkcie #D2.2 na stronie internetowej o
Koncepcie Dipolarnej Grawitacji,
a także w podrozdziale I2.1.2 z tomu 5 monografii
[1/5].
Z kolei mitologiczna wymowa nazwy "serpent"
omawiana jest w punkcie #E2 strony o
pochodzeniu zła na Ziemi.
#G13.
Przeglądnij monografię
[1/5]
albo monografię
[1/4]
aby poznać następne przykłady mojego dorobku naukowego:
Mój dorobek naukowy znacznie przewyższa
to co dałoby się streścić na tak krótkiej
stronie internetowej Aby go poznać w
całości polecam przeglądnięcie monografii
[1/4]
upowszechnianej gratisowo m.in. za pośrednictwem
tej strony internetowej.
W tym miejscu powinienem też nadmienić,
że czas swojej pełnej profesury w jednym
z technicznie najbardziej zaawansowanych
krajów Wschodniej Azji postanowiłem m.in.
spożytkować na przygotowanie następnego
(przeredagowanego i udoskonalonego) wydania
5 swojej najważniejszej monografii naukowej.
Przeredagowywanie owej monografii [1/5] zacząłem
od jej tomu 5 - w całości poświęconego naukowym
dowodom na istnienie Boga, duszy, ducha, itp.
Niektóre tomy owego najnowszego wydania można
już obecnie gratisowo sobie ściągnąć z internetu,
klikając w "Menu 1" z tej strony na pozycję
Monografia [1/5].
Część H:
Poniżenia, prześladowania i sabotaże którym bez przerwy jestem poddawany:
#H1.
Konieczność ukrywania dorobku i brak uznania dla osiągnięć:
Tak jakoś się składa, że niemal nikt
nie wierzy w większość moich naukowych
odkryć. Co gorsza, ci co dowiadują
się co odkryłem, zamiast wykazać jakiś
rodzaj wdzięczności za to że staram
się im uświadomoć gorzką prawdę, wolą
raczej mnie poprześladować za to co
badam. W rezultacie, przez większość
życia zmuszony jestem utrzymywać w
rodzaju jakby niemówionej tajemnicy
badnia którymi się zajmuję. Na przekór
więc że mój dorobek naukowy jest
ogromny, większość z tego dorobku
oficjalnie muszę ukrywać i nie
przyznawać się że reprezentuje on
moje dokonania.
Motto:
"Gdy ktoś zechce kogoś pobić, kij zawsze się znajdzie."
Jednym ze sposobów na jaki manifestuje
się owa szatańska furia moich prześladowców,
jest nieustanne sabotażowanie wszystkich
stron internetowych jakie ja opublikowałem.
Sabotażowanie to jest jednak bardzo
zręczne i przewrotne - tak jak zresztą
wszystko co tylko czynią owi sekretni
okupanci naszej planety. Zawsze
bowiem jest ono organizowane w taki
sposób aby wyglądało jak przypadek,
zbieg niekorzystnych okoliczności,
zepsucie, działanie sił natury, itp. -
znaczy wyglądało jak wszystko poza tym czym faktycznie
jest, czyli bezpardonowym sabotażowaniem.
Stąd ogromnie trudno jest wskazać palcem
kto za nim się kryje i jak go dokonuje.
Ponadto, metody owego sabotażowania są
tak liczne, zaś ich zmyślność tak różnorodna,
że
jest niemal niemożliwym aby wszystkie
je zidentyfikować i opisać.
Ja już od dosyć dawna jestem świadomy
istnienia tego zmyślnego sabotażowania
moich stron i mojej działalności.
Dlatego w miarę swoich skromnych możliwości
staram się je nieustannie dokumentować.
Faktycznie też dla opisania sabotaży stron
totalizmu przez owych szatańskich
podmieńców
opracowałem nawet odrębną stronę internetową
całkowicie sabotażom tym poświęconą. Strona
ta nosi nazwę
sabotaże.
Polecam jej przeglądnięcie. Niestety, sposobów
na jakie sabotażowane są strony internetowe
które ja publikuję jest tak wiele, są one tak
trudne do wykrycia i do udokumentowania, oraz
sposoby te zmieniają się tak szybko, że nie
jest możliwym opisanie ich wszystkich. Stąd
te sposoby sabotażowania które zdołałem już
poodkrywać i które opisuję na w/w stronie
sabotaże,
reprezentują jedynie małą kroplę w ogromnym
morzu skrytej działalności owych diabolicznych
okupantów
Ziemi. Niemniej ciągle warto je poznać,
bowiem dają one jakieś pojęcie jak zmyślne
i jak różnorodne są metody sabotażowania
używane przez owe istoty. Sprawę wypunktowywania
owych sabotaży pogarsza też fakt, że owi
skryci okupanci naszej planety są wysoce
inteligentni, oraz że czytają oni uważnie
moje strony internetowe. Natychmiasty więc
po tym kiedy ujawnię jakąs metodę sabotażowania
której oni używają, istoty te zmieniają tą
metodę na zpełnie odmienną. W ten sposób
niemal wszystkie konkretne przykłady sabotażowania,
które ja ujawniam na swojej stronie
sabotaże,
wprawdzie miały miejsce w przeszłości, jednak
nie w każdym opisywanym przypadku da się je
też nadal odnotować na moich stronach aż do
dzisiaj.
Jak już to podkreśliłem powyżej, owych
metod sabotażowania jest ogromnie dużo.
Dla szerszego ich poznania polecam wiec
zapoznanie się ze stroną
sabotaże.
Jednak aby dać już tutaj czytelnikowi jakiś
przedsmak jak zmyśle i szatańskie są
niektóre z tych metod, poniżej przytoczę chociaż
kilka ostatnio odnotowalnych ich przykładów.
Pierwszym z tych przykładów jest szczególny
rodzaj rzekomego błędu którego komunikat pojawia
się często przy załadowywaniu niektórych
stron totalizmu. Komunikat ten jest relatywnie
łatwo wygenerować, zaś po jego wywołaniu
straszy on odwiedzających moje strony bardzo
efektywnie. Przykładowo, kiedy na początku
2007 roku fala takich komunikatów została
powprowadzana do niemal wszystkich moich
stron internetowych, proporcja ludzi
którzy zaniechali oglądania tych stron
już po pierwszym rzuceniu na nie okiem
faktycznie się potroiła. Używając bezpiecznego
i prostego języka HTML, zasymulowałem
tu w uproszczeniu przykład wyglądu tego komunikatu.
Przykład ten przytaczam poniżej. Pokazuję
go tu jednak tylko jeśli czytający życzy
sobie go zobaczyć. Aby go zobaczyć należy
kliknąć na następujący guzik:
Aby zaś komunikat ten zniknął, trzeba kliknąć
w nim na "OK". Oczywiście, taki nachalnie
pojawiający się komunikat rzekomego błędu
zniechęca do oglądania moich stron wszystkich
co bardziej bojaźliwych i powierzchownie
myślących oglądających. Tymczasem jego
wprowadzanie do moich stron jest dla
podmieńców-UFOnautów bardzo proste. Podmieńcy
ci po prostu podmieniają na moich stronach
internetowych kod wywołania mojego "licznika
odwiedzin", na kod wywołania ichniego
"specjalnego" licznika odwiedzin który
wysyła na moją stronę jeden z komunikatów
takich rzekomych błedów. Ten specjalny
licznik odwiedzin opracowany przez
UFOnautów-podmieńców jest więc rodzajem
"konia trojańskiego" za pomocą którego wprowadzją
oni komunikaty błędów na moje strony.
Jak dotychczas odkryłem już kilka takich
"specjalnych liczników odwiedzin" opracowanych
przez podmieńców, które często podmieniane
są na liczniki odwiedzin których ja używam.
Jeden z przykładów tych ichnich "specjalnych
liczników odwiedzin" który mogę tytaj ujawnić
ma adres
www.numbernumber.net.
(Ja sam nigdy nie używałem liczników odwiedzin
oferowanych pod owym adresem, niemniej
linki do tych liczników tajemniczo i bez
przerwy pojawiają się na moich stronach.)
Oczywiście ja staram się eliminować te
konie trojańskie z moich stron kiedy
tylko odnotuję że zostały one podmienione
pod któryś z moich własnych liczników
odwiedzin. Ponieważ jednak ja prowadzę
wiele stron totalizmu, zaś podmieńcy-UFOnauci
podmieniają mi owe liczniki praktycznie
bez przerwy, zawsze na którychś z moich
stron owe "konie trojańskie" nadal dokonują
swojej sabotażowej działalności.
Kolejnym przykładem zniechęcania do
oglądania moich stron był komunikat który
na początku maja 2007 roku zaczął pojawiać
się w wyszukiwarce "Google" na czwartej i
następnych stronach
googlowskich wyszukiwań referujących do moich opracowań.
Komunikat ten stwierdzał co następuje, cytuję:
In response to a
legal request submitted to Google, we have
removed 1 result(s) from this page. If you
wish, you may read more about the request
at ChillingEffects.org.
(W moim luźnym tłumaczeniu: "w odpowiedzi na
nakaz sądowy, usunęliśmy 1 wynik z niniejszej
strony. Jeśli zechcesz, możesz poczytać sobie
więcej na temat tego nakazu pod ChillingEffects.org".)
Oczywiście, faktycznie ów nakaz sądowy wogóle
ani nie dotyczył moich stron internetowych ani
nie miał ze mną nic do czynienia. Jednak jakiś
podmieniec-UFOnauta
który zdołał wkręcić się cichcem do Google
aby sekretnie sabotażować działalność owej
organizacji, umieścił owo straszące wszystkich
ludzi
ostrzeżenie na stronach odnoszących się
do moich opracowań i do mojej osoby. Odniósł
on też tym swój przewrotny cel. Wszakże takie
ostrzeżenie wyraźnie zniechęcało do oglądania
moich stron wszystkich co bardziej bojaźliwych
i co bardziej podejrzliwych poszukujących.
W rezultacie czytelnictwo moich stron w maju
2007 spadło do jedynie połowy tego z poprzedniego
miesiąca.
Interesujące w całym tym skrytym zniechęcaniu
do czytania moich stron jest też jak starannie
podmieńcy-UFOnauci unikają dostarczenia namacalnych
dowodów na poprawność moich słów, oraz jak
uważnie obserwują oni każdy mój ruch. Zaledwie
bowiem w kilka godzin poźniej po tym jak
w dniu 30 maja 2007 roku umieściłem tu niniejszą
informację o owym googlowskim zwodniczym
komunikacie, komunikat ten nagle zniknął
i przestał pojawiać się w Google jakby
nigdy go tam nie było. Podobnie szybko
znika też każdy inny materiał dowodowy na
sekretną okupację Ziemi przez moralnie upadłych UFOnautów,
jaki tylko opiszę na swoich stronach internetowych.
Oczywiście, powyższe to tylko małe przykłady
z ogromnego oceanu sabotaży. Inne manifestacje
owych sabotaży obejmują, między innymi,
deletowanie przez podmieńców zgłoszeń
moich stron internetowych do wyszukiwarek,
deletowanie całych moich witryn internetowych
(długa lista moich witryn wydeletowych
przez UFOnautów jest podana w "Menu 4"
na końcu polskojęzycznego wykazu),
zmienianie tekstu na moich
stronach, sabotażowanie ilustracji na moich
stronach internetowych (np. ich zaciemnianie),
skryte wprowadzanie błędów do moich ilustracji
i do oprogramowania stron, podmienianie liczników
odwiedzin na moich stronach, itd., itp. - po
szczegóły patrz owa strona
sabotaże.
Ponieważ wszystko co popularyzuje wyniki
moich badań jest zawsze przedmiotem
jakiegoś skrytego choć efektywnego
sabotażu, czytelnik może w bardzo łatwy
sposób sam się przekonać na własnej
skórze, że owo skryte sabotażowanie moich
wysiłków jest faktem a nie mitem. Wystarczy
bowiem aby czytelnik zaczął jakoś popularyzować
wyniki moich badań, a natychmiast coś się
zdarzy co zasabotażuje i wysiłki czytelnika.
Z kolei takie zdarzenie, które faktycznie
będzie skrytym sposobem zasabotażowania
również i działań czytelnika, dostarczy
mu namacalnego dowodu że to co tutaj
wyjaśniam na temat ukrytej okupacji
naszej planety przez ostatnie kilka
tysiącleci, jest szokującą prawdą.
Przy okazji czytelnik też odkryje
jeszcze jedną metodę za pomocą której
owi przewrotni UFOnauci są w stanie
skrycie zasabotażować czyjeś działania.
Na zakończenie tego punktu chciałbym
tutaj podkreślić, że faktyczne istnienie
opisywanych tutaj upartych oraz nachalnych
sabotaży stron które ja publikuję zawiera
w sobie dosyć istotną wiadomość. Ponieważ
wielu czytelników widzi oznaki sabotażowania
moich stron, jednak przeacza ową wiadomość
którą sabotaże te pośrednio sobą przekazują,
poniżej przytoczę tą wiadomość w formie
słownego opisu. Stwierdza ona co następuje.
Na przekór że wielu ludzi uparcie odmawia
odnotowania tego faktu, planeta Ziemia jest
jednak sekretnie okupowana przez szatańskich
krewniaków ludzi, którym strony ujawniające
ową sekretną okupację są ogromnie nie na rękę.
Doskonale zaś dla wszystkich widocznym dowodem
na faktyczne istnienie owej okupacji, jest
między innymi właśnie fakt upartego, zmyślnego,
oraz nieustającego sabotażowania stron
internetowych które ja publikuję.
Kiedy więc następnym razem czytelnik
napotka coś zmyślnego co albo będzie mu
utrudniało oglądnięcie moich stron, albo
też będzie go do oglądnięcia tego zniechęcało,
zamiast poddawać się zwodniczemu działaniu
tego czegoś, powinien on raczej potraktować
to jako zachętę aby na przekór wszystkiego
strony te jednak przeglądnąć. Wszakże stara
prawda stwierdza, że wszystko
co jest nie na rękę naszym wrogom, okazuje
się być bardzo istotne dla nas samych.
Część I:
Moje życie prywatne:
#I1.
Byłem adoptowany przez kota:
Motto:
"Jest ogromnym honorem zostać adoptowany przez mądrego kota."
W 1999 roku mieszkałem w maleńkim
miasteczku zwanym Timaru. Nasi sąsiedzi
mieli wspaniałego kota zwanego "Teecee".
Kot ten jakoś od razu adoptował nas i
często przychodził do naszego mieszkania
aby się z nami pobawić. Było to niemal
tak jakby znał przyszłość i wiedział
że wkrótce będzie częścią naszej
rodziny. Pewnego dnia sąsiedzi nas
poinformowali, że emigrują z Nowej
Zelanii do Australii i nie zamierzają
zabierać Teecee ze sobą. Jeśli go chcemy
możemy go sobie zabrać, bowiem w przeciwnym
przypadku będzie musiał zostać "uśpiony".
W ten sposób Teecee stał się członkiem
naszej rodziny. Był to ogromnie inteligentny
kot. Poziom jego inteligencji oceniam
na poziomie około 2-letniego dziecka.
Był też bardzo uczuciowy i wyraźnie
demonstrował swoje uczucia. Ponadto
był lojalny niemal jak pies a nie jak kot.
Jego dokładne poznanie otwarło dla mnie
wiele sektretów świata zwierzęcego które
mają odzwierciedlenie w wynikach moich
badań. Niestety, Teecee został brutalnie
zamordowany. Zakończył swoje krótkie życie
w dniu 27 września 2006 roku. Najwyraźniej
do jego zamordowania użyta została
jakaś emisja wysokiej energii która
celowo zaindukowała w nim raka.
Na krótko bowiem przed jego śmiercią,
końcówki futra na plecach, szyi, oraz
końcach uszu Teecee były popalone i
poskręcane jakby gorącym płomieniem.
Popalenie to wyraźnie widać nawet na końcach
uszu Teecee na zdjęciu pokazanym poniżej.
Osobiście wierzę, że podobna emisja
morderczej energii używana też była
w broni zwanej "moko-moko" - jaką
opisałem i zilustrowałem na stronie
internetowej o
Św. Andrzeju Bobola.
Zapewne tą samą lub podobną bronią
ja sam też zostałem postrzelony w
brzuch w 2007 roku, o czym piszę
dokładniej w punkcie #D3 (3) strony
internetowej o
karmie.
Wiecej na temat śmierci Teecee wyjaśniam
w punkcie #B3 na stronie internetowej o
bandytach w naszym gronie.
Fot. #5: Mój ukochany towarzysz i czworonożny przyjaciel o imieniu Teecee.
Zwróć uwagę na jego smutne oczy - w których widać już przeczucie śmierci.
Na przekór jego maleńkich rozmiarów, jego znaczenie w moim życiu
było równie przeogromne jak jego kochające serduszko. To właśnie
ten niepozorny Teecee potrafił mnie nauczyć tak wiele na temat miłości
oraz na temat doceniania wartości i kruchości życia. Nie jestem w stanie
opisać smutku, rozpaczy i odczucia tregedii jakie mnie przepełniają od
czasu kiedy Teecee został zamordowany w tak brutalny sposób przez
zezwierzęconych krewniaków ludzkości. Mój cały świat runął w proch
z chwilą jego śmierci. Moje serce przepełnione jest bólem jakiego nie
jestem nawet w stanie wyrazić. Teecee, ja nigdy Cię nie zapomnę i
na zawsze pozostaniesz w mojej pamięci i sercu.
Niniejsza fotografia została wykonana na
mniej niż 24 godziny przed śmiercią Teecee
w środę, dnia 27 września 2006 roku, około
godziny 12:30. W chwili wykonywania tego
zdjęcia Teecee już ogromnie cierpiał. Wszakże
górna część jego prawego płata płucnego była
wówczas już zapadnięta. Całe też jego płuca były
jakby jedną otwartą raną. Teecee umarł bowiem
w następstwie użycia na nim nocą z niedzieli
na poniedziałek, 17 na 18 września 2006 roku,
maszyny do celowego indukowania raka.
Maszyna ta rzuciła na Teecee jakąś wiązkę
promienowania które było aż tak potężne że
spaliło ono końcówki jego sierści na plecach,
tyle karku, oraz czubkach uszu. Nawet
na powyższym zdjęciu dobrze widoczne są
upalenia czubków obu jego uszu. Począwszy
od owej nocy miał on nasilające się objawy
jakby potężnej choroby popromiennej.
#I2.
Moja żona:
Motto:
"Za każdym mężczyzną substancji stoi niezwykła kobieta."
Istnieje jeden honor jakiego dostąpiłem
w swoim życiu, a jaki jest szczególnie
miły mojemu sercu. Jest to moja żona.
Jej ojciec był jednym z owych arystokratów
ze Wschodu, który stracił swoją fortunę,
jednak utrzymał tytuł. Stąd moja żona
odziedziczyła tytuł "Szejka" od niego,
jednak bez fortuny Szejka jaka by z
tytułem tym się wiązała. Tytuł ten
ma ona nawet wpisany w swój paszport.
(Dzięki Bogu za ten brak fortuny, w
przeciwnym wypadku ja prawdopodobnie
nigdy nie miałbym możności aby ją
poznać, nie wspominając już faktu
że wówczas moja żona zapewne byłaby
rodzajem popsutej bogaczki, niemożliwej
do współżycia ze zwykłym śmiertelnikiem.)
Stąd, ów honor jaki jest tak miły mojemu sercu, to że
jestem mężem pięknej kobiety która nie tylko nosi tytuł
Szejka, ale również posiada i klasę Szejka. Ponadto, w
dzisiejszych trudnych czasach nasze małżeństwo jest
wysoce symboliczne. Udowadnia ono bowiem, że kultura
Wschodu może współistnieć z kulturą Zachodu na zasadach
wzajemnej miłości, poszanowania i pokoju, oraz że każda
z tych dwóch doniosłych kultur jest w stanie wzbogacać
życie tej drugiej. Obecnie często się zastanawiam, jak
mąż utytułowanego Szejka powinien się nazywać. Czy jest
on Szejkanek (po angielsku: Sheikher),
Szejkomość (po angielsku: Sheikhness), czy
Szejkowski (po angielsku: Shaker)? A może
jeszcze coś innego? Wszakże gdybym był mężem księżniczki
z, powiedzmy, Anglii, zwracanoby się zapewne do mnie
"jego wielmożność", "jego wysokość", czy też "jego
eminencja", nie zaś: "hej ty Pająk"!
Fot. #6: Ja w Rzymie z moim osobistym Szejkiem.
(Kliknij na to zdjęcie kiedy zechcesz je powiększyć.)
Część J:
Podsumowanie, oraz informacje końcowe tej strony:
#J1.
Podsumowanie tej strony:
"Prawda musi przebijać się po
cierniowej drodze."
Z kolei
życie tych co poświęcili się
służbie prawdy wcale nie jest
usłane różami.
#J2.
Moje dane kontaktowe:
Oto moje aktualne adresy emailowe, tj. adresy
dra inż. Jana Pająka
(a przez okres od 1 marca 2007 do
31 grudnia 2007 roku - Prof. dra inż. Jana Pająka):
Adresy te zestawiłem powyżej w kolejności zaobserwowanej
empirycznie częstotliwości z jaką czasami emaile czytelników
zdołają się przebić przez blokadę która na adresy te została
nałożona (tj. od najmniej do najbardziej sabotażowanych).
Proszę jednak odnotować, że praktycznie wszystkie moje
adresy emailowe są sabotażowane - zapewne przez owego
"serpenta Pająka" opisanego m.in. na stronie o
Koncepcie Dipolarnej Grawitacji,
a także w podrozdziale I2.1.2 z tomu 5 najnowszej monografii
[1/5].
Dlatego jeśli długo nie odpowiadam na dany email
zwykle to oznacza że został on przez owego "serpenta
Pająka" zatrzymany w drodze i że trzeba powtórzyć
jego wysyłkę - najlepiej na odmienny z powyższych
adresów.
W przypadku wysyłania mi emaila zawierającego jakąś
prośbę - szczególnie taką która wymagała będzie ode
mnie wykonania szeregu pracochłonnych i/lub czasochłonnych
działań, dla umotywowania mnie do szybszej odpowiedzi
proponuje w P.S. do swego emaila zawrzeć odpowiedź na
chociaż jedno z pytań ktore zawarłem na stronie internetowej o
Korei.
W istotnych
sprawach można się ze mną również skontaktować przez
mój adres pocztowy. Adres ten w 2007 roku był jak
następuje: Prof. dr inż. Jan Pająk, P.O. Box 33250, Petone 5046,
New Zealand.
W końcu, w
szczególnie pilnych sprawach można do mnie też zadzwonić.
Mój telefon domowy w Nowej Zelandii ma numer (+)
64-4 56-94-820, gdzie (+) to wyjście na centralę
międzynarodową (w niektórych krajach może być inne niż
"00"), 64 to numer Nowej Zelandii, 4 to numer Wellington
(w obrębie Nowej Zelandii trzeba go wykręcać jako 04),
zaś 56-94-820 to numer telefonu naszego mieszkania
w Wellington. (Warto jednak odnotować, że czas w Nowej
Zelandii jest około 12 godzin wcześniejszy niż czas w Polsce,
oraz że moja żona nie zna języka polskiego.) Warto też
wiedzieć, że swoje letnie wakacje, które w Nowej
Zelandii rozciągają się od grudnia do początka
lutego, zwykle spędzam w Malezji, gdzie jestem
dostępny tylko przez email oraz przez numer mojego
malezyjskiego telefonu komórkowego - który
podczas każdych malezyjskich wakacji
jest inny.
Warto też odnotować, że niektóre moje dane
kontaktowe, pod jakie również można wysyłać
ewentualne uwagi lub zapytania, podane są
na stronie:
faq (najczęstrze zapytania).
Tam również dostępne są mój adres pocztowy
i numer telefonu.
If you prefer to read in English
click on the flag
(Jeśli preferujesz język angielski
kliknij na poniższą flagę)
Data zapoczątkowania budowy tej strony internetowej: 25 maja 2004 roku.
Data jej najnowszego aktualizowania: 6 października 2007 roku.
(Sprawdź w "Menu 3" czy już istnieje nawet jej nowsza aktualizacja!)