Free Web Site - Free Web Space and Site Hosting - Web Hosting - Internet Store and Ecommerce Solution Provider - High Speed Internet
Search the Web
Prof. dr inż. Jan Pająk: notka autobiograficzna
(wielojęzycznie, np. po angielsku For English version click on this flag, polsku Dla polskiej wersji kliknij na ta flage, itp.)
Uaktualizowano:
6 października 2007


Kliknij "X" lub "No" jeśli sabotażująca plansza rzekomych błędów usiłuje przeszkodzić w oglądnięciu tej strony.



Menu 1:

(Wybór języka:)


(Strona główna:)

Index

(Po polsku:)

O mnie (Prof. dr inż. Jan Pająk)

Koncept Dipolarnej Grawitacji

Darmowa energia

Telekinetyczne ogniwo

Telekineza

Strefa wolna od telekinezy

Telepatia

Sejsmograf

Artyfakt

Totalizm

Pasożytnictwo

Karma

Prawa moralne

Wehikuły czasu

Napędy

Magnokraft

Komora oscylacyjna

Militarne użycie magnokraftu

Tapanui

Nowa Zelandia

Dowody działań UFO na Ziemi

UFO

Chmury-UFO

Bandyci wśród nas

Tornado

Huragany

Katrina

Lawiny ziemne

Zburzenie hali w Katowicach

Ludobójcy

26ty dzień

Przepowiednie

Plaga

Podmieńcy

WTC

Columbia

Kosmici

UFOnauci

Zło

Antychryst

O Bogu

Nirwana

Prawda

Poszukuję pracy

Aleksander Możajski

Świnka z chińskiego zodiaku

Zdjęcia ozdobnych świnek

Owoce tropiku

Uzdrawianie

Ewolucja ludzi

Wszystko-w-jednym

Grecka klawiatura

Rosyjska klawiatura

Rozwiązanie kostki Rubika 3x3=9

Rozwiązanie kostki Rubika 4x4=16

Wrocław

Malbork

Milicz

Bitwa o Milicz

Św. Andrzej Bobola

Wszewilki

Zwiedzaj Wszewilki i Milicz

Wszewilki jutra

Zlot "Wszewilki-2007"

Unieważniony Zjazd "2007"

Poprzedni Zlot "2006"

Raport Zlotu "2006"

Hosta

Korea

Lepsza ludzkość

Partia totalizmu

Absolwenci 1964

Absolwenci 1970

FAQ - częste pytania

Replikuj

Memoriał

Sabotaże

Menu 2

Menu 4

Źródłowa replika tej strony

Tekst [8p]

Tekst [7]

Tekst [7/2]

Tekst [7b]

Tekst [6/2]

Tekst [5/4] 1, 2, 3

Tekst [4c]: 1, 2, 3

Tekst [4b]

Tekst [3b]

Tekst [2]

Tekst [1/3]: 1, 2, 3

X tekst [1/4]:

Monografia [1/4]:
P, 1, 2, 3, E, X

Monografia [1/5]:


(In English:)

About me (Dr Jan Pajak)

Concept of Dipolar Gravity

Free energy

Telekinetic cell

Telekinesis

Telekinesis Free Zone

Telepathy

Seismograph

Artefact

Totalizm

Parasitism

Karma

Moral laws

Time vehicles

Propulsion

Magnocraft

Oscillatory Chamber

Military use of magnocraft

Tapanui

New Zealand

Evidence of UFO activities

UFO

Cloud-UFOs

Bandits amongst us

Tornado

Hurricanes

Katrina

Landslips

Demolition of hall in Katowice

Predators

26th day

Plague

Changelings

WTC

Columbia

Aliens

UFOnauts

Evil

Antichrist

About God

Nirvana

Truth

About me (Prof. Dr Eng. Jan Pajak)

My job search

Aleksander Możajski

Pigs from Chinese zodiac

Pigs Photos

Tropical fruit

Healing

Evolution of humans

All-in-one

Greek keyboard

Russian keyboard

Solving Rubik's cube 3x3=9

Solving Rubik's cube 4x4=16

Wrocław

Malbork

Milicz

Battle of Milicz

St. Andrea Bobola

Wszewilki

Wszewilki of tomorrow

Hosta

Korea

Better humanity

Party of totalizm

FAQ - questions

Replicate

Sabotages

Menu 2

Menu 4

Source replica of this page

Text [8e]

Text [7]

Text [7/2]

Text [6/2]

Text [5/3]

X text [2e]

Text [2e]: 1, 2, 3

X text [1e]

Text [1e]: 1, 2, 3

X text [1/4]:

Monograph [1/4]:
E, 1, 2, 3, P, X

Monograph [1/5]:


(Hier auf Deutsch:)

Über mich

Freie Energie

Telekinesis

Moralische Gesetze

Totalizm

Menu 2

Menu 4

Quelreplica dieser Seite


(Aquí en espańol:)

Sobre mí

Energía libre

Telekinesis

Leyes morales

Totalizm

Menu 2

Menu 4

Reproducción de la fuente de esta página


(Ici en français:)

Au sujet de moi

Énergie libre

Telekinesis

Lois morales

Totalizm

Menu 2

Menu 4

Reproduction de source de cette page


(Qui in italiano:)

Circa me

Energia libera

Telekinesis

Leggi morali

Totalizm

Menu 2

Menu 4

Replica di fonte di questa pagina




Menu 2:

(Przesuwne)

(Oto wykaz wszystkich stron z TEGO serwera, w zestawieniu językowym - w 8 językach. Wybierz interesującą Cię stronę manipulując suwakami, potem kliknij na nią aby ją uruchomić:)

Tu powinna być wyświetlona strona menu2.htm.

(Ten sam wykaz daje się też wyświetlić z "Menu 1" poprzez kliknięcie tam na pozycję "Menu 2".)



Menu 3:

(Alternatywne adresy internetowe tej strony, np.:)

energia.sl.pl

milicz.fateback.com

timevehicle.150m.com

www.totalizm.pl

ufonauci.w.interia.pl

i.1asphost.com/1964

angelfire.com/psy/antichrist

energy.atspace.org

evidence.ueuo.com

evil.thefreehost.biz

fruit.sitesled.com

karma.freewebpages.org

one.fsphost.com/parasitism

parasitism.host-ed.net

wszewilki.greatnow.com




Menu 4:

(Przesuwne)

Oto wykaz wszystkich moich stron ze wszystkich serwerów. Strony te najpierw zestawione są językami (tj. jako strony po polsku, angielsku, niemiecku, francusku, hiszpańsku, włosku, grecku, oraz rosyjsku.) Dla każdego zaś języka strony zestawione są przedmiotowo. Wybierz interesującą Cię stronę manipulując suwakami, potem kliknij na nią aby ją uruchomić:

Tu powinna być wyświetlona strona menu.htm.

(Ten sam wykaz daje się też wyświetlić z "Menu 1" poprzez kliknięcie tam na pozycję "Menu 4".)


Motto: "Pojawił się człowiek posłany przez Boga - Jan mu było na imię. Przyszedł on na świadectwo, aby zaświadczyć o światłości, by wszyscy uwierzyli przez niego. Nie był on światłością, lecz [posłanym], aby zaświadczyć o światłości. Była światłość prawdziwa, która oświeca każdego człowieka, gdy na świat przychodzi. Na świecie było [Słowo], a świat stał się przez Nie, lecz świat Go nie poznał. Przyszło do swojej własności, a swoi Go nie przyjęli. Wszystkim tym jednak, którzy Je przyjęli, dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi, tym, którzy wierzą w imię Jego - którzy ani z krwi, ani z żądzy ciała, ani z woli męża, ale z Boga się narodzili. A Słowo stało się ciałem ..." (Cytowanie z bibilijnej Ew. Św. Jana 1:6-14.)

Mam na imię Jan i witam na mojej stronie autobiograficznej prezentującej najważniejsze fakty na temat mojego życia. Na przekór że w swoim życiu opracowałem już ponad setkę odmiennych stron internetowych, najtrudniej z nich wszystkich przychodzi mi poszerzanie i aktualizacja tej właśnie strony. Aby dać czytelnikowi jakiś pogląd o poziomie oporów wewnętrznych które zmuszony byłem przełamywać aby podjąć aktualizację tej strony, to od pierwszego marca 2007 roku doświadczyłem honoru zostania zaproszonym na okres 10 miesięcy na pozycję pełnego profesora przez jeden z wiodących universytetów ze Wschodniej Azji. Taka zaś pełna profesura na szeroko znanym uniwersytecie w jednym z technicznie najbardziej obecnie zaawansowanych krajów świata, to ogromny zaszczyt i wyraz uznania dla mojego dorobku naukowego. Na przekór tego, ja miałem tak poważne opory przed ujawnieniem owego wyróżnienia na niniejszej stronie, że stronę tą utrzymywałem w nieaktualnym stanie i chodziłem dookoła sprawy jej aktualizowania jak przysłowiowy "pies chodzi dookoła jeża" aż do dnia 12 maja 2007 roku - kiedy to w końcu zmogłem się aby wprowadzić do niej informację o zaszczytnej pozycji którą wówczas zajmowałem.


Część A: Informacje wprowadzające do tej strony:

      


#A1. Dlaczego najtrudniej jest mi pisać o sobie samym:

Motto: "Prawda zraża. Prawda zawsze jest bolesna. Prawda w oczy kole."

       Ci z czytelników którzy znają mój dorobek naukowy doskonale zapewne wiedzą, że sporo krytykantów uważa się za grzecznych i dyplomatycznych jeśli opisuje ten dorobek wyrazem kontrowersyjny. Nie jest też niczym niezwykłym napotkanie w internecie anonimowych wypowiedzi używających najróżniejszych mniej wybrednych nazw. Powodem zaś takiej kampanii prześladowania tego dorobku jest jedno odkrycie naukowe które zresztą siłą wmusili we mnie ci co obecnie tak zawzięcie prześladują to co odkryłem. Mianowicie, jest to odkrycie istnienia sekretnej okupacji naszej planety przez szatańskie istoty ogromnie podobne do ludzi. Przez ostatnie tysiąclecia istoty te były nazywane z użyciem wielu odmiennych nazw. Moim jednak zdaniem, najodpowiedniejsza ich nazwa to podmieńcy. (Odnotuj że wszystkie słowa niniejszej strony, które wyróżnione są kolorem zielonym z podkreśleniem, faktycznie są linkami do oddzielnych stron internetowych w całości poświęconych danemu tematowi. Wystarczy więc kliknąć na dany link aby przenieść się na taką odrębną tematycznie stronę i zapoznać szerzej z tą tematyką.) Nazwa podmieńcy nadana została tym istotom przez folklor ludowy aż kilku krajów. Wynika ona z ich brzydkiego zwyczaju, że jeśli podmieńcy ci zechcą zająć stanowisko jakiegoś wpływowego człowieka, wówczas przechodzą operację plastyczną aby do niego się upodobnić, poczym pod niego się podmieniają. Pełniejsze wyjaśnienie kim właściwie są owe szatańskie istoty, jak inaczej też je nazywamy, oraz jakie są ich działania na Ziemi, zawarłem aż na kilku odrębnych stronach internetowych, np. na stronie o pochodzeniu zła. Tutaj jedynie wspomnę że (a) są one najbliższymi krewniakami ludzi, że (b) wyglądają one niemal identycznie jak ludzie - a stąd mogą zajmować kluczowe pozycje administracyjne w najróżniejszych ludzkich instytucjach bez zostania rozpoznanymi przez ludzi, że (c) właśnie w obecnych czasach istoty te usiłują zniszczyć naszą cywilizację, oraz że (d) o istnieniu i sekretnym działaniu tych istot na Ziemi ostrzega nas nawet treść Biblii. Stąd moje naukowe ujawnienie istnienia i działalności tych "podmieńców", znacząco utrudnia im np. wysyłanie niewinnych ludzi na wojny i uzasadnianie dlaczego jedni ludzie powinni strzelać do innych. To jedno moje odkrycie skierowało więc na mnie całą szatańską furię sekretnej organizacji owych zbrodniczych istot.
       Z upływem czasu także kolejne następne moje odkrycia naukowe i wynalazki techniczne też zaczęły działać przeciwko machinacjom tych szatańskich istot. Przykładowo, tak właśnie działa mój wynalazek statku kosmicznego z napędem magnetycznym, nazywanego magnokraftem, a także wynalazek pędnika dla magnokraftu - czyli urządzenia technicznego zwanego komorą oscylacyjną. Wszakże szerokie rozpopularyzowanie magnokraftu i komory oscylacyjnej okropnie utrudnia życie tym z owych "podmieńców", którzy zdołali powkręcać się do zarządów takich instytucji jak NASA czy Europejska Agencja Kosmiczna, aby od wewnątrz sabotażować działania tychże istytucji. Wszakże w obliczu coraz szerszej znajomości magnokraftu i komory oscylacyjnej wśród ludzi, coraz trudniej owym "podmieńcom" z tamtych instytucji przekonywać swoich mocodawców dlaczego powinni wydawać miliony na rozwijanie prymitywnego napędu rakietowego, jednocześnie zaś zupełnie ignorować napęd magnetyczny. Podobnie ma się sprawa mojego odkrycia naukowego, że istnieje zjawisko będące dokładną odwrotnością tarcia. Zjawisko to spontanicznie absorbuje energię cieplną oraz generuje energię ruchu. (Jak pamiętamy tarcie spontanicznie absorbuje energię ruchu oraz generuje energię cieplną.) Ja nazywam to zjawisko efektem telekinetycznym. Jego cechą jest, że pozwala ono na budowanie relatywnie prostych generatorów elektryczości, które spontanicznie absorbują ciepło z otoczenia oraz generują przepływ elektronów w przewodnikach - czyli generują prąd elektryczny. Generatory te działają więc podobnie jak odwrotność tzw. "pomp ciepła" o sprawności ponad 100%. Ich popularna nazwa to telekinetyczne generatory darmowej energii. Oczywiście, moje publikacje o możności zbudowania takich generatorów oraz o ich zasadzie działania dokumentnie mieszają w kwitach wszystkim tym "podmieńcom" którzy sabotażując ziemskie korporacje energetyczne wydają miliony z portfeli podatników na rozwijanie szkodliwych dla zdrowia ludzi i dla naturalnego środowiska sposobów generowania energii, jednocześnie zaś blokują wszelkie próby wydania choćby jednego centa na badania nad darmową energią. Jeszcze inne wyniki moich badań naukowych podobnie efektywnie utrudniają bezkarną działalność owych "podmieńców" w dalszych instytucjach ziemskich. Przykładowo, rozważmy moje opracowanie teorii naukowej zwanej Konceptem Dipolarnej Grawitacji - która reprezentuje przez wieki poszukiwaną tzw. Teorię Wszystkiego, a także odkrycie faktu naturalnej ewolucji Boga. Te dwa osiągnięcia ogromnie utrudniły skrytą działalność tych "podmieńców" którzy dotychczas bezkarnie kierowali na manowce naukę ziemską oraz posunięcia kościoła. Jakże bowiem przykładowo nadal wciskać ciemnotę ludziskom, kiedy owe ustalenia dokładnie wyjaśniają co naprawdę jest grane. Albo rozważmy takie coś jak internet. "Podmieńcy" usilnie promują go na Ziemi, ponieważ z jego pomocą łatwiej im zniewalać i kontrolować ludzi. Jednocześnie jednak ten sam internet ja wykorzystuję aby popularyzować po świecie wiedzę na temat owych podmieńców i ich niecnej działalności. (Np. istniały czasy, kiedy po wpisaniu mojego nazwiska np. do Google, na ekranie ukazywała się większa lista powołań na moje wypowiedzi niż np. po wpisaniu nazwiska "głowy politycznej" ze sporej liczby państw - w tym głowy państwa w jakim aktualnie mieszkałem. Obecnie jednak Google jest silnie sabotażowane przez tą samą zbrodniczą organizację okupacyjną, której istnienie na Ziemi ja zdemaskowałem. Stąd liczba Googlowskich powołań na moje prace i badania ostatnio raptownie spada.) Nic dziwnego, że moja obecność w internecie jest sabotażowana przez tych "podmieńców" najbardziej intensywnie.
       Problem z owymi "podmieńcami" jest taki, że jest ich bardzo dużo na Ziemi, a także że bez wiedzy ludzi zajmują oni wiele kluczowych pozycji administracyjnych w ludzkich instytucjach. Stąd to od ich decyzji często zależą moje losy. Z kolei wiadomo, że życie tych co narazili się komuś potężnemu i wpływowemu nie jest usłane różami. Jak zaś to wyjaśniłem powyżej, moje wyniki badań stąpnęły na odciski bardzo wpływowych "podmieńców" sabotażujących obecnie praktycznie każdy obszar życia na Ziemi. Nic więc dziwnego, że to co ja publikuję, jest bez przerwy sekretnie sabotażowane. Z kolei ja sam nie mogę utrzymać się w jednej pracy średnio przez dłużej niż dwa lata. Kiedy zaś ponownie wysyłany jestem na bezrobotne, zawsze przez jakiś dziwny "zbieg okoliczności" właśnie w mocy są jakieś przepisy które uniemożliwiają mi otrzymywanie zasiłku dla bezrobotnych w danym okresie czasu. Aczkolwiek zwykle przepisy te zostają znoszone w terminie późniejszym, mi nikt już potem nie przywraca zasiłków które przez nie zostałem pozbawiony, ani nie przeprasza za napięcie i niepewność jutra które wprowadziły one przedtem do mojego życia.
       Pisanie o sobie w takiej sytuacji jest ogromnie trudne. Jeśli bowiem napiszę prawdę co faktycznie ze mną się dzieje, doleję tym tylko "oliwy" do i tak już silnie buszującego przysłowiowego "ognia". Gdybym zaś przemilczał rzeczywistość i udawał że wszystko jest OK, wówczas mijałbym się z prawdą i ułatwiał zadanie swoim prześladowcom. Nic więc dziwnego że w tej sytuacji długo chodziłem naokoło sprawy aktualizowania niniejszej strony "podobnie jak pies chodzi naokoło jeża".
       Aż do 2007 roku trzymałem się zasady, że żyję moralnie i nie mam nic do ukrycia. Na swoich stronach prezentowałem więc otwarcie z czego żyję i gdzie dokładnie pracuję. Niestety, owi moi liczni wrogowie wykorzystywali tą moją otwartość i zasypywali moich aktualnych pracodawców całym oceanem paszkwili oraz oskarżeń wysuwanych pod moim adresem. To zaś zawsze z czasem kończyło się utratą pracy. Dlatego począwszy od roku 2007 zdecydowałem się zmienić swoje zasady działania. Mianowicie postanowiłem nadal otwarcie ujawniać swój dorobek, sytuację, oraz zajmowaną pozycję. Jednak dane o swoich pracodawcach zamierzałem ujawniać dopiero w przyszłości. Znaczy postanowiłem że dane o swoich aktualnych pracodawcach ujawnię dopiero kiedy będę miał pewność, że moi wrogowie nie będą już w stanie wykorzystać tych informacji ani dla utrudnienia mi pracy, badań, czy życia, ani dla napytania kłopotów instytucjom które okazały się na tyle postępowe i doceniające twórcze myślenie aby mieć odwagę mnie zatrudnić. Niestety, w swoich zamiarach nie uwzględniłem szatańskich zwyczajów owej zbrodniczej organizacji okupacyjnej, której sekretne istnienie na Ziemi to ja zdemaskowałem, a stąd która w ramach zemsty teraz bez przerwy mnie prześladuje. W miejscu mojej profesury z 2007 roku organizacja ta zaczęła sabotażować moją działalność już od pierwszego dnia kiedy do podjęcia tej profesury się stawiłem, tj. już od 1 marca 2007 roku. Z kolei już wkrótce po moim zaktualizowaniu tej strony, w dniu 28 czerwca 2007 roku wszystkie fora dyskusyjne i strony internetowe w Polsce prowadzone przez ową zbrodniczą organizację sekretnych okupantów Ziemi opublikowały dokładne informacje w jakim kraju, mieście, oraz na jakim Uniwersytecie zajmuję opisywaną tu pozycę pełnego profesora.


#A2. Jakie są cele tej strony:

Motto: "Ja jestem kolejnym chodzącym przykładem, że wysiłki jednego człowieka są jednak w stanie uczynić różnicę. Niestety, jak każdy z poprzednich przykładów, też muszę płacić za to słoną cenę."

       Kiedy ktoś ma tak wielu i tak wpływowych wrogów, nie jest niczym niezwykłym że na temat takiego kogoś zaczynają być szerzone najróżniejsze pogrążające go opinie i celowo dezinformujące kłamstwa. Jednym więc z podstawowych celów niniejszej strony jest otwarcie czytelnikowi dostępu do faktów, a w ten sposób ukrócenie swobody działania tych moich wrogów którzy szerzą nieprawdziwe informacje na temat mojej osoby, badań które prowadzę, oraz idei które upowszechniam.
       Niezależnie od owego celu podstawowego, niniejsza strona wypełnia również i kilka dodatkowych funkcji. Przykładowo, ukazuje ona że poza wynikami moich badań kryje się zwykły człowiek, taki jak każdy inny mieszkaniec Ziemi, znaczy człowiek który też ma swoje kłopoty i osiągnięcia, wzloty i upadki, a także miejsce urodzenia, przeszłość, oraz rodzinę. Na dodatek ten człowiek urodził się w najzwyklejszej polskiej wsi. Ja nadal pamiętam czasy, kiedy wieś ta była określana mianami "zabita deskami" oraz "tam gdzie diabeł mówi dobranoc". (To właśnie dlatego od jakiegoś już czasu staram się zmienić tą opinię poprzez umożliwienie lepszego poznania owej wsi przez cały świat z pomocą moich stron w rodzaju tej o Wszewilkach jutra.) Pochodząc zaś z takiej wsi jest samo przez się zrozumiałym, że zanim zacząłem projektować statki kosmiczne z napędem magnetycznym, wyjaśniać mechanizm działania czasu, oraz odkrywać jak przebiegała ewolucja Boga, był taki okres w moim życiu że biegałem w krótkich spodenkach wypasając mamine krowy nad brzegami podmilickiej rzeczółki zwanej Baryczą. To zaś skłania do utrzymywania skromności. Strona ta ujawnia także, że istnieje takie coś jak uniwersalna sprawiedliwość. Wszakże na przekór że mam tylu potężnych wrogów, oraz że moje badania i publikacje są tak zawzięcie zwalczane i sabotażowane, ja nieustannie podnoszę się z upadków i kontynuuję swoje działania. Ponadto strona ta ma na celu napawać optymizmem. Wszakże ujawnia ona że jeden człowiek może i powinien uczynić różnicę. Znaczy może i powinien postawić się przeciwko niemoralności, krzywdzie, zakłamaniu i prześladowaniom, bez względu na to jak potężne siły za nimi się kryją oraz bez względu na to jak wielkie zagrożenie dla życia i przyżycia wprowadza uparte popularyzowanie moralności, sprawiedliwości, prawdy i pokoju.


#A3. Pisząc o takich "kontrowersyjnych" sprawach, ja jednocześnie głęboko wierzę w prawdę tego co wyjaśniam:

Motto: "W wyniki praktycznych eksperymentów naukowych wierzą wszyscy - poza tym który eksperymenty te wykonał. W wyniki dociekań teoretycznych nikt nie wierzy - poza tym kto dociekań tych dokonał."

       Ja bez przerwy otrzymuję emaile zadające mi podchwytliwe pytania usiłujące wybadać "czy ja naprawdę wierzę w to co piszę". Moja odpowiedź na te emaile i zapytania zawsze też jest taka sama - tj. pisanie i publikowanie tego co wynika z moich badań wprowadza do mojego życia tyle zgrożeń, tyle dodatkowych przeszkód do pokonania, tyle utrudnień codziennego życia, oraz tyle wyrzeczeń i poświęceń które zmuszony jestem bez przerwy podejmować, że nigdy nie pisałbym ani nie publikowałbym tego co piszę i co publikuję gdybym nie był dogłębnie przekonany, że każde słowo jakie piszę wyraża absolutną prawdę - tak jak dane mi było prawdę tą poznać.
       Rozważając tzw. "kontrowersyjność" mojego dorobku naukowego warto też pamętać, jak przyszłe pokolenia zwykle potem oceniają takich "kontrowersyjnych" badaczy, oraz jak oceniają tych im współczesnych którzy zabawiali się w ich prześladowców i piętnujących.


Część B: Skrótowy opis przebiegu mojego życia:

      


#B1. Przebieg mojego życia:

       Urodziłem się w 1946 roku w maleńkiej wioseczce jaka przez najdłuższy okres czasu nazywała się Wszewilki (wioska ta często zmieniała nazwę). Jest ona zlokalizowana w południowo-zachodnim obszarze Polski (tj. niedaleko do Niemiec i Czech). Mój ojciec był mechanikiem o tzw. "złotych rękach" - znaczy naprawiał wszystko co się popsuło w promieniu dziesiątków kilometrów od naszego domu, zaczynając od zegarków i zegarów, poprzez rowery i różne maszyny, a skończywszy na ogromnych silnikach gazowych jakie napędzały pompy w miejscowych wodociągach. (Faktycznie to był on nawet zatrudniony przez gazownię w Miliczu aby utrzymywał owe wodociągi miejskie w stanie działającym). Obecnie się zastanawiam, jak on właściwie mógł mnie tolerować, jako że cokolwiek zreperował jednego wieczora, natychmiast ja rozmontowywałem to następnego dnia kiedy on był w pracy, aby zobaczyć jak to działa. Oczywiście, nie zawsze też zdołałem potem to poskładać z powrotem tak aby działało jak powinno. (Szczególnie trudnymi do poskładania tak aby potem działały okazywały się małe zegarki. Po tym więc jak doświadczyłem kilkakrotnie jak mój ojciec reaguje na widok rozmontowanych zegarków które on naprawił jedynie noc wcześniej, zwolna nauczyłem się powstrzymywać swoją ciekawość dowiedzenia się co właściwie powoduje że owe zegarki tykają.) Moja matka była gospodynią domową - skromny geniusz matematyczny. Była ona w stanie liczyć w pamięci niemal tak samo szybko jak to czynią dzisiejsze komputery. Jej zdolności obliczeniowe zawsze szokowały sprzedawców w sklepach, dostarczając wiele uciechy mi i mojej siostrze z którą często towarzyszyliśmy mamie w wyprawach na zakupy. Moja edukacja podążała typowym kursem komunistycznej Polski. Najpierw (w 1953 roku) zacząłem uczęszczać do szkoły podstawowej w pobliskim Miliczu (w owym czasie mającym około 6000 mieszkańców). Ukończyłem ową podstawówkę w 1960 roku. Potem zacząłem uczęszczać do szkoły średniej (od 1960 do 1964), którą było Liceum Ogólnokształcące w Miliczu. Maturę zdałem w 1964 roku. Świadectwo maturalne upoważniało mnie do wstępu na wyższe uczelnie. Wybrałem studia na Politechnice Wrocławskiej, która w owym czasie była jedną z najbardziej renomowanych uczelni w Polsce. (Na bazie swojej obecnej znajmości poziomu nauczania w innych uniwersytetach świata, ja osobiście wierzę, że w owym czasie była ona najlepszą uczelnią w Polsce, a jednocześnie jedną z najlepszych uczelni na świecie.) Przypadało wówczas około 12 kandydatów na każde wolne miejsce z owej Politechniki, stąd jedynie zdanie egzaminów wstępnych okazało się ogromnym sukcesem. Studiowałem tam od 1964 roku do 1970 roku. Po otrzymaniu dyplomu owej politechniki, w 1970 roku zostałem przez nią zatrudniony najpierw jako assystent stażysta, potem jako asystent, dalej jako starszy asystent, zaś po obronie pracy doktorskiej w 1974 roku - jako adiunkt ("adiunkt" w Polsce jest odpowiednikiem dla tzw. "Reader" z angielskich uniwersytetów). Potem tornado zmian politycznych zmiotło Polskę. Zostałem członkiem Solidarności, zaś kiedy Solidarność została utopiona, ja utonąłem wraz z nią. "Polowanie na czarownice" zostało rozpoczęte. Jak to było z każdym byłym działaczem Solidarności, moje życie znalazło się wówczas w niebezpieczeństwie. Któregoś dnia byłem nawet ścigany i niemal postrzelony przez policję. Z pomocą dobrych przyjaciół zdołałem opuścić Polskę i wyemigrować do Nowej Zelandii - zanim reżymowi udało się mnie złapać i wysłać na Syberię. Wylądowałem w Nowej Zelandii w 1982 roku. Moja pierwsza praca była tam na Canterbury University w Christchurch. Potem pracowałem w Southland Polytechnic z Invercargill. Następnie na Otago University w Dunedin. Tuż przed tym kiedy pierwsze oznaki depresji ekonomicznej uderzyły Nową Zelandię, w 1990 roku straciłem pracę na Otago University. Przez następne 2 lata byłem bezrobotnym. Były to najbardziej przygnębiające i przepełnione niepewnością jutra dwa lata w całym moim dotychczasowym życiu. Proszę sobie wyobrazić jak ja wówczas się czułem. Żyłem wtedy samotnie w ciągle jeszcze dosyć obcym mi kraju. Nie miałem pracy ani źródła dochodu. Przez niemal dwa lata nie otrzymywałem zasiłku dla bezrobotnych. Moje oszczędności szybko topniały. Najbliższe życzliwe mi dusze które mogły by mi pomóc gdybym wpadł w jakieś kłopoty znajdowały się na odwrotnej półkuli, czyli w Polsce. A na domiar złego wokoło siebie obserwowałem walenie się w gruzy systemu społecznego dla którego niedawno narażałem swe życie jako aktywista Solidarniości. (Nowa Zelandia przechodziła wówczas bardzo brutalną zamianę dbałości o człowieka na dbałość o dochód i kapitał.) W końcu, w 1992 roku zdecydowałem się opuścić Nową Zelandię oraz szukać chleba poza jej granicami. Kiedy miałem już zakupione bilety lotnicze zaczęto wypłacać mi zasiłek dla bezrobotnych. Zostałem więc postawiony w sytuacji, że po kilku tygodniach brania tego iluzorycznego zasiłku musiałem z niego sam dobrowolnie zrezygnować. Zdecydowałem się bowiem że już nie zmienię swoich planów tułaczki w poszukiwaniu chleba. Po opuszczeniu Nowej Zelandii podpisałem trzy klejne kontrakty na profesury uniwersyteckie najpierw na Eastern Mediterranean University z miasta Famagusta na Północnym Cyprze, potem na University Malaya w Kuala Lumpur, Malazja, w końcu zaś na University of Malaysia Sarawak z miasta Kuching na tropikalnej Wyspie Borneo. Po tym jednak jak "Kryzys Azjatycki" obezwładnił także i Malazję w 1998 roku, poczynając od 1999 roku udało mi się zabezpieczyć dla siebie pracę w Nowej Zelandii. Niestety nastąpiło to za słoną cenę. Wszakże rolniczo nastawiona Nowa Zelandia nie potrzebuje ludzi z moją ekspertyzą techniczną. Stąd oddawała mi wielką przysługę że wogóle miała jakieś zatrudnienie dla mnie. Wylądowałem więc na najniższej pozycji akademickiej jaka była dostępna na maleńkiej Aoraki Politechnice z miasteczka Timaru. Niestety, pod koniec 2000 roku zostałem zwolniony z nawet owej najniższej pozycji. Powodem zwolnienia jaki wówczas mi zakomunikowano, był raptowny i niespodziewany spadek liczby studentów na owej politechnice. Od dnia 12 lutego 2001 roku zacząłem pracować jako akademik (po angielsku: "academic staff member") w Wellington Institute of Technology zlokalizowanym na przedmieściu stolicy Nowej Zelandii, czyli w Petone pod Wellington - także będąc zatrudniony na najniższej pozycji akademickiej jaka była tam dostępna. W Wellington pracowałem aż do 23 września 2005 roku, kiedy to zwolniono mnie z pracy z wyjaśnieniem że liczba studentów tej uczelni raptownie spadła. Faktycznie też ów spadek był tak znaczny, że stał się łatwym do odnotowania nawet gołym okiem - od początka 2005 roku uczelnia ta stała się niemal zupełnie pusta. Po tej utracie pracy zajmowałem się szukaniem swojej następnej pracy. Jak chciałem aby w idealnym przypadku ona wyglądała, wyjaśniłem to na stronie internetowej "poszukuję pracy" dostępnej poprzez "Menu 2" oraz "Menu 4".
       Bezrobotnym pozostawałem w okresie od 23 września 2005 roku aż do 28 lutego 2007 roku. Podobnie też jak podczas poprzedniego długiego okresu mojego bezrobocia, ponownie znalazły się jakieś przepisy (tym razem inne) według których zasiłek dla bezrobotnych też mi się nie należał. Najwyraźniej podmieńcy ustanawiają sobie przepisy jak tylko im najlepiej przychodzi "urządzać" ich ofiary - znaczy bez zwracania uwagi np. na moralność, fairness, dobro społeczne, konsystencję, itp. Ponownie więc zmuszony byłem żyć z oszczędności. Na szczęście dla mnie, począwszy od 1 marca 2007 roku, zostałem zaproszony przez jeden z renomowanych uniwersytetów na zajęcie tam stanowiska pełnego profesora przez okres 10 miesięcy. Moja pełna profesura kończy się jednak dnia 31 grudnia 2007 roku. Co uczynię po tym terminie (poza powrotem na bezzasiłkowe bezrobocie i ponowne życie z oszczędności) tego w tej chwili nie wiem. Jedno tylko jest pewne, że bez względu na to co dalej ze mną się stanie, teraz na zawsze pozostanę już byłym pełnym profesorem uniwersyteckim. Wszakże z byciem profesorem jest jak z byciem generałem - znaczy raz profesor, zawsze już profesor.


#B2. Zaciekła wojna o moje tytuły:

Motto: "Jeśli napotkasz gdzieś notatkę na mój temat, sprawdź jak jej autor mnie tytułuje, a natychmiast będziesz wiedział do którego obozu autor ten przynależy oraz jaką wiadomość dana notatka zawiera."

       Ponieważ sekretna okupacja Ziemi trwa już od zarania dziejów, co jakiś czas pojawiali się ludzcy prekursorzy którzy wprowadzali jakieś niebezpieczeństwo dla okupantów. Przykładowo prekursorzy ci albo usiłowali zdemaskować tą okupację i wyprowadzić ludzkość do światła, albo też usiłowali coś wynaleźć czy uczynić dla ludzkości co cywilizacyjnie wywindowałoty ją szybciej do góry. Typowym działaniem podejmowanym wówczas przez podmieńców zaczajonych na takich ludzi w najróżniejszych ziemskich władzach, było wyeliminowanie owych prekursorów ze społeczeństwa. W najdawniejszych więc czasach prekursorzy tacy albo przybijani byli do krzyża, albo też rzucani lwom na pożarcie. We wiekach średnich jeden podmieniec oskarżał takich prekursorów o czary, inni zaś podmieńcy zaczajeni na nich w kościelnej inkwizycji palili ich usłużnie na stosie. W ostatnich zaś czasach prekursorów takich oskarża się że są wariatami i albo zamyka w domach wariatów, albo też histerycznie podburza sąsiadów i pracodawców aby od nich się izolowali. (W taki właśnie sposób przykładowo tylko w maleńkiej Nowej Zelandii "załatwionych" zostało przez podmieńców aż dwóch wybitnych prekursorów. Jednym był niejaki Richard Pearse - budowniczy jednego z pierwszych samolotów na Ziemi. Umarł on w domu wariatów. Innym był Ernest Rutherford - twórca nowoczesnego modelu atomu. Rutherford zdołał jednak uciec przed prześladowaniami z rodzinnej Nowej Zelandii do Anglii, gdzie ludzie którzy niemal go nie znali pozwolili mu zapracować na nagrodę Nobla.) Kiedy więc również i moje prace zaczęły okupantom bruździć w kwitach, tej samej taktyki co dawniej próbowali oni użyć i na mojej osobie. Pechowo dla nich, w moim przypadku przeszkodą nie do pokonania przez owych podmieńców okazały się właśnie moje tytuły.
       Najbardziej korzystny dla sprawy którą ja sobą reprezentuję, jest właśnie tytuł profesora jaki otrzymałem w dniu 1 marca 2007 roku, po wygraniu z wyraźną pomocą Boga zaciekłej bitwy z podmieńcami. (Bitwa o ten tytuł opisana jest częściowo w punkcie #A4 strony internetowej o Wszewilkach jutra.) Zwolennicy moich teorii pedantycznie tytułują mnie profesorem już od czasów kiedy zostałem "Associate Professorem", czyli od 1992 roku. Jednak "podmieńcy" wynajdują najróżniejsze wymówki aby moje tytuły ignorować. Jakże bowiem wyglądałyby ich ataki na moją osobę, oraz na badania które prowadzę, kiedy atakujący nie jest w stanie wykazać się posiadaniem nawet najmniejszego tytułu, jednak atakuje on profesora. Obecnie jednak kiedy oficjalnie uzyskałem tytuł pełnego profesora, do referowania do mnie owym tytułem są formalnie zobowiązani nawet owi zawzięci wrogowie - którzy tak niestrudzenie krytykują i obrzucają mnie błotem. Oczywiście, wcale to nie zmienia faktu, że dla owych wrogów mojej osoby i ludzkości tytułowanie mnie profesorem jest jak dla dawnych diabłów było przysłowiowe "wykąpanie się w święconej wodzie". (Na przekór pozorów jest więcej zasadności w powyższym porównywaniu moich tytułow do święconej wody zaś moich wrogów do diabłów, niż na pierwszy rzut oka może się to wydawać.) Wrogowie ci po prostu nie są w stanie wewnętrznie się przełamać aby tytułować mnie profesorem. Nawet jednak kiedy odmawiają oni używania tego tytułu, ciągle wynika z tego określona korzyść. Źródłem tej korzyści jest strategia ataków owych wrogów. W swoich atakach nie są przecież w stanie nic konkretnego zarzucić wynikom moich badań - wszakże to co ja odkrywam jest absolutną prawdą którą każdy racjonalnie myślący człowiek sam może sobie potwierdzić. W swoich atakach wrogowie ci posługują się więc kłamstwem, wykręcaniem i przeinaczaniem moich stwierdzeń, czepianiem się słówek, pisowni, gramatyki, osobistymi obelgami - słowem starają się obrzydzić to co odkrywam na bazie wszystkiego innego poza faktycznym meritem sprawy. Oczywiście, zwolennicy moich teorii nie chcą już więcej czytać takich bzdur. Stąd wiedząc, że ich negatywnych wypocin nikt już nie chce ani czytać ani poznawać, najczęściej wrogowie ci podszywają się teraz właśnie pod zwolenników moich teorii. Po przykuciu zaś tym uwagi czytelników, zręcznie choć w sposób zakamuflowany teorie te potem krytykują i opluwają, oraz podstępnie podrywają mój autorytet. W rezultacie wielu naiwnych niezorientowanych daje sobie obrzydzić w ten przewrotny sposób prawdy jakich popularyzowaniem ja się zajmuję. Jednak obecnie tych podmieńców daje się natychmiast rozpoznać i odróżnić od faktycznych zwolenników totalizmu i moich teorii. Wszakże zwolennicy totalizmu i moich teorii pedantycznie i zawsze tytułują mnie "Profesor". Natomiast wrogowie nie są w stanie do tego tytułowania się zmusić. Dlatego nawet i teraz w najlepszym przypadku wrogowie ci referują do mnie jako do "doktora", najczęściej zaś zupełnie ignorują wszystkie moje tytuły. Z kolei po ignorowaniu moich tytułów natychmiast teraz daje się rozpoznać kto należy do wrogów idei jakie upowszechniam. Nawet więc kiedy mój obecny pełny tytuł profesorski jest uparcie ignorowany przez owych wrogów, ciągle przynosi to wymierne korzyści moralnemu ruchowi który zapoczątkowały badania jakie prowadzę. Pozwala bowiem temu ruchowi natychmiast rozpoznawać kto jest kim i "po której stronie barykady on faktycznie walczy". Bóg czasami działa w tajemniczy sposób!


Część C: Moja tułaczka po świecie:

      


#C1. Wykładanie w wielu zakątkach świata:

       W Polsce lat 1970-tych używane było powiedzenie "życzę ci abyś żył w interesujących czasach". (Miało ono jakoby pochodzić z Chin, jednak ja spędziłem wiele czasu wśród Chińczykow i żaden z nich nigdy o nim nie słyszał.) Było ono grzeczną formą naubliżania komuś. Zamiast bowiem kogoś przeklinać, czy wysyłać go do piekła, Polacy w owych czasach zwykli grzecznie mu życzyć aby "żył w interesujących czasach". Otóż moje życie okazuje się być właśnie takim. Ja "żyję w interesujących czasach", a także mam "interesujące życie". Chociaż nigdy o nie się nie prosiłem, los dał mi okazję życia, zarabiania na siebie, oraz dokonywania badań naukowych pośród wielu interesujących ludzi i w wielu interesujących krajach świata, jakie są zlokalizowane w odległych obszarach naszej planety. Także moje życie okazało się pełne przygód, ciągłych zmian, wydarzeń, itp. I tak, przez okres nie krótszy od jednego roku żyłem, prowadziłem badania, oraz wykładałem w Polsce, Nowej Zelandii, Północnym Cyprze, lądowej Malezji, na malezyjskim Borneo, oraz ponownie w Nowej Zelandii (po powrocie do Nowej Zelandii w 1999 roku, filozoficznie i ekonomicznie okazała się ona być już zupełnie innym krajem, niż ten jaki opuściłem w 1992 roku w poszukiwaniu chleba). Ponadto wizytowałem naukowo Niemcy Wschodnie (przez 2 miesiące), Bułgarię (przez 1 miesiąc), oraz Czechosłowację (przez 2 tygodnie). Oczywiście, musimy tutaj pamiętać, że zarabianie na życie w jakimkolwiek kraju dostarcza całkowicie odmiennych doświadczeń niż zwykłe odwiedzenie tego kraju jako turysta.
* * *
       Powyższe interesujące życie wędrownego wykładowcy jest uzupełniane równie interesującą pracą w przemyśle. Przez wiele lat byłem doradcą naukowym w największym polskim zakładzie produkującym komputery, mianowicie w MERA-ELWRO (to właśnie stamtąd wywodzi się moja ekspertyza komputerowa). Faktycznie, kiedy zaczynałem tam pracować, MERA-ELWRO była też największą fabryką komputerów we Wschodniej Europie. Niestety, potem zakład ten został zlikwidowany - nie mogę więc obecnie podać tutaj linku do jego strony internetowej. Jedyne co po nim przetrwało to miniaturowy zakład usługowy który nosi nieco podobną nazwę Elwro-System, jednak który wcale nie reprezentuje tradycji oryginalnego Mera-Elwro. Potem byłem konsultantem naukowym w ogromnej fabryce produkującej autobusy i ciężarówki, również zlokalizowanej w Polsce a nazywającej się wówczas POLMO-JELCZ. Zatrudniała ona wtedy około 12 000 pracowników. Faktycznie też, kiedy oglądam się teraz do tyłu, wówczas widzę że większość mojego życia spędziłem na przenoszeniu się z miejsca na miejsce i na zmienianiu pracy (ale nie z własnej woli). Istnieje powiedzenie "zmiana jest przyprawą życia" (po angielsku: "variety is a spice of life"). Jednak jak wiele przypraw człowiek jest w stanie przełknąć.


#C2. Album zdjęć:

       Zauważ że można zobaczyć powiększenie każdej fotografii z niniejszej strony internetowej, poprzez zwykłe kliknięcie na tą fotografię. Ponadto większość browserów jakie obecnie są w użyciu, włączając w to także popularny "Internet Explorer", pozwala także na załadowanie każdej ilustracji do swojego własnego komputera, gdzie można jej się do woli przyglądać, gdzie daje się ją redukować lub powiększać, a także drukować, za pomocą posiadanego przez siebie software graficznego.

Fot #1: Dr Jan Pająk - zdjęcie dla dowodu osobistego wykonane 19 lipca 2004 roku

Fot. #1: Oto moje najnowsze zdjęcie. Wykonałem je w dniu 19 lipca 2004 roku dla dowodu osobistego. Odzwierciedla ono dosyć dobrze jak obecnie wyglądam.

Fot #2: Dr Jan Pajak w mostku po niebie z KLCC w Kuala Lumpur (grudzien 2002 roku)

Fot. #2: Oto ja (Dr Jan Pająk) w tzw. "moście po niebie" (tj. "sky bridge") z 42 piętra KLCC. Sfotografowany 30 grudnia 2002 roku. Nazwa KLCC używana jest dla dwóch drapaczy chmur skonstruowanych jako "bliźniaki" (tj. "twin towers") w centrum Kuala Lumpur, Malaysia. Są one jedynymi "bliźniakami" na świecie które ciągle stoją, a które należą do ekskluzywnego klubu najwyższych budynków świata. Ów "most po niebie" łączy ze sobą te dwa drapacze chmur na nieco mniej niż połowa ich wysokości. Pozycja owego "mostu po niebie" jaki łączy obie wieże jest lepiej widoczna na następującym zdjęciu pokazującym całe KLCC.
Fot. #3: KLCC czyli Twin Towers z Kuala Lumpur: jeden z najwyzszych drapaczy chmur na swiecie

Fot. #3: Tak wyglądają owe bliźniacze wieże KLCC z Kuala Lumpur w Malezji. Obecnie są to jedyne w świecie bliźniacze wieże drapaczy chmur które nadal stają. Słynny "most po niebie" widoczny jest na tym zdjęciu jak spina obie wieże w mniej niż połowie ich wysokości.
* * *
       Tak na marginesie, to KLCC jest jednym z cudów technicznych dzisiejszego świata. (Inne cuda techniczne tego świata omawiam na stronie o Nowej Zelandii.) Dlatego jeśli ktoś jest już w tropikalnym Kuala Lumpur, lub gdzieś blisko tej metroplii, wówczas gorąco bym zachęcał aby odwiedzić te drapacze chmur i zobaczyć je na własne oczy.


Część D: Karuzela zwana życiem:

      


#D1. Powtarzalne wzloty i upadki:

       Jeśli ktoś mógłby kiedykolwiek zostać rozgrzeszony za posiadanie fatalistycznego spojrzenia na życie, prawdopodobnie byłbym to ja. Wszakże całe moje życie składa się z niekończących się cykli wzlotów i upadków. Jakikolwiek obszar mojego życia nie byłby rozpatrywany, zawsze toczy się on zgodnie z tym samym wzorcem. Mianowicie, najpierw wolno i pracowicie buduję jakieś osiągnięcia w owym obszarze. Potem zaś przychodzi jakaś dziwna katastrofa która rujnuje mi wszystko, tak że zmuszony jestem zaczynać ponownie od samego początka, itd., itp. Faktycznie też wszystkio to wygląda tak jakby niewidzialne "szatańskie istoty" zawsze podążały moimi śladami przez całe moje życie i upewniały się że wszystko co mozolnie buduję szybko ponownie się zawala. Rezultat jest taki, że jak dotychczas nigdy nie posiadałem własnego domu, że większość czasu cały mój dorobek życiowy musiał dawać się załadować do jednej walizki, że po wyemigrowaniu z Polski średni okres mojego zatrudnienia w tej samej instytucji nie przekracza 3 lat, a także że nigdy nie wiedziałem, ani nie wiem, co przytrafi mi się już jutro.
       Aby dostarczyć tutaj przykład mechanizmu owych nieustannych wzlotów i upadków, przeglądnijmy wspólnie historię moich zatrudnień, które (jak wszystko inne w moim życiu) także im podlega. Najpierw miałem dającą dużo osobistej satysfakcji pracę naukowca przecierającego nowe szlaki na Politechnice Wrocławskiej (Polska). Szybko awansowałem po akademickiej drabinie, zaczynając pracę jako młodszy asystent, zaś w przeciągu 4 lat osiągając poziom adiunkta (tj. najwyższą pozycję którą bezpartyjni naukowcy mogli zajmować w komunistycznej Polsce). Potem, kiedy czasy zaczęły się stopniowo zmieniać, zaś możliwości dalszych promocji zwolna były wypracowywane, zmuszony zostałem do uciekania z Polski, jako że mojemu życiu zagroziło niebezpieczeństwo. W Nowej Zelandii ponownie więc zacząłem od samego początka. Początkowo byłem tzw. "Post-Doctoral Fellow" na University of Canterbury, potem zostałem starszym wychowawcą (po angielsku Senior Tutor) na politechnice w Southland, potem zostałem "Senior Lecturer" na University of Otago. Kiedy jednak zaczęły się dla mnie otwierać szanse na osiągnięcie nawet wyższej pozycji w Nowej Zelandii, nagle zostałem wyrzucony z pracy (za badania eksplozji Tapanui) i zostałem bezrobotnym. Z czasem zmuszony też byłem uciekać z Nowej Zelandii dla znalezienia chleba. Podpisałem trzy kolejne kontrakty na pozycje profesora nadzwyczajnego (po angielsku: Associate Professor). Kiedy jednak w 1998 roku złożyłem podanie na pozycję profesora zwyczajnego, oraz właśnie miałem pozycję tą otrzymać, nagle tzw. "kryzys azjatycki" (po angielsku "Asian Crisis") uderzył, zaś możliwości dalszego zatrudnienia w kraju jaki faktycznie potrzebował kogoś z moim rodzajem ekspertyzy akademickiej natychmiast zniknęły. Wróciłem więc do Nowej Zelandii i zacząłem wszystko od początku od najniższej pozycji akademickiej jaka w owym czasie istniała w Nowej Zelandii.
       W ten sposób, w obszarze zawodowym do dzisiaj już trzykrotnie wpinałem się do góry po drabinie akademickiej i trzykrotnie spadałem na samo dno. Oczywiście, nie jestem wykonany ze stali, dlatego każdy upadek odczuwam dosyć boleśnie. W moim pierwszym wspinaniu się po tej drabinie zdołałem dotrzeć do około jej połowy, zanim zniszczenie oryginalnej wersji "Solidarnosci" w Polsce zrzuciło mnie ponownie do początkowego poziomu. W drugim wspinaniu się osiągnąłem około ćwierć wysokości tej drabiny, zanim zostałem bezrobotnym w Nowej Zelandii. Trzecie wspinanie się po tej drabinie akademickiej wyniosło mnie niemal do jej szczytu, jednak trzeci upadek jaki po nim następował zepchnął mnie do obecnej najniższej pozycji całego mojego życia. Stoję więc obecnie na poziomie zerowym owej drabiny akademickiej, patrzę w górę ze zgrozą, oraz filozoficznie deliberuję co powinienem uczynić dalej. Czy powinienem przewartościować swoje cele życiowe i filozofię, zapomnieć o zmaganiu, oraz w pokoju odczekiwać na emeryturę na obecnej najniższej pozycji akademickiej mojego życia. Czy też powinienem podleczyć rany z poprzednich upadków, odbudować swoją energię, zaś po rozpoczęciu ponownego wspinania się zaryzykować czwarty upadek w moim życiu. Co ty czytelniku uczyniłbyś na moim miejscu?
       Na szczęście istnieje też dobra strona w owych wszystkich moich nieustannych wzlotach i upadkach. Jest nią moja ekspertyza, jaka nieustannie się powiększa. (Chociaż mój ojciec zwykł powiadać, że "uczymy się całe życie, a i tak umieramy głupcami".) Zaś owo podnoszenie się mojej ekspertyzy wcale nie podlega okresowym upadkom, jak tamte materialne aspekty życia to czynią. Stąd, jeśli kiedyś mam pozostawić na Ziemi jakiś ślad po sobie, najprawdopodobniej śladem tym będzie coś, co wynika z mojego niezwykłego przebiegu życia, jakiego bez przerwy doświadczam.


#D2. Doświadczenie wielu odmiennych kultur:

       Podczas mojej interesujacej kariery zawodowej miałem okazję pracować w wielu odmiennych krajach, jakie reprezentują cały szereg odmiennych kultur. To z kolei pozwoliło mi zgromadzić prawdziwie wielokulturowe doświadczenia. Znacząca proporcja tych doświadczeń została osiągnięta w krajach Azjatyckich oraz w kulturach Orientu. Wszakże moje doświadczenie zawodowe obejmuje zatrudnienie na uniwersytetach (lub na innych uczelniach wyższych) Polski (przez 12 lat), Nowej Zelandii (przez 15 lat), Północnego Cypru - tj. Tureckiego (przez 1 rok), Malezji (przez 3 lata), oraz Malezyjskiej części Wyspy Borneo (przez 2 lata). Podczas owego zawodowego wędrowania po świecie zawsze starałem się brać udział we wszelkich wielorasowych obchodach i obrządkach, szczególnie w egzotycznej Malezji. W rezultacie, zdołałem zgromadzić ogromną pulę obserwacji na temat zwyczajów i kultur odmiennych narodów, ich postaw filozoficznych, zasad zachowania się, obszarów czułości, postępowania, wierzeń, religii, przesądów, zwyczajów, itp. Gromadziłem także przysłowia, mity, przesądy, oraz zwyczaje ludowe najróżniejszych narodów. Faktycznie też druga książka jaką w 2003 roku razem z moim bratem zdołaliśmy opublikować w Polsce w dwóch językach pod tytułem "Przysłowia Wschodu oraz z innych stron świata - Proverbs of the Orient and from other corners of the world", Poznań (Adres wydawcy: "Wydawnictwo Poznańskie", Ul. Fredry 8, 61-701 Poznań), 2003 rok, ISBN 83-7177-273-4, 551 stron; zawiera kolekcję około 2700 przysłów zaprezentowanych w dwóch językach - mianowicie po angielsku i po polsku. Owe przysłowia zdołałem zakumulować podczas ostatnich 12 lat moich prac zawodowych w najróżniejszych krajach. Znacząca ich liczba wywodzi się z kultur Orientu i Azji, włączając w to: Japonię, Koreę, Chiny, Malezję, Dayaków z Borneo, oraz cały szereg innych.
Fot. #4: Czeslaw Pajak i Jan Pajak: Przysłowia Wschodu oraz z innych stron świata

Fot. #4: Oto jak wygląda okładka naszej książki o przysłowiach. Razem z moim bratem opublikowaliśmy tą książkę w Polsce w 2003 roku. Zawiera ona około 2700 przysłów. Każde przysłowie jest zaprezentowane w dwóch wersjach językowych, mianowicie polskojęzycznej i angielskojęzycznej.


Część E: Moja kariera zawodowa:

      


#E1. Profesury w dwóch odmiennych dyscyplinach:

       Prawdopodobnie nie istnieje wielu uczonych, którzy zdołali zgromadzić aż tak ogromny zasób doświadczenia zawodowego jaki ja zakumulowałem. Aby podać tutaj konkretny przykład, to zdołałem osiągnąć poziom akademicki profesora nadzwyczajnego (po angielsku: Associate Professor) w dwóch całkowicie odmiennych dyscyplinach zawodowych, mianowicie w naukach komputerowych oraz w inżynierii mechanicznej. Także mój doktorat (jestem przecież doktorem nauk technicznych) został wypracowany w owych dwóch dyscyplinach jednocześnie. Gdybym przygotował wykaz wszystkich przedmiotów jakie kiedykolwiek wykładałem w swoim życiu, niemal z całą pewnością wystarczyłoby to na stworzenie niewielkiej politechniki. Faktycznie też wierzę, że pracowałem na jednej takiej maleńkiej politechnice (mianowicie w Timaru, Nowa Zelandia) w jakiej całkowita ilość przedmiotów wykładanych była mniejsza od liczby przedmiotów jakie ja wykładałem w całym swoim życiu.


#E2. Honory, stopnie, tytuły:

       Typowy przebieg studiów na Politechnice Wrocławskiej jakie ja ukończyłem zajmuje 6 lat dla mojej specjalizacji. Po tym jak ukończyłem owe studia, otrzymałem dwa stopnie, mianowicie Magistra i Inżyniera (Mgr, inż.).
* * *
       Podczas ostatniego roku studiów przyznano mi tzw. "Stypendium naukowe", jakie na Politechnice Wrocławskiej było zarezerwowane dla najbardziej wyróżniających się studentów. Owo stypendium posiadało wpisany w siebie warunek, że po zakończeniu studiów Politechnika Wrocławska rezerwuje sobie prawo do zatrudnienia mnie jako pracownika dydaktycznego. Stąd natychmiast po ukończeniu studiów zacząłem badania nad swoją pracą doktorską. Pracę tą ukończyłem już po 4 latach, broniąc swego doktoratu w dniu 6 czerwca 1974 roku. Doktorat dał mi tytuł naukowy "Doktora Nauk Technicznych". Przez następne 4 miesiące po obronie swego doktoratu byłem najmłodszym doktorem na Politechnice Wrocławskiej. Oczywiście, po obronie pracy doktorskiej ciągle kontynuowałem swoje badania i wykłady. W owym czasie moi studenci przyznali mi tytul "wykładowcy roku". Tytuł ten otrzymałem od nich w dwóch kolejnych latach tuż przed wyemigrowaniem z Polski.
* * *
       Niezależnie od doktoratu, posiadam także cały szereg innych tytułów i stopni, jakie wyglądają dosyć ładnie opisane w życiorysie. Jeden z nich jest wynikiem obowiązkowej w ówczesnej Polsce służby wojskowej. Początkowo zacząłem ową służbę jako saper. Z kolei głównym zajęciem saperów jest budowanie mostów, dróg, lotnisk, układanie pól minowych oraz późniejsze rozbrajanie ich, wysadzanie w powietrze wszelkich przeszkód na drodze, niszczenie starych bomb i pocisków, oraz wiele więcej. Kiedy dana armia atakuje, saperzy idą przed jej czołem, aby przygotować drogę dla ciężkiego sprzętu wojennego. (Stąd saperom zwykle się obrywa z obu walczących stron - są bici ogniem wroga jak i zasypywani "przyjacielskimi kulami" od swoich.) Saperzy są właśnie tymi wojskowymi o których popularne powiedzenie stwierdza, że jakoby "popełniają oni tylko jeden błąd w całym życiu". (Dzieje się tak ponieważ duża część ich obowiązków obejmuje rozbrajanie bomb, zaś niemal nikt nie przeżywa popełnienia błędu z bombą.) Stąd różni sarkastyczni saperzy dodawali do owego powiedzenia, że owym jedynym błędem jaki popełnili w życiu było zostanie saperami. To właśnie podczas służby w saperach poznałem prawdziwe znaczenie angielskiego przysłowia "kiedy praca jest warta wykonania, wówczas jest też warta aby wykonać ją dobrze" (po angielsku: "when a work is worth being done, it is worth being done well"). Było tak ponieważ w owym czasie wśród polskich saperów panowała długa tradycja, że jeśli dana jednostka żołnierzy zbudowała most, wówczas wszyscy żołnierze szli pod ów most kiedy pierwszy czołg po nim się przetaczał. (Ciekawe czy owa tradycja przetrwała aż do dzisiejszych czasów demokracji i wolności wypowiadania się.) Osobiście wierzę, że niezapomniane uczucia jakich się doświadcza kiedy czołg przetacza się po moście jaki właśnie się zbudowało, jaki nie był jeszcze testowany, a pod jakim właśnie się stoi razem w innymi żolnierzami, okazałyby się bezcenne dla tych wszystkich młodych ludzi którzy nie są w stanie wykrzesać z siebie żadnych motywacji do działania.
    W późniejszym stadium mojej służby wojskowej w Polskiej armii, moje wysokie zdolności techniczne zostały docenione i zostałem przeniesiony do "inżynierii uzbrojenia", znaczy do służby która działa jako wielko-skalowi zbrojmistrze, zajmując się naprawą i utrzymywaniem w ruchu wszelkiego sprzętu używanego przez innych żołnierzy (jak czołgi, działa, broń, środki transportowe, itp.). Podczas owej obowiązkowej służby wojskowej w Polskiej armii zostałem promowany do stopnia oficerskiego, tak że w czasie opuszczania Polski byłem już podporucznikiem.
* * *
       Poza Polską także dorobiłem się najróżniejszych zaszczytów poprzez studiowanie, badania, oraz promocje zawodowe. Dwa najbardziej istotne z nich były kiedy podczas swojej kariery zawodowej osiągnąłem poziom Profesora Nadzwyczajnego (po angielsku: Associate Professor) w dwóch odmiennych dyscyplinach. Stąd moje honory obejmują także między innymi tytuły byłego profesora nadzwyczajnego w inżynierii mechanicznej, oraz byłego profesora nadzwyczajnego w naukach komputerowych.
* * *
       Oczywiście szczytem mojej kariery zawodowej jest pozycja pełnego profesora na renomowanym uniwersytecie na jaką zostałem zaproszony na okres od 1 marca 2007 roku, do 31 grudnia 2007 roku.


Część F: Moje badania:

      


#F1. Jak to wszystko się zaczęło:

       W czasie kiedy wszystko to się zaczynało byłem starszym asystentem na Politechnice Wrocławskiej. Zachorowałem wówczas na paskudną grypę jednego z owych zaganianych tygodni 1972roku i przez kilka dni zostałem unieruchomiony w łóżku. Tymczasem natychmiast po powrocie ze zwolnienia lekarskiego miałem wykład na temat "wybranych zagadnień systemów napędowych", którego treść zamierzałem dopiero przygotować. Z braku w domu podręczników akademickich z których mógłbym opracować treść tego wykładu, zastanawiałem się leżąc w łóżku, co zaprezentować studentom aby było to ciekawe, na temat, oraz dało się opracować z pamięci, w domu i to bez pomocy jakiegokolwiek podręcznika. Postanowiłem więc, że powinna to być klasyfikacja systemów napędowych. Najlepiej zaś abym spróbował ją uszeregować na kształt Tablicy Mendelejewa. W ten sposób omawiana grypa spowodowała narodzenie się tzw. "tablicy cykliczności" której przykłady w monografii [1/4] pokazane zostały jako tablice B1 i K1. Dowiodła ona też po raz któryś tam z rzędu iż "nie ma takiego złego co by na dobre nie wyszło".
       Tablica cykliczności przyjmuje formę bardzo podobną do Tablicy Mendelejewa. Tyle, że zamiast zestawiania w sobie pierwiastków chemicznych, zawiera ona zestawienie urządzeń napędowych. Esencja ogromnego znaczenia owej "tablicy cykliczności" polega na ujawnieniu, że w ludzkiej wynalazczości istnieje powtarzalny wzór, albo klucz, jaki cyklicznie powtarza się we wszystkich wynalazkach. Jeśli więc poznamy ów cykliczny wzór, albo klucz, wówczas na bazie tego co dotychczas zostało już wynalezione, jesteśmy w stanie dokładnie przewidzieć to co ciągle jeszcze oczekuje wynalezienia. W sposób bardzo podobny do tego jak czyniła to Tablica Mendelejewa z pierwiastkami chemicznymi, moja pierwsza "tablica cykliczności" zestawiała sobą wszystkie podstawowe rodzaje urządzeń napędowych jakie ludzkość zbudowała dotychczas. Potem na bazie owych urządzeń już wynalezionych, wskazywała ona jakie będą następne urządzenia napędowe ciągle czekające swego wynalezienia.
       Najbardziej obiecujący z tych nowych urządzeń napędowych ciągle oczekujących wynalezienia okazał sę "magnokraft". Magnokraft jest to poruszający się bezgłośnie statek kosmiczny napędzany pulsującym polem magnetycznym. W świetle "tablicy cykliczności" jest on "bratem" albo lustrzanym odbiciem czy symetryczną analogią dla silników elektrycznych. Faktycznie to tablica cykliczności nawet dokładnie nam wskazała jak magnokraft będzie wyglądał i jaka będzie jego zasada działania. Jak bowiem z niej wynika, budowa i zasada działania magnokraftu jest symetryczną analogią budowy i zasady działania asynchronicznych silników elektrycznych. Tyle tylko, że zamiast stojana używanego przez asynchroniczne silniki elektryczne, magnokraft wykorzystuje w tym samym celu naturalne pole magnetyczne Ziemi, Słońca, lub Galaktyki. Budowę i zasadę działania magnokraftu w skrócie omówiam już w podrozdziale A2 monografii [1/4], zaś dokładnie wyjaśniam tam w rozdziale F - całkowicie poświęconym opisowi tego statku kosmicznego. Zgodnie z "tablicą cykliczności" magnokraft powinien zostać zbudowany na Ziemi nie później niż do 2036 roku - patrz tablica B1 i rysunek A1 w monografii [1/4].
       Kiedy tamten mój wykład wyjaśniający tablicę cykliczności i ideę magnokraftu został zaprezentowany studentom, wzbudził on ich entuzjazm i głośne owacje. (Jego treść odpowiadała mniej więcej treści początkowej części rozdziału B i podrozdziału A2 monografii [1/4].) Po jego zakończeniu, ktoś na sali wyraził głośno następującą opinię, ku niewypowiedzianemu ubawieniu pozostałych studentów i mnie: "gdyby każda Pańska grypa wynikła w opracowaniu teorii naukowych podobnych do tej którą nam Pan właśnie zaprezentował, wtedy powinniśmy serdecznie życzyć Panu aby bez przerwy miał Pan grypę". Jak okazało się potem, w metaforycznym sensie to jego życzenie zostało wypełnione z niewielką zamianą przyczyn i skutków: to moje liczne rewolucyjne teorie i ich następstwa okazały się bowiem tymi co przynosiły mi niezliczone bóle głowy i kłopoty przez cały czas. W taki oto sposób, wszystko co opisane na tej stronie i w monografii [1/4], od samego początku wymagało wkładania w siebie ogromnego bólu, trudu, wysiłku, wyrzeczeń, itp.


#F2. Ktoś zawsze czuwał nad moim losem:

       Wiem, że może to zabrzmieć nieco niezwykle, jednakjestem całkowicie świadomy, że moje życie jest nieustannie osłaniane i kierowane przez jakaś "niewidzialną rękę". Kiedykolwiek usiłowałem uczynić coś, co mogłoby zmienić kierunek, w jakim podążam, ręka ta delikatnie, aczkolwiek zdecydowanie, przywracała mnie na właściwą drogę. Jednocześnie, kiedykolwiek ktoś chciał mi uczynić trwałą krzywdę, ręka ta osłaniała mnie przed nieszczęściem. Przykładowo, pierwszym wspomnieniem z dzieciństwa jakie zapamiętałem, to kiedy jako maleńki chłopiec podjechałem trzykołowym rowerkiem do skraju dołu po byłej żwirowni w pobliżu domu rodziców. Dno tego dołu ogrodzone było gęstym płotem kolczastym. Jakiś nieznany mi mężczyzna ubrany na czarno pojawił się jakby znikąd i zepchnął mnie wraz z rowerkiem w dół wprost na ów płot. Ostre szpikulce drutu kolczastego wbiły się w moje czoło na wysokości brwi. Za sprawą jednak owej niewidzialnej ręki, nie wbiły się one w oczy, od których dzieliło je jedynie kilka milimetrów. Na płocie tym wisiałem przez bardzo długi czas, nie mogąc się samemu zerwać z drutu powbijanego w moje czoło. Potem w życiu co jakiś czas miewałem najróżniejsze wypadki. Chociaż było ich nietypowo dużo, zawsze jednak wychodziłem jakoś z nich cały, chociaż czasami wysoce poturbowany. Jednym z dowodów owej niewidzialnej osłony jest, że jak to odkryłem dopiero relatywnie niedawno, oraz dokładniej opisałem w specjalnie zadedykowanemu zamachom na życie kamieniu milowym z podrozdziału A4 monografii [1/4], a także w podrozdziale E10 monografii [8], rozdziale V monografii [1/3], oraz podrozdziale A4 traktatu [7/2], potrafię przypomnieć sobie niemal 30 przypadków, kiedy dosłownie ocierałem się o śmierć i, kiedy wychodziłem z życiem tylko dzięki jakiemuś cudownemu "zbiegowi okoliczności". Niezależnie od owego podrozdziału A4 z [1/4], scenariusze kilku z owych 30 zamachów prezentuję też w podrozdziale VB4.5.1 monografii [1/4].
       Jednym z następstw nieustannej opieki ze strony owej niewidzialnej ręki jest, że kiedykolwiek w moim życiu zachodzi coś, co zagraża zboczeniem z drogi, jaką podążam, ręka ta niestrudzenie przywraca mnie na właściwy kierunek. Aby wyjaśnić, o jakie zbaczanie z drogi tutaj chodzi, przytoczę dwa reprezentacyjne przykłady z całej listy wielu podobnych zdarzeń, jakie miały miejsce w moim życiu. Jedno z nich polegało na tym, że o mało nie zostałem muzykiem, zamiast zgłębiać nauki ścisłe. Gdybym zaś faktycznie został wówczas muzykiem, zamiast obecnie wykuwać lepszą przyszłość dla ludzkości, zapewne nosiłbym kilka kolczyków w nosie, zaś dla zdobycia chleba nocami zabawiałbym pijaną gawiedź w knajpach. Od najmłodszych lat posiadałem bowiem muzyczne uzdolnienia, których jednak nigdy nie miałem możliwości rozwijać. W szkole średniej zdołałem jednak zorganizować własny zespół muzyczny złożony z kilku ogromnie uzdolnionych przyjaciół. Z miejscowego domu kultury wypożyczyłem instrumenty, na których trenowaliśmy zawzięcie. Działacz z wojewódzkiego zarządu Związku Młodzieży Wiejskiej (ZMW), który raz przysłuchiwał się nam podczas próby, stwierdził, że jesteśmy już najlepszym zespołem młodzieżowym w całym województwie. Niestety, w jednej próbie nie byłem w stanie osobiście wziąć udziału, upoważniłem więc swego zastępcę, aby poprowadził trening. Z powodu jednak mojej nieobecności, pozostali członkowie zespołu zamiast trenować, zaczęli się wygłupiać. Jeden z nich stanął na rękach na krześle, zaś po utracie równowagi upadł tak nieszczęśliwie, że nogami wybił dziurę w największym bębnie naszej perkusji (na której notabene to ja zazwyczaj grałem). Instrumenty były drogie i na dodatek własnością domu kultury w Miliczu. Po tak jawnym dowodzie naszego braku odpowiedzialności, nie pozwolono nam już więcej z nich korzystać. W taki oto sposób zamiast muzykiem, zostałem mechanikiem. Gdyby wówczas owa niewidzialna ręka nie przywróciła mnie na obecną drogę ścisłości i mozolnego wypracowywania, liczne odkrycia i wynalazki składające się na niniejszą stronę i monografię [1/4] nigdy nie mógłyby zostać sformułowane.
       Jako młody człowiek lubiłem brać udział we wszystkim, co tłumne, a więc w paradach, pokazach, zgromadzeniach, odpustach, itp. Często też maszerowałem w pochodach pierwszomajowych, szczególnie w wieku studenckim. Zawsze były one pokojowe i zawsze miały na celu zwykłe celebrowanie święta. Podczas jednego takiego marszu we Wrocławiu, jaki zaczynał się jak każdy typowy pochód - niewinnie i na wesoło, jakieś sto metrów przed dojściem do trybuny dostrzegłem moją ówczesną dziewczynę wśród widzów stojących na chodniku. Odwołała mnie z pochodu, ponieważ miała coś w planie, na co potrzebna była moja obecność. Poszedłem chętnie, bowiem był to tylko kolejny z licznych marszów, w jakich brałem udział, zaś nic nie zapowiadało, że okaże się on odmienny od poprzednich. Jak jednak potem się dowiedziałem, przed trybuną moich współtowarzyszy jakby prowokatorzy "podmieńcy" ich opętali czy zahipnotyzowali. Bez wcześniejszego zaplanowania, nagle zaczęli wykrzykiwać antyrządowe hasła i "spontanicznie" przekształcili ów marsz w demonstrację polityczną, a potem w rozruchy uliczne. W rezultacie wszyscy ci moi współtowarzysze, którzy wzięli wówczas udział w tej "spontanicznej" (czy raczej niedostrzegalnie wmanipulowanej im przez niewidzialnych "podmieńców") demonstracji i rozruchach ulicznych, zostali sfotografowani przez tajną policję i w ciągu następnych dni wcieleni do wojska. Nikt z nich nie zdołał ukończyć studiów. Gdybym wówczas znalazł się wśród nich, moje odkrycia i wynalazki nigdy nie mógłyby zostać sformułowane. Ponownie więc owa niewidzialna ręka zadbała, abym nie zboczył z drogi ku swojemu przeznaczeniu, chociaż szatańscy pasożyci zboczenie takie wówczas zamanipulowali.


Część G: Przegląd najważniejszych osiągnięć naukowych mojego życia:

Motto: "W odniesieniu do siebie samego nie daje się być równocześnie skromnym oraz obiektywnym."

       W Malezji mają przysłowie, kura znosi jedno jajko i cała wieś musi zaraz o tym wiedzieć, żółw zaś znosi tysiąc jaj i czyni to skromnie nocą oraz zupełnie bez rozgłosu. W oryginalnym języku "Bahasa Malaysia" przysłowie to brzmi: "Penyu bertelur seribu senyap, ayam sebiji riuh sekampung". (Na użytek tych czytelników którzy urodzili się w dużym mieście oraz wierzą, że jajka które kupują w sklepie produkowane są przez zmyślny automat w nowoczesnej fabryce chemicznej, powinienem tu wyjaśnić owo przysłowie. Manowicie jajka w 21 wieku ciągle znoszone są przez krzykliwe kury. Kury te znoszą nie więcej niż jedno jajko na dobę. Po zniesieniu zaś jajka gdakają one aż tak przeraźliwie, że ich gdakanie typowo słychać w promieniu około kilometra od ich gniazda. Z kolei samica zółwia za jednym razem znosi wszystkie jajka danego sezonu do głębokiego dołu który wykopuje na plaży. Żyje też bardzo długo, ma więc wiele takich sezonów. Znoszenia dokonuje ona też w absolutnej ciszy. Wszakże dookoła na plaży czyhają najróżniejsi drapieżcy którzy odkopują te jajka i je niszczą. Dlatego z licznych jajek które znosi żółw, tylko bardzo nielicznym udaje się dać początek nowemu życiu.) Muszę się przyznać, że powyższe przysłowie z Malezji dosyć dobrze opisuje sprawę mojego dorobku naukowego. Analogia tego dorobku do jaj znoszonych przez żółwia idzie nawet dalej. Wszakże podobnie jak jest z jajkami żółwia, również i do mojego dorobku nocami sekretnie podkradają się anonimowi drapieżcy, którzy starają się go dokumentnie zniszczyć (patrz "serpent Pająka" z punktu #G12 poniżej). W rezultacie bardzo rzadko z tego co wytworzę zdoła powstać jakiekolwiek nowe życie. Osobiście wierzę, że do mojego dorobku odnosi się wyjaśniony w punkcie #E2 strony internetowej o pochodzeniu zła na Ziemi werset bibilijny z Księgi Rodzaju, 3:14-15: "Wtedy Pan Bóg rzekł do serpenta: «Ponieważ to uczyniłeś, bądź przeklęty wśród wszystkich bestii domowych i polnych; na brzuchu będziesz się czołgał i proch będziesz jadł po wszystkie dni twego istnienia. Wprowadzam nieprzyjaźń między ciebie i niewiastę, pomiędzy potomstwo twoje a potomstwo jej: ono zmiażdży ci głowę, a ty zmiażdżysz mu piętę.»"


#G1. Tablica Cykliczności i Teoria Rozwoju Napędów:

       Moje zanurzenie się w obecną problematykę, jakie w konsekwencji wiodło do rozpracowania wszystkich tematów opisywanych na moich stronach internetowych i monografiach, zainicjowane zostało odkryciem naukowym z początka 1972 roku, czyli sprzed ponad 30 lat temu. Jak to już opisałem w podrozdziale A1 monografii [1/4] i w punkcie #F1 powyżej, odkryłem wówczas "tablicę cykliczności". Opublikowałem ją potem w swoim artykule [1A4]: "Teoria rozwoju napędów", z czasopisma Astronautyka, numer 5/1976, strony 16-21. Tablica ta wyznaczyła punkt startowy dla całej mojej dzisiejszej wiedzy i działalności. Była ona bowiem rodzajem "Tablicy Mendelejewa", tyle że opracowanej dla urządzeń napędowych zamiast dla pierwiastków chemicznych. Podążanie za jej wskazaniami kulminowało w 1980 roku opublikowaniem budowy i działania statku kosmicznego z napędem magnetycznym, nazywanego "magnokraftem", oraz 3 stycznia 1984 roku wynalezieniem "komory oscylacyjnej" - która to komora stanowi urządzenie napędowe dla owego magnokraftu. Faktycznie też odkrycia te i wynalazki zainicjowały naukowe zgłębianie tematyki, jaka w końcowym efekcie doprowadziła nie tylko do odkrycia pasożytniczej działalności niewidzialnych UFOnautow na Ziemi, ale także do sformułowania Konceptu Dipolarnej Grawitacji i totalizmu, do odkrycia pasożytnictwa, do zrozumienia motywacji za działaniami "szatańskich pasożytów" z UFO, itp., itd. Ponieważ tablica cykliczności, magnokraft i komora oscylacyjna opisywane są dosyć szczegółowo w rozdziałach B, C i F monografii [1/4], ich omawianie nie będzie tutaj już powtarzane.
       Tablica Cykliczności została zilustrowana, zaprezentowana i wyczerpująco opisana na kilku odrębnych stronach internetowych, włączając w to strony o Magnokrafcie i o Komorze Oscylacyjnej, a także częściowo strony o napędach, Koncepcie Dipolarnej Grawitacji, ludzkości, oraz o monografii [1/4] (w monografii [1/4] jest ona dokładnie opisana w rozdziale B z tomu 2).


#G2. Magnokraft:

       Jednym z następstw opracowania mojej pierwszej "tablicy cykliczności" było, iż postulowała ona niedalekie już zbudowanie na Ziemi całej nowej rodziny statków latających o napędzie magnetycznym. Począwszy od 1972 roku zacząłem więc rozpracowywać te statki. Budowa i działanie pierwszego z nich opublikowanie zostały już w 1980 roku - patrz mój artykuł [2C2]. Wkrótce potem nazwałem go "magnokraftem". Historia monografii [1/4] w dużej części jest właśnie historią magnokraftu (ta zaś w większej liczbie szczegółów opisana zostanie w podrozdziale C2 monograii [1/4]).
       Tablica cykliczności sugerowała jednak, że zbudowane zostaną aż trzy nowe statki magnetyczne. Wszystkie trzy nazwałem "magnokraftami". Pod względem wyglądu zewnętrznego są one niemal identyczne, jednak wykorzystują one trzy zupełnie odmienne zasady działania. (Z kolei owe trzy odmienne zasady działania powodują trzy różne kształty ich komór oscylacyjnych - patrz rysunki A1c i F3 w monografii [1/4].) Aby więc rozróżnić pomiędzy nimi, nazwam je: (1) magnokraftem pierwszej generacji, albo po prostu magnokraftem (ten najprostrzy z trzech magnokraftów, skrótowo opisany w podrozdziale A2 zaś dokładnie w całym rozdziale F monografii [1/4], używa napędu czysto magnetycznego, poruszając się na zasadzie magnetycznego przyciągania i dopychania; jego komory oscylacyjne są sześcienne, z kwadratowymi ściankami wlotowymi, jak te pokazane na rysunkach A1c i F3a z monografii [1/4]), (2) magnokraftem drugiej generacji, albo wehikułem telekinetycznym (ten bardziej zaawansowany wehikuł używa natychmiastowego napędu telekinetycznego opisywanego w podrozdziale L1 monografii [1/4]; jego komory oscylacyjne posiadają ośmioboczne ścianki czołowe), oraz (3) magnokraftem trzeciej generacji, nazywanym także wehikułem czasu (ten najbardziej zaawansowany magnokraft używa zasady podróży w czasie opisywanej w podrozdziale M1 monografii [1/4]; jego komory oscylacyjne posiadają szesnastoboczne ścianki czołowe). Magnokraft pierwszej generacji jest tym jaki zgodnie z tablicą cykliczności powinien być skompletowany na Ziemi do roku 2036. Opisany on został w podrozdziale A2 i w rozdziale F monografii [1/4]. Przyjmuje on kształt dysku, jaki w swoim centrum zawiera bardzo silne źródło odpychającego pola magnetycznego, nazywane "pędnikiem głównym", podczas gdy na obrzeżu zawiera pierścień "pędników bocznych" - patrz rysunek A1 (b) w [1/4]. Kiedy dokonuje on lotu, jego pędnik główny odpycha się od pola magnetycznego Ziemi, Słońca, lub galaktyki, wytwarzając w ten sposób siłę nośną. Jednocześnie pędniki boczne przyciągają się do pola ziemskiego, słonecznego lub galaktycznego, w ten sposób wytwarzając siły stabilizujące. Pędniki boczne są też w stanie wytwarzać wirujące pole magnetyczne, podobnie jak to ma miejsce w silnikach elektrycznych podczas formowania wiru magnetycznego. Owo wirujące pole magnetyczne wytwarza magnetyczny odpowiednik dla Efektu Magnusa, napędzając w ten sposób magnokraft poziomą siłą napędową. Ponadto wir ten jonizuje powietrze, wywołując jego jarzenie się. Wir magnetyczny formuje też rodzaj wiru plazmowego jaki jest zdolny do odparowania skał i gleby. W ten sposób, kiedy magnokraft leci pod ziemią, odparowywuje on łatwo identyfikowalne szkliste tunele opisywane w podrozdziale F10.1.1 monografii [1/4] - patrz tam rysunki F31 i P6. (Właśnie taki wir plazmowy UFO spowodował też odparowanie WTC - jak to opisane w podrozdziale O8.1 monografii [1/4] oraz na odrębnej stronie o WTC.) Magnokraft może latać pojedynczo, lub też magnetycznie sprzęgać się z innymi wehikułami fomując w ten sposób najróżniejsze konfiguracje latające - patrz rysunek C6 w [1/4]. Pierwsze opisy magnokraftu zostały opublikowane w artykule [2A4] "Budowa i działanie statków kosmicznych z napędem magnetycznym" jaki ukazał się w czasopiśmie "Przegląd Techniczny Innowacje", nr 16/1980, strony 21-23. Bardziej wyczerpujące opisy tego statku zawarte są praktycznie w niemal wszystkich monografiach i traktatach wylistowanych w rozdziale Y monografii [1/4], ze szczególnie wyczerpującym opisem w rozdziale F monografii [1/4].
       Należy tutaj podkreślić, że ja stałem się pierwszym naukowcem na Ziemi, który wynalazł statek o zasadzie działania magnokraftu. Przed opublikowaniem mojego wynalazku, idea użycia napędu czysto magnetycznego była całkowicie odrzucana z powodu popularnego (aczkolwiek błędnego) poglądu, że napęd taki nie będzie w stanie zadziałać. Przykładowo, kiedyś wierzono (a niektóre osoby wierzą nawet i do dzisiaj), że napęd czysto magnetyczny powodował będzie tzw. efekt dźwigu magnetycznego (tj. że przelatujący statek z takim napędem jakoby ma unosić w powietrze wszelkie przedmioty ferromagnetyczne), a także że ludzie nie potrafią zbudować urządzenia zdolnego pokonać tzw. "jednorodności" ziemskiego pola magnetycznego. Dopiero ja wykazałem teoretycznie, że efekt dźwigu magnetycznego niwelowany będzie składową pulsującą pola statku (po szczegóły patrz podrozdział C7.3 i rysunek C12 w [1/4]). Natomiast bariera "jednorodności" pola ziemskiego pokonana będzie w rezultacie ogromnej tzw. "długości efektywnej" pola magnetycznego wytwarzanego przez komory oscylacyjne (po wyjaśnienia patrz podrozdział F5.3 monografii [1/4]). W następstwie owych panujących uprzednio błędnych poglądów, przed opracowaniem magnokraftu, z dwóch możliwych napędów polowych postulowany był jedynie napęd antygrawitacyjny (patrz jego opisy w rozdziale G monografii [1/4]). Jeśli zaś ktoś już postulował jakieś użycie pola magnetycznego do napędzania statków, zakładał on tylko jego pośrednie wykorzystywanie dla formowania jakiegoś drugorzędnego efektu napędowego lub dla generowania pola antygrawitacyjnego. W ten sposób przykładowo w latach 1970-tych niejaki J. Pierre Petit z Francji wyjaśniał napęd UFO zjawiskiem magneto-hydro-dynamicznym wzbudzanym przez pole magnetyczne tych wehikułów. Natomiast kilka dalszych osób (m.in. słynny George Adamski), postulowało poprzednio, że napęd UFO zawiera jakieś urządzenia, które zamieniają pole magnetyczne na zjawisko antygrawitacji. Stąd, zgodnie z tymi osobami, napęd UFO faktycznie był napędem antygrawitacyjnym, zaś użycie pola magnetycznego sprowadzało się w nim tylko do roli pośredniego dostawcy energii. Dopiero moje teorie i badania ujawniły niezbicie, że napęd czysto magnetyczny będzie działał, zaś jego zbudowanie na Ziemi jest realne i już obecnie technicznie możliwe.
       Magnokraft opisany został wyczerpująco na kilku odrębnych stronach internetowych. Mianowicie jego opisy zawarte są na stronach o Magnokrafcie i o Komorze Oscylacyjnej, a także częściowo na stronach o napędach, Koncepcie Dipolarnej Grawitacji, ludzkości, oraz o wehikułach czasu.


#G3. Komora Oscylacyjna:

       Aby magnokraft mógł się wznieść w przestrzeń kosmiczną i ulecieć do gwiazd, wydatek z jego pędników magnetycznych musiał przekraczać szczególną wartość progową, jaką ja nazwałem "strumieniem startu". Strumień ten stanowi magnetyczny odpowiednik dla tzw. "pierwszej prędkości kosmicznej". Wartość tego magnetycznego "strumienia startu" wyliczyłem i opublikowałem już w artykule [1A4]. Niestety, w chwili obecnej nie istnieje na Ziemi urządzenie do wytwarzania pól magnetycznych, jakiego wydatek byłby w stanie przekroczyć ów strumień startu. Stąd jednym z zarzutów, jaki "przeciwnicy" magnokraftu zaczęli wysuwać przeciwko temu statkowi, było twierdzenie, że nie jest mo żliwe opracowanie urządzenia technicznego, jakiego zasada działania pozwalałaby wytworzyć pole magnetyczne o wartości przekraczającej ów strumień startu. Aby więc udowodnić, że osoby te się mylą, postanowiłem osobiście wynaleźć takie urządzenie. Po wielu latach przemyśliwań i poszkiwań wymaganej zasady jego działania, urządzenie to skrystalizowało się w mojej głowie nad rankiem 3 stycznia 1984 roku. Z uwagi na jego kształt, konstrukcję i zasadę działania nazwałem je "komorą oscylacyjną". Okoliczności i najważniejsze następstwa wynalezienia tej komory opisane są bardziej szczegółowo w podrozdziale C2 monografii [1/4] i w podrozdziale C2 monografii [1/3]. Pierwsze opublikowanie pełnej budowy i działania komory oscylacyjnej miało miejsce w monografii [8A4] o następującym tytule i danych bibliograficznych: Pająk Jan, "The Oscillatory Chamber - a breakthrough in the principles of magnetic field production", pierwsze wydanie nowozelandzkie, Invercargill, New Zealand, 31 stycznia 1985 roku, ISBN 0-9597698-2-X (copyright receipt C 7433, date 31.1.85). Niemniej niewielka wzmianka o tej komorze (jeden krótki rozdział) publikowana już była w monografii [4A4] wspominanej poprzednio. Dla moich badań wynalezienie komory oscylacyjnej posiadało przełomowe znaczenie, bowiem udowadniało ono, że istnieje zasada działania i realizujące tą zasadę urządzenie techniczne, jakie są w stanie wytworzyć wymagany magnetyczny "strumień startu", a stąd wznieść mój magnokraft w przestrzeń kosmiczną. Komora oscylacyjna ilustrowała więc, że idea magnokraftu jest całkiem realna i że statek ten już wkrótce może być urzeczywistniony przez naszą cywilizację - jeśli tylko ktoś podejmie realizację projektu jego budowy.
       Z powyższego możemy podsumować, że "komora oscylacyjna" jest to urządzenie (mojego wynalazku) do produkcji niezwykle silnych pól magnetycznych. Możnaby więc powiedzieć, że jest ona rodzajem ogromnie potężnego "magnesu" (tj. magnesu tak potężnego, że komora ta sama jest w stanie odepchnąć się od pola Ziemi i ulecieć w przestrzeń, poprzez swe odpychające oddziaływanie z ziemskim polem magnetycznym). Jej działanie oparte zostało na całkowicie nowej zasadzie, nieznanej dotychczas na Ziemi, szczegółowo opisanej w rozdziale C monografii [1/4], a także opisanej w monografiach [1/3], [1/2], [3/2], [3] i [2]. Komora ta zwykle posiada kształt przeźroczystej kostki sześciennej, pustej w środku. Wewnątrz ścianek bocznych tej kostki następują oscylacyjne wyładowania elektryczne, które zmuszają snopy iskier do rotowania po obwodzie kwadratu. Kwadratowy obieg tych iskier elektrycznych wytwarza silne pole magnetyczne. Pojedyncza komora oscylacyjna stanowi więc rodzaj niezwykle silnego magnesu, którego pole jest w stanie wznieść tą komorę w przestrzeń kosmiczną (wraz z dołączoną do niej konstrukcją statku kosmicznego), wyłącznie wskutek jej odpychającego oddziaływania z polem magnetycznym Ziemi, Słońca, lub Galaktyki. Aby takie wyniesienie się w przestrzeń było możliwe, wydatek komory musi przekraczać wartość stałej magnetycznej zwanej "strumień startu". Strumień ten zdefiniowany jest jako "najmniejsza wydajność jakiegoś źródła pola magnetycznego odniesiona do jednostki jego masy, która przy jego odpychającym zorientowaniu względem ziemskiego pola magnetycznego spowoduje pokonanie przyciągania grawitacyjnego i wyniesienie tego źródła pola w przestrzeń kosmiczną". Wartość strumienia startu w monografii [1/4] wyznaczono w podrozdziale F5.1. Jest ona także wyznaczona w monografiach [1/3], [1/2] i [1]. Dla obszaru Polski wynosi ona Fs=3.45 [Wb/kg].
       Budowa i działanie komory Oscylacyjnej została też opisana wyczerpująco aż na kilku odrębnych stronach internetowych. Przykładowo, jej opisy zawarte są nie tylko na stronach o samej Komorze Oscylacyjnej, ale także na stronach o Magnokrafcie, napędach, zniszczeniowych użyciach wehikułów UFO, Tapanui, ludzkości, oraz o wehikułach czasu.


#G4. Formalny dowód naukowy na istnienie wehikułów UFO, oraz odkrycie faktu sekretnej okupacji Ziemi przez moralnie upadłych UFOnautów trwające już od zarania dziejów:

Motto: "Ostrym mieczem uczynił me usta, w cieniu swej ręki mnie ukrył. Uczynił ze mnie strzałę zaostrzoną, utaił mnie w swoim kołczanie." (Biblia, Księga Izajasza, 49:2)

       Po tym jak pierwsze opisy magnokraftu zostały opublikowane, oraz po tym jak udokumentowały one naukowo, że zbudowanie magnokraftu będzie naturalną konsekwencją ewolucji ziemskiej techniki, wehikuł ten zaczął być bardzo sławny w Polsce. Pojawiły się liczne artykuły komentujące w różnych gazetach i czasopismach. Także szereg programów telewizyjnych zostało przygotowanych, jakie pokazywały obrazy, opisy, oraz dyskusje o tym wehikule kosmicznym. Jedna idea, jaka powtarzalnie zaczęła się wyłaniać ze wszystkich tych dyskusji, to że magnokraft jest bardzo podobny w wyglądzie i własnościach do tajemniczych wehikułów, jakie ludzie znają pod nazwą UFO. Aczkolwiek sugestie, że UFO są podobne do mojego magnokraftu, pochodziły nie odemnie samego, a od czytelników moich publikacji, ciągle zacząłem je badać. W ich wyniku rozpracowałem i potem opublikowałem, formalny dowód naukowy jaki stwierdzał że "UFO to już zbudowany przez kogoś magnokraft". Dowód ten po raz pierwszy opublikowany został w artykule [3A4] "Konstrukcja prosto z nieba" z czasopisma Przegląd Techniczny Innowacje, nr 13/1981, strony 21-23. Najnowsza prezentacja tego dowodu zawarta jest w podrozdziale P2 monografii [1/4], oraz w rozdziale O monografii [1/3]. Ów formalny dowód oparty został na bardzo starej i niezawodnej metodologii naukowej nazywanej "metoda dopasowywania atrybutów", jaka często jest używana do identyfikowania nieznanych obiektów, w śledztwie kryminalnym, oraz w rozpoznaniu wojskowym. W jej zastosowaniu dla udowodnienia że UFO to magnokrafty, metoda ta wyróżnia 12 klas atrybutów, jakie są unikalne dla magnokraftu (przykładowo jego wygląd zewnętrzny, obecność pędnika głównego i pędników bocznych, używanie sił magnetycznych dla celów napędowych, formowanie latających połączeń, latanie w trzech trybach działania, itp.). Następnie udowadnia on na przykładach obiektywnych dowodów fotograficznych, że wszystkie te 12 klas atrybutów są także obecne i udokumentowane u UFO.
       Formalne udowodnienie że "UFO to magnokrafty - tyle że już zbudowane przez jakieś technicznie bardziej od nas zaawansowane cywilizacje kosmiczne" z kolei doprowadziło do sformułowania tzw. "postulatu zamienności UFO i magnokraftów" - po szczegóły patrz podrozdział P2.15 w monografii [1/4], lub podrozdział O2.15 w monografii [1/3]. Generalnie rzecz biorąc postulat ten podaje, że wszystkie stwierdzenia Teorii Magnokraftu odnoszą się też do UFO, natomiast wszystkie fakty zaobserwowane na UFO muszą odnosić się również i do Teorii Magnokraftu. Praktyczne wykorzystanie tego postulatu pozwala na szybsze rozwikłanie tajemnic UFO poprzez zastosowanie do nich wszelkich ustaleń dotyczących magnokraftu, a także na szybszy postęp w budowie magnokraftu, poprzez wykorzystywanie do niego gotowych rozwiązań technicznych jakie zaobserwowane zostały na UFO.
       Formalny dowód naukowy na istnienie UFO został potem zatwierdzony jako oficjalne stanowisko UFOlogów polskich za pośrednictwem specjalnej uchwały podjętej przez uczestników internetowej listy dyskusyjnej totalizmu. Z treścią owej uchwały można się zapoznać na całym szeregu stron totalizmu, np. na stronach o UFOnautach, wehikułach czasu, Antychryście, itp.
       Prawo moralne w podrozdziale I4.1.1 monografii [1/4] opisane tam pod nazwą "prawa obusieczności" powoduje, że każdy niefortunny zwrot wydarzeń przynosi sobą także i pożądane wyniki (ta konsekwencja dyskutowanego prawa moralnego wyrażana jest w popularnym powiedzeniu, że "nie ma takiego złego co by na dobre nie wyszło"). Stąd fakt że kiedyś zostalem surowo ukarany przez usunięcie mnie z uczelni za wykonanie badań miejsca eksplozji UFO koło Tapanui w Nowej Zelandii - które to badania były przecież moim obowiązkiem jako naukowca i które były ogromnie potrzebne bowiem Nowa Zelandia przelewała się najróżniejszymi zagadkami, podczas gdy lokalni ortodoksyjni naukowcy odmawiali ich przebadania, przyniósł także i pozytywne wyniki. Zmusił on mnie bowiem do zadania sobie pytania "dlaczego wszelkie badania dotyczące UFO muszą być prowadzone w konspiracji". Badania te przecież nikogo nie krzywdzą, a ponadto biorąc pod uwagę kontrowersję jaka je otacza, są one ogromnie potrzebne naszej cywilizacji. Z czasów kiedy byłem aktywistą oryginalnej Solidarności, ciągle pamiętam podstawową zasadę, że kiedykolwiek zachodzi konieczność uciekania się do konspiracji, zawsze istnieć musi jakiś rodzaj okupanta który prześladuje owych ludzi zmuszonych do uciekania się do konspiracji. Stąd następnym moim pytaniem było: "kto jest owym niewidzialnym okupantem, jaki prześladuje wszystkich badaczy którzy dokonują rzeczowych badań UFO". Jak to doskonale już wiadomo, sukces badań naukowych głównie polega na zadawaniu właściwych pytań i potem znajdowaniu dla nich poprawnych odpowiedzi. W tym przypadku zapytanie "kto jest owym niewidzialnym okupantem" okazało się tym właściwym zapytaniem, które dostarczyło mi lawinowej odpowiedzi. Tak się stało, ponieważ poprawna odpowiedź na to pytanie brzmi owym niewidzialnym okupantem jaki prześladuje badania UFO, są sami UFOnauci, którzy wcale nie chcą aby ludzie dowiedzieli się o ich niszczycielskich działaniach na Ziemi i dlatego którzy za pośrednictwem swoich agentów - przez folklor ludowy zwanych podmieńcami, niszczą każdego kto bada ich zbyt dociekliwie. Tak samo jak owa odpowiedź szokuje, doskonale ona pasuje do wszelkich znaków zapytania dotyczących UFO. Wyjaśnia ona bowiem dlaczego istnieje tak wiele przeciwieństw i kontrowersji w naszym odbiorze zjawiska UFO, dlaczego ludzie reagują histerycznie na każdą wzmiankę słowa UFO, dlaczego istnieje cała ta oficjalna wrogość w odniesieniu do badań UFO, dlaczego każdy kto rzeczowo bada UFO zawsze dotknięty zostaje najróżniejszymi problemami i karami, dlaczego poprawne i racjonalne teorie i wyjaśnienia dotyczące UFO są zawsze krytykowane, podczas gdy najróżniejsze zwariowane teorie są rozmnażane w nieskończoność i upowszechniane bez najmniejszego oporu ani krytycyzmu, dlaczego wszelki materiał dowodowy jaki mógł będzie ujawnić okupację Ziemi przez UFO zawsze znika zanim ktokolwiek ma czas aby go dokładnie przebadać, itp.
       Fakt skrytej okupacji Ziemi przez szatańskich UFOnautów wyglądających identycznie jak ludzie najbardziej perspektywicznie wyjaśniony jest na stronie internetowej o pochodzeniu zła. Z kolei poszczególne następstwa tej skrytej i wysoce niszczycielskiej okupacji manifestujące się systematycznym wyniszczaniem naszej cywilizacji opisane jest na całym szeregu stron, przykładowo na stronach o UFOnautach, zniszczeniowych użyciach wehikułów UFO, dowodach działalności UFO na Ziemi, UFOnautach-podmieńcach, 26tym dniu, ludobójcach, WTC, obsuwiskach ziemi i błota, huraganach, tornadach, huraganie Katrina, Tapanui, Katowicach, itp.


#G5. Koncept Dipolarnej Grawitacji:

       Spektakularne znalezienie klucza do Konceptu Dipolarnej Grawitacji miało miejsce w 1985 roku. Po uświadomieniu sobie nieadekwatności obecnie wyznawanego konceptu monopolarnej grawitacji, starałem się znaleźć błąd w jego sformułowaniu, jaki powoduje, że jest on sprzeczny z naturalnym porządkiem rzeczy. Czytałem w tym celu wiele opracowań dotyczących grawitacji. Wielokrotnie przemyśliwałem też jej istniejące sformułowanie. Jednego niezwykle pogodnego popołudnia, wiosną 1985 roku (najprawdopodobniej było to w okresie nowozelandzkiej przerwy wakacyjnej w połowie sierpnia 1985 roku), spacerowałem po wyjątkowo pięknym wówczas parku w Invercargill - w owym czasie całym zapełnionym oceanem wiosennych kwiatów, z naturą budzącą się do życia oraz powietrzem wypełnionym rodzajem szczęśliwości. Nagle klucz do rozwiązania problemu grawitacji skrystalizował się w mojej głowie. Był to bardzo spektakularny moment w moim życiu, bowiem w owym majestatycznym dniu i niezwykle pięknym otoczeniu, uderzył on moją świadomość jak piorun i w mgnieniu oka wywrócił do góry nogami całe moje dotychczasowe zrozumienie wszechświata. Kluczem do zrozumienia grawitacji okazał się fakt, że stary koncept monopolarnej grawitacji, uznawany przez dotychczasową naukę ortodoksyjną na Ziemi, przyjmuje "a priori" że grawitacja jest polem monopolarnym. Tymczasem koniecznym jest też rozważenie, czy przypadkiem grawitacja nie wykazuje charakteru pola dipolarnego (podobnego do charakteru pola magnetycznego). Po znalezieniu tego klucza możliwe się stało rozpracowanie zrębów nowego Konceptu Dipolarnej Grawitacji, którego jedna z najwcześniejszych prezentacji najpierw ukazała się w polskojęzycznej monografii [1] (tej właśnie, której wartość naukowa została zignorowana przez Radę Naukową Instytutu TBM Politechniki Wrocławskiej), zaś najnowsza prezentacja zawarta jest w rozdziałach H i I monografii [1/4].
       Koncept Dipolarnej Grawitacji opisany został wyczerpująco aż na kilku odrębnych stronach internetowych. Przykładowo, jego opisy zawarte są nie tylko na stronach o nim samym - czyli o Koncepcie Dipolarnej Grawitacji, ale także na stronach o ludzkości, wehikułach czasu, Magnokrafcie, telekinezie, telepatii, zniszczeniowych użyciach wehikułów UFO, totaliźmie, pasożytnictwie, oraz nirwanie.


#G6. Działanie czasu i wehikuły czasu:

       Dipolarna interpretacja czasu rozpracowana została już w 1986 roku podczas poszerzania tablicy cykliczności o stwierdzenia wynikające z nowego Konceptu Dipolarnej Grawitacji. Jej rozpracowanie umożliwiło z kolei przewidzenie takich zjawisk jak "stan zawieszonego filmu", "podróż w jedną stronę", "efekt dublowania czasu", itp. - po szczegóły patrz podrozdział M1 monografii [1/4], lub podrozdział M1 z monografii [1/3]. Pierwsze prezentacje tych zjawisk zawarte były w moich publikacjach począwszy już od 1987 roku. Rozpracowanie podstawowych zjawisk związanych z podróżami w czasie prowadziło do stopniowego uświadomienia i rozpracowania atrybutów, możliwości i ograniczeń podróżowania w czasie. Z kolei uświadomienie sobie owych możliwości i atrybutów wiodło do rozpracowania wehikułów czasu i do stopniowego gromadzenia informacji, że takie wehikuły czasu już obecnie używane są przez UFOnautów. Pierwsze bardziej szczegółowe opracowania budowy i działania wehikułów czasu opublikowane zostały w 1990 roku w monografii [1e].
       Wehikuły czasu oraz podróże w czasie opisane są relatywnie wyczerpująco aż na kilku odrębnych stronach internetowych, włączając w to strony o wehikułach czasu, a także strony o Koncepcie Dipolarnej Grawitacji, Bogu i o ewolucji.


#G7. Telepatia oraz działanie urządzeń telepatycznych:

       W piątek, dnia 11 listopada 1994 roku, podczas przerwy na lunch, zdecydowałem się uciec przed piętrzącymi się problemami i stresem zaczynającego się wkrótce drugiego semestru, poprzez zjedzenie miejscowego posiłku. Jednak danie nabyte w pobliskiej stołówce "Rumah Universiti", niestety tego dnia okazało się bardziej niejadalne niż zazwyczaj. Dla odwrócenia więc uwagi od utykającego w gardle posmaku, zająłem swój umysł moimi ulubionymi problemami mechanizmów działania wszechświata. Gdy więc tak bez entuzjazmu starałem się dobrnąć do końca posiłku (zgodnie z totalizmem, który wówczas już zdecydowanie wyznawałem, marnowanie jakiejkolwiek żywności w obecnej sytuacji naszej planety jest poważnym grzechem), niespodziewanie w mojej głowie poskładało się w jedną całość rozwiązanie dla zasad i mechanizmu telepatii. Bóg czasami wykazuje wysokie poczucie humoru i w tym przypadku znajomość telepatii zawdzięczać będziemy beznadziejnemu gotowaniu jakiejś anonimowej kucharki. Podobnie jak to kiedyś stało się w odniesieniu do magnokraftu i komory oscylacyjnej (patrz podrozdział F2 w monografiach: [3], [3/2] i [1/2]; a także podrozdział C2 w monografii [1/4] i [1/3]), tym razem dla telepatii również od dłuższego już czasu przemyśliwałem nad jej mechanizmem i stąd posiadałem już uprzednio zgromadzone w swej głowie wszystkie elementy wymaganej układanki (np. już w czasie swego pobytu na Cyprze ustaliłem, że sygnały telepatyczne muszą propagować się poprzez przeciw-materię, że ich wzbudzanie musi następować przez wibracje magnetyczne, że istnieje rodzaj uniwersalnego języka, w podrozdziałach I5.4 i JA3.1 monografii [1/4] nazywanego ULT - od "Universal Language of Thoughts", w którym wszystkie istoty żyjące z całego wszechświata mogą komunikować się ze sobą za pośrednictwem telepatii, itp.). Jedyną rzeczą jakiej wówczas ciągle nie wiedziałem, to fizyczna natura telepatii oraz mechanizm fizyczny na jakim zjawisko to bazuje. Dlatego też podczas owego pamiętnego lunchu szokująca myśl błysnęła w moim umyśle. Myśl ta stwierdzała, że "fale telepatyczne to po prostu dźwięko-podobne wibracje przeciw-materii, które podobnie jak dźwięki w naszym świecie posiadają swój ton, melodię, barwę, częstość, itp.; podczas gdy łączność telepatyczna jest to po prostu rozmowa następująca w uniwersalnym języku ULT z użyciem owych dźwięko-podobnych wibracji". (Zauważ, że zgodnie z Konceptem Dipolarnej Grawitacji, wszystkie rodzaje ruchów przeciw-materii, w naszym świecie manifestują się m.in. jako pole magnetyczne, dlatego fale telepatyczne mogą w przybliżeniu być też zdefiniowane jako "modulowane wibracje pola magnetycznego".) Po tym jak owa myśl przyszła mi do głowy, wszystko co poprzednio wiedziałem na temat telepatii zaczęło nabierać sensu i stało się zrozumiałe. Znalezione wówczas rozwiązanie dla mechanizmu rozprzestrzeniania się fal telepatycznych wkrótce zostało wyrażone na piśmie i opublikowane, początkowo dnia 9 stycznia 1996 roku w monografii [3] (patrz podrozdział D13 w [3]), w 1997 roku było ono powtórzone w monografii [3/2], zaś później (w 1998 roku) także opublikowane w monografiach [1/2] i [1/3]. W 2000 telepatia była podstawą dla sformułowania traktatu [7/2] - patrz podrozdział D2.1.1 w traktacie [7/2]. W monografii [1/4] telepatię opisano w podrozdziale H7.1.
       Najbardziej bezpośrednie opisy telepatii oraz urządzeń telepatycznych zaprezentowane zostały na odrębnej stronie internetowej o telepatii. Ponadto telepatyczne urządzenie do zdalnego wykrywania nadchodzących trzęsień ziemi opisane jest na odrębnej stronie internetowej o seismografie Zhang Henga. Warto odnotować, że na przekór iż urządzenie to jest w stanie uratować tysiące istnień ludzkich oraz nieopisaną wartość mienia, oraz na przekór że jest ono relatywnie proste w budowie i zasadzie działania, faktycznie to nikt nie ma odwagi podjąć jego budowy tylko dlatego że działa ono na zasadzie odbioru i interpretowania fal telepatycznych.


#G8. Ewolucja Boga i stworzenie człowieka:

       Do podjęcia zagadnień ewolucji zmusiły mnie obecne spory pomiędzy tzw. "kreacjonistami" oraz "ewolucjonistami". Usiłując zabierać głos w tych sporach odkryłem, że żadna ze stron nie zważa na logiczną argumentację. Czyli faktycznie spory te prowadzone są tylko po to aby ukryć prawdę, a nie ją odnaleźć. Postanowiłem więc wybadać jaka to prawda jest tak straszna dla "podmieńców", że aż wymaga tak rozbudowanego ukrywania. Wynikiem zaś było odkrycie ewolucji Boga. Odkrycia tego dokonałem na początku 2007 roku.
       Ewolucja Boga oraz proces stworzenia najpierw świata fizycznego, a później człowieka, opisane są relatywnie wyczerpująco aż na kilku odrębnych stronach internetowych, mianowicie na stronie o ewolucji (szczególnie patrz tam punkt #B6.2), a także na stronach o Bogu (punkt #B3), mechaniźmie czasu, oraz w "części I" odrębnej strony internetowej o Koncepcie Dipolarnej Grawitacji.


#G9. Pole moralne i prawa moralne:

       Już w okresie swej szkoły średniej odnotowałem, że losami ludzkimi rządzą jakieś dziwne regularności. Regularności te nie mają prawa zaistnieć, jeśli naszym życiem - j ak to powszechnie się uważa i twierdzi - rządzi głównie tzw. "przypadkowy zbieg okoliczności". Z regularności tych najbardziej wówczas w oczy rzucały mi się przypadki odwzajemniania negatywnych uczuć. Przykładowo, jeśli - jak to naturalnie czynią kilkunastoletnie osoby, spontanicznie i bez powodu kogoś nie lubiłem, zawsze się potem okazywało, że ten ktoś również spontanicznie i bez powodu mnie nie lubił. Regularności rządzące losami ludzkimi jeszcze wyraźniej się ujawniły podczas studiów na Politechnice Wrocławskiej, często zresztą stanowiąc przedmiot moich dyskusji z innymi studentami. Jedna z obserwacji z tamtego okresu dotyczyła równoczesności zaistnienia u obu zainteresowanych stron tak samo niesprzyjających okoliczności. Przykładowo, jeśli umówiłem się na randkę lub spotkanie, jednak w międzyczasie coś mi niespodziewanie wyskoczyło, tak że nie mogłem na nią się stawić, potem się okazywało, że również po drugiej stronie wystąpiły podobne niespodziewane przeszkody, tak że i ta druga strona nie mogła przybyć na ową randkę czy spotkanie (takie sytuacje stawały się szczególnie odnotowywalne, gdy na przekór niesprzyjających okoliczności stawałem na głowie i pomimo wszystko przybywałem na spotkanie, tylko po to aby stwierdzić, że druga strona nie była w stanie wywiązać się ze swoich obligacji). Ponieważ jednak nie wszyscy studenci dokonywali podobnych obserwacji, na owym etapie doszedłem do wniosku, że być może niektórzy ludzie przez szczególny "zbieg okoliczności" bardziej od innych dotykani są zdarzeniami wykazującymi regularność i logikę (nie wpadło mi wówczas do głowy, że wszyscy dotykani mogą nimi być w takim samym stopniu, jednak nie wszyscy posiadają wymaganą spostrzegawczość i z dolność zaobserwowania, że im się to przytrafia). Zmianę poglądów w tym zakresie spowodował dopiero kolega z pracy, referujmy do niego "Chimek". Podczas jednej z dyskusji biurowych stwierdził on, iż w swoim synie obserwuje postawy i zachowania wobec siebie samego, które są dokładnym odbiciem jego własnych postaw i zachowań w podobnym wieku wobec swojego ojca. To oświadczenie kolegi dokładnie pokrywało się z moimi osobistymi spostrzeżeniami. Stąd okazało się owym przełomowym upewnieniem, że wszystko co ja odnotowywałem przytrafia się także innym ludziom, tyle tylko że większość innych ludzi posiada zbyt niską zdolność obserwacyjną, aby to odnotować. Z kolei owo upewnienie Chimka zainspirowało mnie do dokonywania systematycznych obserwacji w tym zakresie. Obserwacje te wydały owoce, kiedy odkryłem istnienie myślącej przeciw-materii oraz wszechświatowego intelektu (UI) - jak to opisano w podrozdziale A4 monografii [1/4]. Złożenie więc wszystkiego razem spowodowało wyklarowanie się idei praw moralnych. W 1985 roku jednoznacznie sformułowane zostało i opublikowane pierwsze z tych praw, które z uwagi na sposób w jaki działa, nazwane zostało "Prawem Bumerangu'. Od chwili jego wyklarowania się, nieustannie zacząłem też poszukiwać innych praw moralnych, jak również prostych i łatwych do zapamiętania receptur na życie zgodne z ich stwierdzeniami. Jeszcze w 1985 roku poszukiwania te zaowocowały zaproponowaniem nowej filozofii zwanej "totalizm", zaś w 1996 roku - sformułowaniem mechaniki totaliztycznej opisanej w rozdziale JE monografii [1/4].
       Pole moralne i prawa moralne opisane są dosyć wyczerpująco na kilku odrębnych stronach internetowych, mianowicie na stronie o moralności, a także na stronach o totalizmie, nirwanie i o Koncepcie Dipolarnej Grawitacji.


#G10. Filozofie totalizmu oraz pasożytnictwa:

       Naukowy Koncept Dipolarej Grawitacji ujawnił najróżniejsze fakty,jakie poprzednio pozostawały nieodnotowalne dla instytucjonalnej nauki. M.in. obejmowały one formalny dowód naukowy potwierdzający istnienie wszechświatowego intelektu (Boga), który zaprojektował prawa, jakie rządzą naszym wszechświatem, uświadomienie istnienia praw moralnych, opisywanych w podrozdziale I4.1.1 monografii [1/4], oraz faktu że owe prawa moralne egzekwowane są na każdej osobie z iście żelazną konsekwencją - tj. bez żadnego wybaczania czy litości jakie dla przyczyn politycznych zwodniczo oferowane były przez dotychczasowe religie. Tak więc z chwilą gdy naukowy Koncept Dipolarnej Grawitacji ujawnił, że losami intelektów muszą rządzić prawa moralne, narodziła się też potrzeba opracowania nowej filozofii, jaka wyjaśniłaby ludziom jak stosować w życiu te ciężko-uderzające każdego prawa moralne. W ten sposób narodziła się filozofia totalizmu. (Najnowsze sformułowanie totalizmu zaprezentowane jest w rozdziale JA monografii [1/4], podczas gdy poprzednie pełne wydanie totalizmu zawarte jest w rozdziale A monografii [8].) Pierwsze sformułowanie totalizmu, oraz wybranie dla niego nazwy, miało miejsce już w 1985 roku. Formalny teorem fundujący totalizmu, oraz jego pierwsze rekomendacje, opublikowane jednak zostały dopiero w 1986 roku. Natomiast we wszystkich moich głównych monografiach filozofia ta prezentowana była już systematycznie począwszy od 1987 roku. Początkowo najważniejszą częścią totalizmu była kolekcja posłań, jakie zaobserwowałem empirycznie i jakie zaprezentowałem jako pozytywne przeciwieństwa doktryn filozofii podążania po linii najmniejszego oporu intelektualnego (tj. doktryn "prymitywnego pasożytnictwa"). Jego najważniejsze opisy były więc nieco podobne do treści podrozdziału JB6 w monografii [1/4] i podrozdziału I1 w monografii [8]. W wydaniu monografii [1a] z 1990 roku, totalizm obejmował sobą już 5 takich doktryn i odpowiadających im posłań totaliztycznych. W owym początkowym okresie filozofia ta zapewne nie trafiła do przekonania zbyt wielu czytelników. Niemniej uczuliła ona mnie samego na wszelkie manifestacje totaliztycznego postępowania oraz na oznaki postępowania pasożytniczego - czyli zgodnego z linią najmniejszego oporu intelektualnego. To z kolei uczuliło moje zdolności obserwacyjne i otwarło je na ustalenie większej liczby szczegółów.
       Istnienie i działanie praw moralnych posiada tą konsekwencję, że poszczególni ludzie mają w życiu tylko dwa wyjścia. Mianowicie mogą albo wypełniać te prawa, albo też je chronicznie łamać. Ci co w swoich działaniach starają się wypełniać prawa moralne, np. poprzez wysłuchiwanie głosu własnego sumienia, faktycznie żyją w zgodzie z zasadami filozofii totalizmu - nawet jeśli tego faktu nie są świadomi. Filozofia totalizmu posiada bowiem tylko jedną zasadę, która stwierdza we wszystkim co czynisz zawsze pedantycznie wypełniaj prawa moralne. Ci zaś ludzie którzy zagłuszają w sobie głos sumienia, a stąd chronicznie łamią prawa moralne, żyją według zasad filozofii będącej dokładną odwrotnością totalizmu. Ta odwrotność totalizmu nazywana jest filozofią pasożytnictwa. Zamienia ona bowiem swoich wyznawców w rodzaj inteligentnych pasożytów. Naczelną zasadą pasożytów jest każde prawo wypełniaj tylko jeśli zostałeś do tego jakoś przymuszony. Najbardziej zaawansowaną formę owego pasożytnictwa wyznają sekretni okupanci Ziemi, czyli UFOnauci.
       Filozofie totalizmu i pasożytnictwa wyjaśnione są relatywnie dobrze na dwóch odrębnych stronach internetowych o nazwach totalizm oraz pasożytnictwo.


#G11. Formalny dowód naukowy na istnienie Boga:

Motto: "Skoro Bóg faktycznie istnieje trzeba być naiwnym lub głupcem aby zignorować ostrzeżenie iż 'Bóg nierychliwy ale sprawiedliwy' i wierzyć że tak modne w dzisiejszych czasach plucie na Boga oraz odwracanie się tyłem do Boga naprawdę ujdzie komuś bezkarnie."

       Jednym z konklusywnych osiągnięć mojego życia jest opracowanie i opublikowanie formalnego dowodu naukowego na fakt że Bóg rzeczywiście istnieje. Jak dotychczas nikt też ani nie obalił ani nawet nie podważył owego dowodu. Stąd formalnie dowód ten pozostaje w mocy.
       Mawiają, że zadawnie właściwych pytań jest kluczem do wiedzy. Zamiast więc wyjaśniać tu czytelnikowi znaczenie i implikacje tego dowodu na istnienie Boga, pozwolę sobie zadać kilka pytań, na które proponuję czytelnikowi odpowiedzieć samemu zgodnie ze wskazaniami jego własnego sumienia. Oto owe pytania. Czy dowód na isnienie Boga jest ważny dla ludzi? Czy waga opracowania takiego dowodu powinna być podkreślona wyznaczeniem jakiejś międzynarodowej nagrody będącej moralnie nieskażonym odpowiednikiem niemoralnej nagrody Nobla? Czy fakt że ani żadna religia na Ziemi, ani nauka ziemska, nie starają się wyznaczyć takiej nagrody, nie oznacza przypadkiem że ci co kontrolują owe religie i naukę faktycznie to nie chcą aby istnienie Boga zostało udowodnione ponad wszelką wątpliwość? Jeśli na Ziemi istnieją moce zainteresowane w uniemożliwieniu ludziom poznania faktu istnienia Boga, to czy logicznie jest możliwym że istnienie takich mocy jest jednym z dowodów na fakt że nasza planeta jest jednak skrycie okupowana przez moralnie upadłych krewniaków ludzkości kiedyś zwanych "diabłami", "smokami", "serpentami", itd., zaś dzisiaj zwanych "UFOnautami"? Jeśli nasza planeta jest jednak skrycie okupowana przez szatańskie istoty o wyglądzie identycznym do ludzi, to jak owa okupacja skończy się dla ludzkości?
       Pełna prezentacja formalnego dowodu naukowego na istnienie Boga przeprowadzonego z użyciem metod logiki matematycznej zawarta jest w podrozdziale I3.3.4 z tomu 5 monografii [1/5], zaś przeprowadzonego z użyciem metod fizyki - w podrozdziałach I3.3.1 do I3.3.3 z tomu 5 monografii [1/4], a także w podrozdziale K3.3 z tomu 6 monografii [8]. Ponadto dowód ten jest powtórzony w punkcie #B3 na stronie internetowej o Bogu, wyjaśniony na innych przykładach na stronach internetowych o Koncepcie Dipolarnej Grawitacji (punkt #D3), nirwanie (punkt #C1.1) i ewolucji (punkt #B6.2), zaś skrótowo opisany na stronach internetowych o totaliźmie oraz o telekinezie.
       W dzisiejszych przełomowych czasach wielu ludzi odwraca się tyłem do Boga i do religii. Powodem tego zachowania jest celowo zniechęcająca działalność owych podmieńców o jakich pisałem w punkcie #A1 tej strony (znaczy "serpentra Pająka" opisanego w punkcie #G12 poniżej). Podmieńcy owi (serpent) przez wieki zajmowali bowiem kluczowe pozycje w ziemskich religiach oraz w oficjalnej nauce. Tam zaś prowadzili działalność sabotażującą te religie i naukę od wewnątrz. W rezultacie, poprzez najróżniejsze sabotażujące posunięcia religii, oraz poprzez ustawienie nauki na konfrontacyjnej pozycji wobec religii, owi podmieńcy zdołali doprowadzić do sytuacji jaką widzimy wokół siebie dzisiaj. Dla tych więc czytelników którzy należą do grupy owych zniechęconych do religii, mam tutaj następującą wiadomość: opieraj swój stosunek do Boga na wiedzy którą udostępnia Ci Koncept Dipolarnej Grawitacji oraz filozofia totalizmu, a nie na dogmatach w które nakazują Ci wierzyć najróżniejsze religie. Wszakże religie są instytucjami politycznymi, jakie oprócz szerzenia wiary mają także najróżniejsze inne mniej jawne cele. Bóg zaś jest rzeczywistością która Cię otacza i którą można, oraz trzeba, poznawać w naukowy sposób. Pamiętaj także że zawsze można przestać wierzyć, jednak nigdy nie przestaje się wiedzieć. Stąd do religijnych dogmatów daje się Cię zniechęcać na setki różnych sposobów. Jednak do wiedzy poznanej na temat Boga nic już Cię nie zniechęci. Pamiętaj także że religia którą wyznajesz jest częścią Twojej kultury, czyli i częścią Ciebie samego. Pozostanie też częścią Ciebie nawet jeśli jest celowo sabotażowana i nawet jeśli niektóre jej posunięcia są rażąco błędne. Sabotażom można bowiem z czasem nauczyć się zapobiegać, a błędne posunięcia można naprawiać. Jednak raz utraconej kultury nie daje się już odzyskać. (Np. artystycznie bezcennych ołtarzy pousuwanych niedawno z kościołów chrześcijańskich tylko dlatego że imitowały one sobą urządzenia sterownicze UFO, nigdy nie da się już odbudować.)


#G12. Tzw. "serpent Pająka":

Motto: "Jeśli coś zostawia nam ślady swego działania trzeba to tak nazwać aby być w stanie otwarcie o tym mówić."

       Jeśli ktoś uważniej przyglądnie się temu co z jednej strony stwierdza oficjalana nauka ziemska, a co z drugiej strony wyłania się z rzeczywistego życia, wówczas uderzy go w oczy coraz większa rozbieżność pomiędzy tymi dwoma. Przykładowo, w poprzednim punkcie #D2.1 wyjaśniono, że życie, obserwacje empiryczne, oraz logika dowodzą iż tzw. "przesunięcie ku czerwieni" światła gwiazd jest kolejnym dowodem na fakt że świat fizyczny stworzony został przez Boga jako stabilny świat stacjonarny. Jednak nauka ortodoksyjna upiera się w kłamliwym twierdzeniu, że to samo przesunięcie ku czerwieni światła gwiazd jest dowodem na tzw. "Efekt Dopplera" wywołany odśrodkową "ucieczką galaktyk". Nauka upowszechnia też tzw. "Prawa Murphy’ego" aby tłumaczyć nimi wiele dziwnych zdarzeń i paradoksów, chociaż nie jest w stanie przeprowadzić nawet jednego powtarzalnie weryfikowalnego eksperymentu w którym faktycznie by się ujawniło działanie tych rzekomych "praw Murphy’ego". Aby było jeszcze śmieszniej, nauka ani nie stara sie, ani nawet nie szuka sposobu aby udowodnić, że ESP faktycznie działa - chociaż w rzeczywistynm życiu szacuje się iż ponad 90% zasobów naturalnych i wody pitnej odkryte zostało na Ziemi właśnie dzięki użyciu różdżkarskiej lub wahadlarskiej formy ESP. Nie wsopomnę już tutaj stanowiska oficjalnej nauki w sprawach UFO czy duchów – chociaż niemal każda gazeta aż przelewa się od informacji na ich temat.
       Wszystkie powyższe paradoksy i niekonsekwencje nauki daje się jednak dyplomatycznie i bezkolizyjnie wyjaśnić jeśli nada się życie umownemu rodzajowi istnienia, który proponuję nazwać "serpentem Pająka". Wszakże naukowcy są już doskonale znani z ignorowania "brzytwy Occama" i dawania życia całej gamie naukowych stworzeń. I tak przykładowo "Demon Maxwella" pomaga adeptom fizyki zrozumieć że tzw. "prawa termodynamiczne" to wcale nie prawa, a jedynie statystyczne prognozy które w normalnych warunkach typowo się sprawdzają. Z kolei tzw. "kot Schrodingera" pozwala fizykom wytłumaczyć dlaczego obserwowanie czegoś z użyciem ortodoksyjnych technik naukowych zakłóca zachowanie obserwowanego obiektu. (Niczego jednak nie zakłóca np. obserwacja z użyciem teleskopów telepatycznych opisanych w podrozdziale N5.1 np. monografii [1/4] - które odbierają informację wysyłaną ciągle i w naturalny sposób przez każdy obiekt wszechświata.) Trzymając się więc powyższego "ducha nauki", niniejszym powołuję do życia jeszcze jedno "naukowe stworzenie" tego typu. Stworzenie to nazywam "serpentem Pająka". Okazuje się ono niezwykle pomocne przy naukowym wyjaśnianiu najróżniejszych paradoksów i niekonsekwencji które nie spełniają poznanych i ustalonych reguł czy praw, a także przy naukowym dyskutowaniu najróżniejszych zjawisk które istnieją obiektywnie jednak których tradycyjnych nazw naukowcy obawiają się wymawiać głośno bowiem wzbudzają one niepożądane reakcje u słuchaczy (w rodzaju: UFO, duchy, dusza, aureola, itp.) Dodatkowo wprowadzenie tego serpenta pozwala na eliminowanie owych podwójnych standardów, kiedy to nauka stwierdza i praktykuje coś zupełnie odwrotnego niż codzienne życie.
       Nazwę "serpent" nadaję owemu istnieniu z powodów wynikających z wyjaśnień w punkcie #E2 strony internetowej o pochodzeniu zła na Ziemi. W mitologii (szczególnie chrześcijańskiej) nazwa "serpent" przyporządkowana była bowim do szczególnie złośliwych istot nadprzyrodzonych. Odpowiada ona staropolskiemu słowu gadzina, np. z powiedzenia "ale z niego gadzina", czy "gadzina z niego wyszła". Istoty te były bardzo przebiegłe, okropnie złośliwe, mściwe, o złych i wrogich ludziom intencjach i działaniach, posiadały nadprzyrodzone moce podobne do mocy diabłów, oraz zachowywaly się jak dzisiejsi UFOnauci (np. uprowadzały one i wyniszczały ludzi). Dlatego owemu nowemu stworzeniu zwanemu tu "serpentem Pająka" nadaję wszystkie cechy którymi odznaczały się tamte folklorystyczne "serpenty". Gdyby cechy te zdefiniować naukowo, to "serpent Pająka" jest to nieuchwytna istota powołana do życia w celu ułatwiania naukowych rozważań i wyjaśnień najróżniejszych paradoksów i rozbieżności empiryki z teoriami, która to istota odznacza się zbiorem cech i możliwości jakie są nielimitowanym negatywnym przeciwieństwem cech i możliwości moralnego mieszkańca Ziemi". Przykładowo "serpent Pająka" zawsze tylko szkodzi wszystkim naokoło siebie, fałszuje wyniki eksperymentów naukowych, uniemożliwia podjęcie postępowych decyzji, żyje wiecznie, ma wehikuł czasu - może więc cofać się w czasie do tyłu lub przemieszczać się do przyszłości, ma urządzenie do podsłuchu naszych myśli, ma maszyny do natychmiastowego hipnotyzowania ludzi, zawsze kłamie, nigdy nie czyni tego co mówi że uczyni, jest okropnie leniwe i praktykuje filozofię pasożytnictwa, nadal żyje w ustroju niewolniczym, nie posiada "wolnej woli" - a jedynie czyni co mu nakazano, itd., itp. Ponadto owo morze zła "serpent Pająka" zasiewa na Ziemi wyłącznie z materialistycznych pobudek najniższego rodzaju. Przykładowo, jest okropnie leniwe - aby więc uwolnić się od konieczności pracy "porywa" ono ludzi nocami zaś ze zrabowanej ludziom spermy i ovule hoduje dla siebie rodzaj niewolników które nazywa "biorobotami". Ponieważ szkoda mu tracić czas na nocną regenerację, podczas porwań wysysa z ludzi energię życiową swoimi zaawansowanymi urządzeniami a potem eliminuje swoją senność regenerując się tą energią. Ponieważ nie chce mu się wkładać wysiłku w rozwinięcie komputerowej "sztucznej inteligencji" wyłapuje inteligentne dusze ludzkie i więzi je w swoich komputerach w których dusze te przez całe następne wieki niewolniczą w rolach inteligentnych sterowników. Itd., itp. - po szczegóły jego "wyczynów" i "nawyków" patrz opisy ze strony memoriał.
       Z użyciem "serpenta Pająka" który odznacza się owymi cechami tak przeciwstawnymi do ludzkich, bardzo łatwo wyjaśnić wszelkie paradoksy i niekonsekwnecje dzisiejszej nauki ziemskiej. Przykładowo, przy braku możliwości naukowego wyjaśnienia dlaczego ktoś napytał aż tyle zła nauce ziemskiej i ludzkości poprzez wysunięcie i promowanie tak niedorzecznej i tak szkodliwej ateistycznej niby-teorii, jak owo twierdzenie o "ekspansji wszechświata" oraz o "wielkim wybuchu", podczas gdy jedynym faktem obserwacyjnym z którego ta ateistyczna niby-teoria została wyinsynuowana jest owo "przesunięciu ku czerwieni" światła gwiazd – wyjaśnienie takie natychmiast wynika z serpenta Pająka. Mianowicie, "wielki wybuch" został nauce podsunięty i wmuszony do rozgłaszania właśnie przez owego "serpenta Pająka". Serpent ten wyjaśnia też jak jest to możliwe że tylko jedna owa "niby-teoria" nawprowadzała aż tyle błędnych idei do kosmologii i do życia, które obecnie Koncept Dipolarnej Grawitacji musi mozolnie prostować i naprawiać, oraz dlaczego efekt który je wyjaśnia poprawnie jest nadal ignorowany przez oficjalną fizykę i znany tylko empirycznie np. przez "surferów" morskich. Z kolei jeśli ktoś się zastanawia dlaczego działają tzw. "Prawa Murphy’ego" - chciaż praw tych faktycznie nie ma, wyjaśnienie jest proste – zdarzenia opisane tymi prawami są po prostu psikusami płatanymi ludziom przez owego "serpenta Pająka". Jeśli ktoś się zastanawia dlaczego ogromna większość surowców naturalnych odkrywana jest przez radiestetów, chociaż oficjalna nauka nie jest w stanie udowodnić istnienia i działania ESP – znowu wyjaśnienia dostarcza ów serpent. Serpent ten po prostu skrycie fałszuje wyniki oficjalnych eksperymentów na temat ESP, tak aby oficjalna nauka ludzka nigdy nie była w stanie udowodnić istnienia ESP. Itd., itp.
       Oczywiście "serpent Pająka" ma zastosowanie dla praktycznie wszystkich dziedzin nauki i techniki, a nie tylko do fizyki czy kosmologii. Gdziekolwiek bowiem istnieje jakiś paradoks, niedorzeczność, czy naginanie praw wszechświata, mogą one być prosto wyjaśnione z pomocą "serpenta". Przykładowo, w medycynie wyjaśnia ono dlaczego tak duży procent mężczyzn ma bóle kręgosłupa (serpent bierze na nich za coś odwet i wyrywa im dyski podczas nocnych "porwań"). Dlaczego tak duży procent kobiet ma kandydozę czyli grzybicę lub drożdżycę pochwy (po angielsku "thrush") - na przekór że nie są aktywne seksualnie (męskie serpenty je gwałcą pod hipnozą i zarażają je kandydozą). W biologii wyjaśnia ono kto i dlaczego wprowadził teorię naturalnej ewolucji której prawdziwości nie podpiera nawet jeden fakt, podczas gdy ignoruje się wiedzę o stworzeniu świata fizycznego i człowieka przez Boga, na przekór że jej poprawność podpiera całe morze niepodważalnych faktów, część z których opisana jest w podrozdziale I2.2 monografii [1/5]. (Przykładowo, jednym z niepodważalnych dowodów na stworzenie zwierząt i człowieka przez Boga jest tzw. kod genetyczny. Tzw. "Teoria Informacji" naukowo bowiem udowodniła, że każdy "kod" albo "język" musi być opracowany przez kogoś posiadającego inteligencję. Tylko zaś Bóg mógł opracować kod genetyczny.) W fizyce ów serpent wyjaśnia dlaczego tak dużej liczby praw i obserwacji oficjalnie nie wolno ani badać oni opisywać w publikacjach, na przekór że na ich temat istnieje obszerny materiał dowodowy (np. rozważ stanowisko fizyki w sprawie UFO, duchów, duszy, aury, ESP, itp.). W astronomii ów serpent wyjaśnia dlaczego "życia w kosmosie" poszukuje się na najodleglejszych gwiazdach, podczas gdy ignoruje się wszelkie dowody że owo "życie" skrycie przybywa na naszą planetę w celach rabunkowych już od tysiącleci. W sprawach wiary ów serpent wyjaśnia dlaczego oficjalnie twierdzi się że Boga nie ma, chociaż istnieje zarówno formalny dwód na istnienie Boga, jak i zatrzęsienie matriału dowodowego który istnienie to konsystentnie potwierdza (ten materiał dowodowy faktycznie zapełnia cały tom 5 monografii [1/5]). W socjologii i polityce wyjaśnia ono dlaczego politycy i coraz większa część społeczeństwa unika mówienia prawdy. Itd., itp.
       Rozważając operowanie "serpenta Pająka" trzeba jednak pamiętać o jego atrybutach wymienionych poprzednio, przykładowo że jest okropnie leniwy, że serpent ten praktykuje filozofię pasożytnictwa która mu nakazuje aby zawsze czyniło tylko to do czynienia czego zostało jakoś przymuszone, oraz że posiada ono wehikuły czasu a stąd ma wgląd do przyszłości i wie dokładnie które dzisiejsze zdarzenia zadziałają w przyszłości na jego niekorzyść. Dlatego owo "serpent Pająka" nie każdemu i nie w każdym przypadku "płata swoje figle". Jego działanie jest więc wybiorcze i daje się odnotować tylko wtedy gdy dane zdarzenie wywiera silny wpływ na to co stanie się w przyszłości - zaś w interesie owego serpenta leży aby wpływ ten wyeliminować. Dlatego za działanie tegoż serpenta Pająka nie wolno nam uznawać np. każdego upadku kromki chleba masłem na dywan - szczególnie jeśli upadki takie wypełniają prawa statystyki i fizyki. Gdyby jednak zorganizowany był oficjalny eksperyment sprawdzający, raportowany potem w podręcznikach, zaś liczba kromek upadłych masłem w dół przekroczyłaby tą wynikajacą z obowiązujących praw, wówczas już trzeba się liczyć że serpent kromkom tym nieodnotowywalnie "dopomógł". Wyrażając to innymi słowami "serpent Pająka" sabotażuje tylko te zdarzenia które w wyniku tego sabotażu wykazują potem rozbieżność pomiędzy tym co typowo dzieje się w faktycznym życiu, a tym co stwierdziła oficjalna nauka lub w co nakazano ludziom wierzyć, a także wice wersa - znaczy jego interwencje mają miejsce wówczas gdy zdarzenia z codzinnego życia nagle zaczynają odbiegać od typowego działania praw wszechświata. Najbardziej też na sabotaże tego serpenta wystawieni są ludzie którzy dokonują czegoś, co silnie zaciąży kiedyś na przyszłości ludzkości.
       Filozofia totalizmu uczy nas, że do każdego ludzkiego słowa przywiązany jest trzywymiarowy bagaż. Tylko wymiar intelektualny tego bagażu zawiera informację co dane słowo oznacza. Natomiast jego wymiary fizykalny i uczuciowy zawierają pozaintelektualne przekazy których zadaniem jest wzbudzanie w naszym umyśle określonych skojarzeń i reakcji, zaś w naszych emocjach wzbudzanie określonych uczuć, za każdym razem kiedy z wyrazem tym się zetkniemy. To właśnie z uwagi na ów bagaż fizykalny i emocjonalny przywiązny do licznych popularnych nazw dla tego co lekarze nazywają "penis", "vargina", czy "bo" ("bowel open"), dyscypliny medyczne zmuszone były powprowadzać swoje własne nazwy które wzbudzają medycznie-pożądane skojarzenia, reakcje i uczucia. Podobnie sytuacja ma się z innymi obszarami życia które nauka ma obowiązek badać i wyjaśniać, jednak które niechwalebnie dla siebie ignoruje ponieważ do ich popularnych nazw przywiązany został nietolerowalny dla nauki bagaż fizykalny i uczuciowy. Aby więc włączyć i te inne pojęcia do sfery zainteresowań nauki, a tym samym aby skończyć ten nazewniczy impas, konieczne jest nadanie tym dotychczas ignorowanym pojęciom jakiejś ściśle naukowej nazwy. Nazwa "serpent Pająka" jest moją propozycją rozwiązania tego nazewniczego problemu.
       Powołanie do życia serpenta Pająka i powszechne wprowadzenia go do naukowych rozważań stwarza aż kilka zasadniczych punktów przewagi nad obecnym sposobem rozprawiania się przez naukę z prześladującymi ją paradoksami i niekonsekwencjami (polegającym na "chowaniu głowy w piasek" oraz udawaniu że dana sprawa nie istnieje). Serpent ten pozwala bowiem na otwarte adresowanie problemów i na omawianie ich bez wskazywania na kogoś palcem ani bez nazywania ich po imieniu. Stąd zaś jest już tylko jeden krok do praktycznego odkrycia kim właściwie jest ów "serpent Pająka", jakie są jego cele, oraz jakimi metodami ono działa – czyli do bezryzykowego wydobycia na światło ustaleń opisywanych na totaliztycznych stronach internetowych (włączając w to m.in. niniejszą stronę).
       "Serpent Pająka" początkowo nazywany był "lichem Pająka". Jednak po szerszym sprawdzeniu okazało się że nazwa "serpent" jest efektywniejsza w tym szczególnym jej zastosowaniu. Niezależnie od niniejszej strony opisy "serpenta Pająka" zawarte są też m.in. w punkcie #D2.2 na stronie internetowej o Koncepcie Dipolarnej Grawitacji, a także w podrozdziale I2.1.2 z tomu 5 monografii [1/5]. Z kolei mitologiczna wymowa nazwy "serpent" omawiana jest w punkcie #E2 strony o pochodzeniu zła na Ziemi.


#G13. Przeglądnij monografię [1/5] albo monografię [1/4] aby poznać następne przykłady mojego dorobku naukowego:

       Mój dorobek naukowy znacznie przewyższa to co dałoby się streścić na tak krótkiej stronie internetowej Aby go poznać w całości polecam przeglądnięcie monografii [1/4] upowszechnianej gratisowo m.in. za pośrednictwem tej strony internetowej.
       W tym miejscu powinienem też nadmienić, że czas swojej pełnej profesury w jednym z technicznie najbardziej zaawansowanych krajów Wschodniej Azji postanowiłem m.in. spożytkować na przygotowanie następnego (przeredagowanego i udoskonalonego) wydania 5 swojej najważniejszej monografii naukowej. Przeredagowywanie owej monografii [1/5] zacząłem od jej tomu 5 - w całości poświęconego naukowym dowodom na istnienie Boga, duszy, ducha, itp. Niektóre tomy owego najnowszego wydania można już obecnie gratisowo sobie ściągnąć z internetu, klikając w "Menu 1" z tej strony na pozycję Monografia [1/5].


Część H: Poniżenia, prześladowania i sabotaże którym bez przerwy jestem poddawany:

      


#H1. Konieczność ukrywania dorobku i brak uznania dla osiągnięć:

       Tak jakoś się składa, że niemal nikt nie wierzy w większość moich naukowych odkryć. Co gorsza, ci co dowiadują się co odkryłem, zamiast wykazać jakiś rodzaj wdzięczności za to że staram się im uświadomoć gorzką prawdę, wolą raczej mnie poprześladować za to co badam. W rezultacie, przez większość życia zmuszony jestem utrzymywać w rodzaju jakby niemówionej tajemnicy badnia którymi się zajmuję. Na przekór więc że mój dorobek naukowy jest ogromny, większość z tego dorobku oficjalnie muszę ukrywać i nie przyznawać się że reprezentuje on moje dokonania.


#H2. Nieustanne sabotażowanie publikowania mojego dorobku:

Motto: "Gdy ktoś zechce kogoś pobić, kij zawsze się znajdzie."

       Jednym ze sposobów na jaki manifestuje się owa szatańska furia moich prześladowców, jest nieustanne sabotażowanie wszystkich stron internetowych jakie ja opublikowałem. Sabotażowanie to jest jednak bardzo zręczne i przewrotne - tak jak zresztą wszystko co tylko czynią owi sekretni okupanci naszej planety. Zawsze bowiem jest ono organizowane w taki sposób aby wyglądało jak przypadek, zbieg niekorzystnych okoliczności, zepsucie, działanie sił natury, itp. - znaczy wyglądało jak wszystko poza tym czym faktycznie jest, czyli bezpardonowym sabotażowaniem. Stąd ogromnie trudno jest wskazać palcem kto za nim się kryje i jak go dokonuje. Ponadto, metody owego sabotażowania są tak liczne, zaś ich zmyślność tak różnorodna, że jest niemal niemożliwym aby wszystkie je zidentyfikować i opisać.
       Ja już od dosyć dawna jestem świadomy istnienia tego zmyślnego sabotażowania moich stron i mojej działalności. Dlatego w miarę swoich skromnych możliwości staram się je nieustannie dokumentować. Faktycznie też dla opisania sabotaży stron totalizmu przez owych szatańskich podmieńców opracowałem nawet odrębną stronę internetową całkowicie sabotażom tym poświęconą. Strona ta nosi nazwę sabotaże. Polecam jej przeglądnięcie. Niestety, sposobów na jakie sabotażowane są strony internetowe które ja publikuję jest tak wiele, są one tak trudne do wykrycia i do udokumentowania, oraz sposoby te zmieniają się tak szybko, że nie jest możliwym opisanie ich wszystkich. Stąd te sposoby sabotażowania które zdołałem już poodkrywać i które opisuję na w/w stronie sabotaże, reprezentują jedynie małą kroplę w ogromnym morzu skrytej działalności owych diabolicznych okupantów Ziemi. Niemniej ciągle warto je poznać, bowiem dają one jakieś pojęcie jak zmyślne i jak różnorodne są metody sabotażowania używane przez owe istoty. Sprawę wypunktowywania owych sabotaży pogarsza też fakt, że owi skryci okupanci naszej planety są wysoce inteligentni, oraz że czytają oni uważnie moje strony internetowe. Natychmiasty więc po tym kiedy ujawnię jakąs metodę sabotażowania której oni używają, istoty te zmieniają tą metodę na zpełnie odmienną. W ten sposób niemal wszystkie konkretne przykłady sabotażowania, które ja ujawniam na swojej stronie sabotaże, wprawdzie miały miejsce w przeszłości, jednak nie w każdym opisywanym przypadku da się je też nadal odnotować na moich stronach aż do dzisiaj.
       Jak już to podkreśliłem powyżej, owych metod sabotażowania jest ogromnie dużo. Dla szerszego ich poznania polecam wiec zapoznanie się ze stroną sabotaże. Jednak aby dać już tutaj czytelnikowi jakiś przedsmak jak zmyśle i szatańskie są niektóre z tych metod, poniżej przytoczę chociaż kilka ostatnio odnotowalnych ich przykładów. Pierwszym z tych przykładów jest szczególny rodzaj rzekomego błędu którego komunikat pojawia się często przy załadowywaniu niektórych stron totalizmu. Komunikat ten jest relatywnie łatwo wygenerować, zaś po jego wywołaniu straszy on odwiedzających moje strony bardzo efektywnie. Przykładowo, kiedy na początku 2007 roku fala takich komunikatów została powprowadzana do niemal wszystkich moich stron internetowych, proporcja ludzi którzy zaniechali oglądania tych stron już po pierwszym rzuceniu na nie okiem faktycznie się potroiła. Używając bezpiecznego i prostego języka HTML, zasymulowałem tu w uproszczeniu przykład wyglądu tego komunikatu. Przykład ten przytaczam poniżej. Pokazuję go tu jednak tylko jeśli czytający życzy sobie go zobaczyć. Aby go zobaczyć należy kliknąć na następujący guzik:
Aby zaś komunikat ten zniknął, trzeba kliknąć w nim na "OK". Oczywiście, taki nachalnie pojawiający się komunikat rzekomego błędu zniechęca do oglądania moich stron wszystkich co bardziej bojaźliwych i powierzchownie myślących oglądających. Tymczasem jego wprowadzanie do moich stron jest dla podmieńców-UFOnautów bardzo proste. Podmieńcy ci po prostu podmieniają na moich stronach internetowych kod wywołania mojego "licznika odwiedzin", na kod wywołania ichniego "specjalnego" licznika odwiedzin który wysyła na moją stronę jeden z komunikatów takich rzekomych błedów. Ten specjalny licznik odwiedzin opracowany przez UFOnautów-podmieńców jest więc rodzajem "konia trojańskiego" za pomocą którego wprowadzją oni komunikaty błędów na moje strony. Jak dotychczas odkryłem już kilka takich "specjalnych liczników odwiedzin" opracowanych przez podmieńców, które często podmieniane są na liczniki odwiedzin których ja używam. Jeden z przykładów tych ichnich "specjalnych liczników odwiedzin" który mogę tytaj ujawnić ma adres www.numbernumber.net. (Ja sam nigdy nie używałem liczników odwiedzin oferowanych pod owym adresem, niemniej linki do tych liczników tajemniczo i bez przerwy pojawiają się na moich stronach.) Oczywiście ja staram się eliminować te konie trojańskie z moich stron kiedy tylko odnotuję że zostały one podmienione pod któryś z moich własnych liczników odwiedzin. Ponieważ jednak ja prowadzę wiele stron totalizmu, zaś podmieńcy-UFOnauci podmieniają mi owe liczniki praktycznie bez przerwy, zawsze na którychś z moich stron owe "konie trojańskie" nadal dokonują swojej sabotażowej działalności.
       Kolejnym przykładem zniechęcania do oglądania moich stron był komunikat który na początku maja 2007 roku zaczął pojawiać się w wyszukiwarce "Google" na czwartej i następnych stronach googlowskich wyszukiwań referujących do moich opracowań. Komunikat ten stwierdzał co następuje, cytuję: In response to a legal request submitted to Google, we have removed 1 result(s) from this page. If you wish, you may read more about the request at ChillingEffects.org. (W moim luźnym tłumaczeniu: "w odpowiedzi na nakaz sądowy, usunęliśmy 1 wynik z niniejszej strony. Jeśli zechcesz, możesz poczytać sobie więcej na temat tego nakazu pod ChillingEffects.org".) Oczywiście, faktycznie ów nakaz sądowy wogóle ani nie dotyczył moich stron internetowych ani nie miał ze mną nic do czynienia. Jednak jakiś podmieniec-UFOnauta który zdołał wkręcić się cichcem do Google aby sekretnie sabotażować działalność owej organizacji, umieścił owo straszące wszystkich ludzi ostrzeżenie na stronach odnoszących się do moich opracowań i do mojej osoby. Odniósł on też tym swój przewrotny cel. Wszakże takie ostrzeżenie wyraźnie zniechęcało do oglądania moich stron wszystkich co bardziej bojaźliwych i co bardziej podejrzliwych poszukujących. W rezultacie czytelnictwo moich stron w maju 2007 spadło do jedynie połowy tego z poprzedniego miesiąca. Interesujące w całym tym skrytym zniechęcaniu do czytania moich stron jest też jak starannie podmieńcy-UFOnauci unikają dostarczenia namacalnych dowodów na poprawność moich słów, oraz jak uważnie obserwują oni każdy mój ruch. Zaledwie bowiem w kilka godzin poźniej po tym jak w dniu 30 maja 2007 roku umieściłem tu niniejszą informację o owym googlowskim zwodniczym komunikacie, komunikat ten nagle zniknął i przestał pojawiać się w Google jakby nigdy go tam nie było. Podobnie szybko znika też każdy inny materiał dowodowy na sekretną okupację Ziemi przez moralnie upadłych UFOnautów, jaki tylko opiszę na swoich stronach internetowych. Oczywiście, powyższe to tylko małe przykłady z ogromnego oceanu sabotaży. Inne manifestacje owych sabotaży obejmują, między innymi, deletowanie przez podmieńców zgłoszeń moich stron internetowych do wyszukiwarek, deletowanie całych moich witryn internetowych (długa lista moich witryn wydeletowych przez UFOnautów jest podana w "Menu 4" na końcu polskojęzycznego wykazu), zmienianie tekstu na moich stronach, sabotażowanie ilustracji na moich stronach internetowych (np. ich zaciemnianie), skryte wprowadzanie błędów do moich ilustracji i do oprogramowania stron, podmienianie liczników odwiedzin na moich stronach, itd., itp. - po szczegóły patrz owa strona sabotaże.
       Ponieważ wszystko co popularyzuje wyniki moich badań jest zawsze przedmiotem jakiegoś skrytego choć efektywnego sabotażu, czytelnik może w bardzo łatwy sposób sam się przekonać na własnej skórze, że owo skryte sabotażowanie moich wysiłków jest faktem a nie mitem. Wystarczy bowiem aby czytelnik zaczął jakoś popularyzować wyniki moich badań, a natychmiast coś się zdarzy co zasabotażuje i wysiłki czytelnika. Z kolei takie zdarzenie, które faktycznie będzie skrytym sposobem zasabotażowania również i działań czytelnika, dostarczy mu namacalnego dowodu że to co tutaj wyjaśniam na temat ukrytej okupacji naszej planety przez ostatnie kilka tysiącleci, jest szokującą prawdą. Przy okazji czytelnik też odkryje jeszcze jedną metodę za pomocą której owi przewrotni UFOnauci są w stanie skrycie zasabotażować czyjeś działania.
       Na zakończenie tego punktu chciałbym tutaj podkreślić, że faktyczne istnienie opisywanych tutaj upartych oraz nachalnych sabotaży stron które ja publikuję zawiera w sobie dosyć istotną wiadomość. Ponieważ wielu czytelników widzi oznaki sabotażowania moich stron, jednak przeacza ową wiadomość którą sabotaże te pośrednio sobą przekazują, poniżej przytoczę tą wiadomość w formie słownego opisu. Stwierdza ona co następuje. Na przekór że wielu ludzi uparcie odmawia odnotowania tego faktu, planeta Ziemia jest jednak sekretnie okupowana przez szatańskich krewniaków ludzi, którym strony ujawniające ową sekretną okupację są ogromnie nie na rękę. Doskonale zaś dla wszystkich widocznym dowodem na faktyczne istnienie owej okupacji, jest między innymi właśnie fakt upartego, zmyślnego, oraz nieustającego sabotażowania stron internetowych które ja publikuję. Kiedy więc następnym razem czytelnik napotka coś zmyślnego co albo będzie mu utrudniało oglądnięcie moich stron, albo też będzie go do oglądnięcia tego zniechęcało, zamiast poddawać się zwodniczemu działaniu tego czegoś, powinien on raczej potraktować to jako zachętę aby na przekór wszystkiego strony te jednak przeglądnąć. Wszakże stara prawda stwierdza, że wszystko co jest nie na rękę naszym wrogom, okazuje się być bardzo istotne dla nas samych.


Część I: Moje życie prywatne:

      


#I1. Byłem adoptowany przez kota:

Motto: "Jest ogromnym honorem zostać adoptowany przez mądrego kota."

       W 1999 roku mieszkałem w maleńkim miasteczku zwanym Timaru. Nasi sąsiedzi mieli wspaniałego kota zwanego "Teecee". Kot ten jakoś od razu adoptował nas i często przychodził do naszego mieszkania aby się z nami pobawić. Było to niemal tak jakby znał przyszłość i wiedział że wkrótce będzie częścią naszej rodziny. Pewnego dnia sąsiedzi nas poinformowali, że emigrują z Nowej Zelanii do Australii i nie zamierzają zabierać Teecee ze sobą. Jeśli go chcemy możemy go sobie zabrać, bowiem w przeciwnym przypadku będzie musiał zostać "uśpiony". W ten sposób Teecee stał się członkiem naszej rodziny. Był to ogromnie inteligentny kot. Poziom jego inteligencji oceniam na poziomie około 2-letniego dziecka. Był też bardzo uczuciowy i wyraźnie demonstrował swoje uczucia. Ponadto był lojalny niemal jak pies a nie jak kot. Jego dokładne poznanie otwarło dla mnie wiele sektretów świata zwierzęcego które mają odzwierciedlenie w wynikach moich badań. Niestety, Teecee został brutalnie zamordowany. Zakończył swoje krótkie życie w dniu 27 września 2006 roku. Najwyraźniej do jego zamordowania użyta została jakaś emisja wysokiej energii która celowo zaindukowała w nim raka. Na krótko bowiem przed jego śmiercią, końcówki futra na plecach, szyi, oraz końcach uszu Teecee były popalone i poskręcane jakby gorącym płomieniem. Popalenie to wyraźnie widać nawet na końcach uszu Teecee na zdjęciu pokazanym poniżej.
       Osobiście wierzę, że podobna emisja morderczej energii używana też była w broni zwanej "moko-moko" - jaką opisałem i zilustrowałem na stronie internetowej o Św. Andrzeju Bobola. Zapewne tą samą lub podobną bronią ja sam też zostałem postrzelony w brzuch w 2007 roku, o czym piszę dokładniej w punkcie #D3 (3) strony internetowej o karmie.
       Wiecej na temat śmierci Teecee wyjaśniam w punkcie #B3 na stronie internetowej o bandytach w naszym gronie.

Fot. #5: Teecee.

Fot. #5: Mój ukochany towarzysz i czworonożny przyjaciel o imieniu Teecee. Zwróć uwagę na jego smutne oczy - w których widać już przeczucie śmierci. Na przekór jego maleńkich rozmiarów, jego znaczenie w moim życiu było równie przeogromne jak jego kochające serduszko. To właśnie ten niepozorny Teecee potrafił mnie nauczyć tak wiele na temat miłości oraz na temat doceniania wartości i kruchości życia. Nie jestem w stanie opisać smutku, rozpaczy i odczucia tregedii jakie mnie przepełniają od czasu kiedy Teecee został zamordowany w tak brutalny sposób przez zezwierzęconych krewniaków ludzkości. Mój cały świat runął w proch z chwilą jego śmierci. Moje serce przepełnione jest bólem jakiego nie jestem nawet w stanie wyrazić. Teecee, ja nigdy Cię nie zapomnę i na zawsze pozostaniesz w mojej pamięci i sercu.
       Niniejsza fotografia została wykonana na mniej niż 24 godziny przed śmiercią Teecee w środę, dnia 27 września 2006 roku, około godziny 12:30. W chwili wykonywania tego zdjęcia Teecee już ogromnie cierpiał. Wszakże górna część jego prawego płata płucnego była wówczas już zapadnięta. Całe też jego płuca były jakby jedną otwartą raną. Teecee umarł bowiem w następstwie użycia na nim nocą z niedzieli na poniedziałek, 17 na 18 września 2006 roku, maszyny do celowego indukowania raka. Maszyna ta rzuciła na Teecee jakąś wiązkę promienowania które było aż tak potężne że spaliło ono końcówki jego sierści na plecach, tyle karku, oraz czubkach uszu. Nawet na powyższym zdjęciu dobrze widoczne są upalenia czubków obu jego uszu. Począwszy od owej nocy miał on nasilające się objawy jakby potężnej choroby popromiennej.


#I2. Moja żona:

Motto: "Za każdym mężczyzną substancji stoi niezwykła kobieta."

       Istnieje jeden honor jakiego dostąpiłem w swoim życiu, a jaki jest szczególnie miły mojemu sercu. Jest to moja żona. Jej ojciec był jednym z owych arystokratów ze Wschodu, który stracił swoją fortunę, jednak utrzymał tytuł. Stąd moja żona odziedziczyła tytuł "Szejka" od niego, jednak bez fortuny Szejka jaka by z tytułem tym się wiązała. Tytuł ten ma ona nawet wpisany w swój paszport. (Dzięki Bogu za ten brak fortuny, w przeciwnym wypadku ja prawdopodobnie nigdy nie miałbym możności aby ją poznać, nie wspominając już faktu że wówczas moja żona zapewne byłaby rodzajem popsutej bogaczki, niemożliwej do współżycia ze zwykłym śmiertelnikiem.) Stąd, ów honor jaki jest tak miły mojemu sercu, to że jestem mężem pięknej kobiety która nie tylko nosi tytuł Szejka, ale również posiada i klasę Szejka. Ponadto, w dzisiejszych trudnych czasach nasze małżeństwo jest wysoce symboliczne. Udowadnia ono bowiem, że kultura Wschodu może współistnieć z kulturą Zachodu na zasadach wzajemnej miłości, poszanowania i pokoju, oraz że każda z tych dwóch doniosłych kultur jest w stanie wzbogacać życie tej drugiej. Obecnie często się zastanawiam, jak mąż utytułowanego Szejka powinien się nazywać. Czy jest on Szejkanek (po angielsku: Sheikher), Szejkomość (po angielsku: Sheikhness), czy Szejkowski (po angielsku: Shaker)? A może jeszcze coś innego? Wszakże gdybym był mężem księżniczki z, powiedzmy, Anglii, zwracanoby się zapewne do mnie "jego wielmożność", "jego wysokość", czy też "jego eminencja", nie zaś: "hej ty Pająk"!
Fot #6: Dr Jan Pająk ze swoją obecną żoną (tj. z Szejkiem Dawood) w Rzymie, 1995 rok

Fot. #6: Ja w Rzymie z moim osobistym Szejkiem. (Kliknij na to zdjęcie kiedy zechcesz je powiększyć.)


Część J: Podsumowanie, oraz informacje końcowe tej strony:

      


#J1. Podsumowanie tej strony:

       "Prawda musi przebijać się po cierniowej drodze." Z kolei życie tych co poświęcili się służbie prawdy wcale nie jest usłane różami.


#J2. Moje dane kontaktowe:

              Oto moje aktualne adresy emailowe, tj. adresy dra inż. Jana Pająka (a przez okres od 1 marca 2007 do 31 grudnia 2007 roku - Prof. dra inż. Jana Pająka): Adresy te zestawiłem powyżej w kolejności zaobserwowanej empirycznie częstotliwości z jaką czasami emaile czytelników zdołają się przebić przez blokadę która na adresy te została nałożona (tj. od najmniej do najbardziej sabotażowanych). Proszę jednak odnotować, że praktycznie wszystkie moje adresy emailowe są sabotażowane - zapewne przez owego "serpenta Pająka" opisanego m.in. na stronie o Koncepcie Dipolarnej Grawitacji, a także w podrozdziale I2.1.2 z tomu 5 najnowszej monografii [1/5]. Dlatego jeśli długo nie odpowiadam na dany email zwykle to oznacza że został on przez owego "serpenta Pająka" zatrzymany w drodze i że trzeba powtórzyć jego wysyłkę - najlepiej na odmienny z powyższych adresów.
       W przypadku wysyłania mi emaila zawierającego jakąś prośbę - szczególnie taką która wymagała będzie ode mnie wykonania szeregu pracochłonnych i/lub czasochłonnych działań, dla umotywowania mnie do szybszej odpowiedzi proponuje w P.S. do swego emaila zawrzeć odpowiedź na chociaż jedno z pytań ktore zawarłem na stronie internetowej o Korei.
       W istotnych sprawach można się ze mną również skontaktować przez mój adres pocztowy. Adres ten w 2007 roku był jak następuje: Prof. dr inż. Jan Pająk, P.O. Box 33250, Petone 5046, New Zealand.
       W końcu, w szczególnie pilnych sprawach można do mnie też zadzwonić. Mój telefon domowy w Nowej Zelandii ma numer (+) 64-4 56-94-820, gdzie (+) to wyjście na centralę międzynarodową (w niektórych krajach może być inne niż "00"), 64 to numer Nowej Zelandii, 4 to numer Wellington (w obrębie Nowej Zelandii trzeba go wykręcać jako 04), zaś 56-94-820 to numer telefonu naszego mieszkania w Wellington. (Warto jednak odnotować, że czas w Nowej Zelandii jest około 12 godzin wcześniejszy niż czas w Polsce, oraz że moja żona nie zna języka polskiego.) Warto też wiedzieć, że swoje letnie wakacje, które w Nowej Zelandii rozciągają się od grudnia do początka lutego, zwykle spędzam w Malezji, gdzie jestem dostępny tylko przez email oraz przez numer mojego malezyjskiego telefonu komórkowego - który podczas każdych malezyjskich wakacji jest inny.
       Warto też odnotować, że niektóre moje dane kontaktowe, pod jakie również można wysyłać ewentualne uwagi lub zapytania, podane są na stronie: faq (najczęstrze zapytania). Tam również dostępne są mój adres pocztowy i numer telefonu.


If you prefer to read in English
click on the flag

(Jeśli preferujesz język angielski
kliknij na poniższą flagę)



Data zapoczątkowania budowy tej strony internetowej: 25 maja 2004 roku.
Data jej najnowszego aktualizowania: 6 października 2007 roku.
(Sprawdź w "Menu 3" czy już istnieje nawet jej nowsza aktualizacja!)

Oto wkazania liczników odwiedzin tej strony:
Free Web Counter
Free Hit Counter